Sztuka

Futuryzm znów modny

Achille Funi, Motociclista + case, 1914 r.
materiały prasowe
Dwie wystawy, w Warszawie i Berlinie, pokazują rozmach oraz zakres wpływów pierwszego awangardowego ruchu - pisze Monika Małkowska z Berlina
Uznali wojnę za twórczość, automobil za piękniejszy od Nike z Samotraki, hałas i pośpiech za źródła natchnienia; adorowali miejskie życie i nawoływali do spalenia muzeów. Nazwali się futurystami, odcinając się od minionych dokonań na kulturalnej niwie.
Od nich liczy się nowoczesność. Zrewolucjonizowali malarstwo, rzeźbę, teatr, muzykę i literaturę; na futurystach wzorowali się dadaiści, puryści, konstruktywiści, surrealiści; ich wpływy obejmowały sztukę "czystą" i użytkową. No i sami w sobie byli malowniczymi postaciami, uprawiali autopromocję na pograniczu skandalu i ulicznego spektaklu. W tym roku świat obchodzi stulecie ruchu zainaugurowanego publikacją manifestu futuryzmu w paryskim "Le Figaro" (20 lutego 1909 roku).
[srodtytul]Pod wezwaniem poety[/srodtytul] Rangę futurystycznego przewrotu uświadamiają dwa równocześnie otwarte pokazy – w warszawskim CSW i berlińskiej galerii Martin-Gropius-Bau. Eksponaty do obydwu wypożyczono z różnych włoskich kolekcji. Dopełniają się wzajemnie, toteż obejrzałam je z zaciekawieniem. Skromny pokaz w warszawskim Zamku Ujazdowskim daje jedynie nikłe pojęcie o skali przedsięwzięć zainicjowanych przez grupę młodych artystów skrzykniętych przez Filippo Tommasa Marinettiego (1876 – 1944). Carra, Balla, Boccioni, Severini, Russolo – to trzon grupy, która z czasem ogromnie się rozrosła. Guru futurystów – poeta o temperamencie awanturnika – wywodził się z zasobnego mieszczańskiego domu, więc stać go było na ekstrawagancje. Bazę futuryzmu zorganizował w Mediolanie, bo odpowiadała mu aura dynamicznie rozwijającej się metropolii. Tamże wypisywał pierwsze manifesty pełne górnolotnych metafor. Dziś jego patos śmieszy, ale wiek temu teksty oraz oratorskie wystąpienia Marinettiego trafiały na podatny grunt. Nie tylko we Włoszech. Charyzmatyczny łysol z zawadiacko podkręconym wąsem stosował strategię polityka: przemawiał do ulicznych tłumów, organizował wiece, rozrzucał ulotki. Pojął, że futurystyczne idee trzeba wypromować poza krajem – i rozpoczął wystawowy podbój Europy. Istotę poszukiwań futurystów stanowił ruch, a raczej jego sugestia, wyrażony za pośrednictwem statycznych obrazów i rzeźb. Charakterystyczne dla nich były kompozycje podobne do nawarstwionych klatek filmu animowanego. Stosowali też chwyty wypracowane przez puentylistów (cieniowanie za pomocą drobnych punkcików); rozbijali formy na przenikające się elementy, podobnie jak kubiści. Energii dodawały dziełom tytuły: "Dynamizm cyklisty" czy "Dynamizm biegnącego psa" (ulubione motywy Umberta Boccioniego), "Taniec w kabarecie" (Gino Severini), "Automat" (Fortunato Depero). Po I wojnie w kilku europejskich ośrodkach pojawiły się awangardowe formacje. Jednak futuryzm przetrwał aż do roku 1939, mutując i przenikając do dziedzin użytkowych. Dotarł nawet za ocean, wpływając na amerykańską grafikę. Widać to na wystawie w CSW, która ma także część projektancką. Ciekawszą niż zestaw "artystyczny". Na reklamach, plakatach, okładkach pojawiają się postaci i przedmioty o uproszczonych, zgeometryzowanych kształtach, ze zręcznie wkomponowanymi napisami. Oto jak krystalizował się styl futuro. [srodtytul]Wcielenia stulatka[/srodtytul] Berlińskiej wystawie "Języki futuryzmu" nadano imponujące rozmiary. Z dwóch powodów: otwarcie zbiegło się ze świętem narodowym Niemiec i 20. rocznicą obalenia muru. Rewolta kulturalna w hołdzie rewolucji politycznej. Przypomniano też, że pierwszy niemiecki pokaz futurystów odbył się 97 lat temu. Hałaśliwie anonsowali go sami autorzy, przemierzający ulice Berlina kabrioletem, z którego rozrzucali ulotki "Evviva Futurista". Ten pionierski "performance" podniósł frekwencję na wystawie i sprawił, że okrzyknięto ją artystycznym wydarzeniem 1912 roku. W Gropius-Bau przywołano różnorakie formy aktywności "przyszłościowców". Są tomy z wizualną poezją Marinettiego, futurystyczne rozwiązania teatralne (są m.in. rekonstrukcja wspaniałej scenografii Fortunato Depero do "Słowika" Strawińskiego oraz jego gigantyczne marionetki do autorskiego niemego spektaklu "Plastyczny bal"). Przedstawiono także eksperymenty muzyczne Luigiego Russola, pioniera muzyki konkretnej (po raz pierwszy widziałam i słyszałam, jak działały skonstruowane przezeń organy hałasu, emitujące dźwięki miasta). Świetny zespół płócien dopełniają rzeźby (rzadko wystawiane ze względu na nietrwałość użytych materiałów – dykty, papieru, drutu) i fotomontaże, a także autoportrety Depero (1915 rok) strojącego do obiektywu miny niczym Witkacy. Aranżacja też w anarchistycznym duchu: ściany pomalowane na jaskrawe kolory, na nich slogany wypisane dynamicznie, pod różnymi kątami. Evviva futurismo, niech żyje futuryzm! [i]Wystawy czynne: w warszawskim CSW do 1 listopada; w berlińskiej Martin-Gropius-Bau do 11 stycznia 2010 r.[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL