Budżet i Podatki

Polska gospodarka spowalnia, budżetowe wydatki przyspieszają

Minister finansów Jacek Rostowski
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
Nie ma ministra finansów, który nie próbowałby jakiejś budżetowej sztuki. I nie ma ekonomisty, który byłby za proponowaną przez ministra Jacka Rostowskiego pożyczką z Funduszu Rezerwy Demograficznej
Rostowski, walcząc z ogromnym deficytem, jaki rysuje się na 2010 rok i chcąc go za wszelką cenę zmniejszyć, zaproponował, aby FUS pożyczył z funduszu 7,5 mld zł. [wyimek]7,5 mld zł chce pożyczyć minister Jacek Rostowski z Funduszu Rezerwy Demograficznej[/wyimek]
– Państwo i tak będzie musiało zwrócić te pieniądze, więc po co jeść tę żabę – zastanawia się prof. Jerzy Osiatyński z INE PAN. W jego opinii takie działanie jest naganne, tym bardziej że nasze społeczeństwo się starzeje i pieniądze na przyszłe wypłaty świadczeń muszą zostać zabezpieczone już dziś. – Fundusz jest ubezpieczeniem zmian, jakie następują w strukturze wiekowej naszego społeczeństwa – podkreśla profesor Osiatyński.
Mirosław Gronicki, były minister finansów, zwraca uwagę na inny fakt – kwota 7,5 mld zł ulokowana jest w obligacjach. Trzeba będzie je sprzedać. Państwo na tym straci, nie mówiąc o tym, że taka operacja może w konsekwencji podnieść rentowność naszych papierów. Zdaniem ekspertów takie działanie stwarza poważne ryzyko dla finansów publicznych na przyszłość, ponieważ precedens, jaki wprowadza w życie Rostowski, może być pokusą dla następnych ministrów finansów, aby go powtarzać. Teraz rząd zakłada, że pożyczone pieniądze zwróci z wpływów, jakie uzyska ze sprzedaży państwowego majątku. Z czego odda pieniądze, gdy już nie będzie czego pożyczać? A to, że kolejne rządy zechcą – powołując się na precedens Rostowskiego – wykorzystywać tę sztuczkę, jest niemal pewne. W przeszłości kilkakrotnie szefowie resortu finansów wprowadzali jednorazowe rozwiązanie, które tylko doraźnie miało ratować budżet. Jak się potem okazywało, bardzo szybko stawały się one stałą praktyką. Wystarczy przypomnieć rozwiązanie prof. Leszka Balcerowicza, który pozwolił na to, aby ZUS zapożyczał się w bankach. Albo pomysł zastosowany w 2003 roku, kiedy ministrami finansów byli Grzegorz Kołodko i Andrzej Raczko, przesuwający dotacje do OFE z wydatków do rozchodów. – Wtedy, gdy Balcerowicz pozwolił na zapożyczanie się na rynku ZUS, było to uzasadnione, fundusz ubezpieczeń społecznych dopiero się kształtował i tak naprawdę nie było wiadomo, ile pieniędzy będzie potrzebował – przypomina Gronicki. – Dziś jego potrzeby można już dokładnie określić, więc nie ma uzasadnienia dla droższego pożyczania środków w bankach. Zabieg Rostowskiego, aby wykorzystać środki z FRD, i tak zresztą nie spowoduje znaczącego obniżenia wydatków państwa. Gdy porównamy, jak kształtowały się wydatki państwa w relacji do PKB w ciągu ostatnich dwóch lat z planem na 2010 rok, okazuje się, że rosną one z 42 proc. w 2008 roku do 47,4 proc. w 2010 roku, czyli o ponad 5 punktów procentowych w ciągu dwóch lat. – To bardzo dużo, ale przy naszej strukturze wydatków i minimalnym wzroście PKB to jest niestety nieuniknione – wyjaśnia Ryszard Petru, główny ekonomista BRE Banku. – Dopóki rząd nie zdecyduje się zmienić ustaw, nic z tym nie można zrobić. Działania w tym kierunku powinny być podjęte natychmiast, bo inaczej taki stan rzeczy będzie hamował rozwój polskiej gospodarki i pogarszał stan finansów publicznych. Petru porównuje sytuację naszych finansów z niemieckimi. Tam PKB spadł o ponad 5 punktów procentowych, a deficyt zwiększył się zaledwie o 2,5 punktu procentowego, u nas spadek PKB może wynieść ok. 4 proc., a deficyt rośnie o ok. 3 punktów procentowych. – To pokazuje, jak bardzo nasze finanse są wrażliwe na cykle koniunkturalne – dodaje ekonomista. A taka sytuacja jest niebezpieczna dla gospodarki. [i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=e.glapiak@rp.pl]e.glapiak@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL