Ekonomia

To będzie kosztowny sezon grzewczy

Fotorzepa, BS Bartek Sadowski, Dariusz Majgier DM Dariusz Majgier
Rachunki z ciepłowni rosną średnio o 10 procent. A przepisy unijne wymuszą kolejne drastyczne podwyżki
Z danych Urzędu Regulacji Energetyki za pierwsze półrocze wynika, że ceny ciepła wzrosną w tym roku średnio o 10,5 proc., a jego dystrybucji – o ponad 9 proc. Biorąc pod uwagę udział obu pozycji w ostatecznej kwocie na rachunku z ciepłowni, oznacza to, że koszty grzania wzrosną o 10 proc.
Producenci całą winę zrzucają na dostawców węgla. – Ceny węgla na ten rok w stosunku do obowiązujących w 2008 r. wzrosły o ponad 40 proc. Jak tylko się o tym dowiedzieliśmy, wystąpiliśmy do URE o zmianę taryf – mówi Paweł Orlof, prezes Elektrociepłowni Będzin. EC Będzin już w lutym wprowadziła nowe ceny za ciepło. Inne firmy robią to sukcesywnie, w zależności od tego, kiedy upływa okres ważności taryfy. Podwyżki są bardzo zróżnicowane – od kilku procent do nawet kilkudziesięciu. Zszokowani mogą być mieszkańcy Jastrzębia-Zdroju. W zależności od tego, ile ciepła zużywają, zapłacą od 34 do 70 proc. więcej – podała Spółka Energetyczna Jastrzębie.
Z danych URE wynika, że najdrożej za ciepło zapłacą po podwyżce mieszkańcy województwa świętokrzyskiego, gdzie ceny są prawie dwa razy wyższe niż w województwie łódzkim. Końcowa cena zależy nie tylko od paliwa używanego do wytworzenia ciepła, ale też od instalacji użytej do jego produkcji. Jak zaznacza Bogusław Regulski, wiceprezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie (IGCP), dobrze, jeżeli ciepło wytwarzane jest w elektrociepłowniach, bo mają one wyższą efektywność. Poza tym wolne ceny energii elektrycznej dla firm pozwalają bardziej elastycznie uwzględniać rosnące koszty produkcji. Dzięki temu w tym roku nie będzie podwyżki cen ciepła w stolicy. Obowiązująca w Warszawie taryfa została wprowadzona w 2008 r. – średnio cena wzrosła o 3,24 proc. Jednak sieci ciepłowniczych podłączonych do wysokosprawnych elektrociepłowni jest w kraju ok. 30, natomiast ciepłowni klasycznych kilka razy więcej. Apetyt firm na podwyżki ogranicza URE, który zatwierdza taryfy. Ciepłownicy uspokajają, że tegoroczna podwyżka jest ostatnią, przynajmniej na jakiś czas. – Sytuacja na rynku węgla jest już stabilna i kolejnych tak dużych zmian cen ciepła z tego powodu się nie spodziewamy. Istotny wzrost kosztów czeka producentów ciepła prawdopodobnie dopiero od 2013 r., kiedy zaczniemy płacić za kupno uprawnień do emisji CO2 – ocenia Bogusław Regulski. Jak wynika z szacunków IGCP, ceny ciepła w 2013 r. mogą skoczyć od 5 do nawet 34 proc. w stosunku do obecnych taryf. Wszystko zależy od tego, jaki system przydziału darmowych uprawnień do emisji CO2 przyjmie Bruksela. Polscy ciepłownicy starają się o odrębne potraktowanie zakładów opalanych węglem. Kolejny przepis, który podniesie ceny grzania, to dyrektywa o emisjach przemysłowych radykalnie zaostrzająca normy emisji zanieczyszczeń do powietrza. Jak oblicza resort środowiska, jeśli dyrektywa będzie obowiązywała w Polsce od 2016 r., to sektor energetyczny stanie przed koniecznością wydania 20 mld euro na modernizację. Ceny ciepła musiałyby wtedy wzrosnąć o 20 proc. Rząd przekonuje Brukselę, że pod względem produkcji ciepła Polska jest w wyjątkowej sytuacji. Aż 48 proc. ciepła w kraju dostarczają systemy ciepłownicze, podczas gdy w większości państw UE mieszkańcy grzeją się zazwyczaj indywidualnie. Dlatego elektrociepłownie mają szansę na wynegocjowanie okresu przejściowego do 2020 r.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL