Kraj

Urzędnicy faworyzowali jednego inwestora

Stocznia szczecińska
Fotorzepa, Dariusz Gorajski
Urzędnicy Agencji Rozwoju Przemysłu w przetargu na odkupienie majątku stoczni sprzyjali jednemu inwestorowi - wynika z raportu CBA. - Czyniliśmy wszystko, by wyłonić nabywców, którzy kontynuowaliby produkcję statków - zapewnia szef ARP Wojciech Dąbrowski
Jak podaje "Wprost", pisma CBA z 5 i 9 października skierowane do najważniejszych osób w państwie donoszą, że urzędnicy Agencji Rozwoju Przemysłu (podległej ministerstwu gospodarki) „czynili wszystko co w ich mocy, aby zapewnić zwycięstwo w przetargach (na odkupienie majątku stoczni gdyńskiej i szczecińskiej) wybranemu przez siebie inwestorowi Stiching Particulier Fonds Greenrights.
„Działania te prowadzone były nie tylko wbrew interesom ekonomicznym państwa, ale również wbrew zdrowemu rozsądkowi, co zostanie dalej wykazane" – pisze w raporcie do szefa rządu Kamiński. Pismo zawiera zapisy rozmów telefonicznych Szefa ARP Wojciecha Dąbrowskiego ze swoim zastępcą Jackiem Goszczyńskim (zaufanym człowiekiem Aleksandra Grada). „Uprzywilejowane traktowanie jednego z oferentów uwidoczniło się już na etapie czynności wstępnych, obejmujących rejestrację podmiotów zamierzających wziąć udział w przetargu" – głosi raport.
Podmioty zainteresowane kupnem majątku stoczni miały do 30 kwietnia złożyć oświadczenie rejestracyjne i wpłacić wadium. Faworyzowany fundusz wpłacił pieniądze dopiero 8 maja, mimo to nie został wykluczony z przetargu - termin został przedłużony właśnie do 8 maja. W pierwszym dniu przetargu 13 maja 2009 okazało się, że inwestor chce więcej czasu na „uzgodnienia". Chciał wycofać się z przetargu, ale ostatecznie do niego przystąpił. Według raportu CBA przyczyną był fakt, że: „w toku konsultacji pomiędzy Ministrem Skarbu Państwa Aleksandrem Gradem, wiceministrem Skarbu Państwa Zdzisławem Gawlikiem oraz obydwoma prezesami Agencji Rozwoju Przemysłu SA ustalono strategię, zgodnie z którą czyniący problemy inwestor uzyska zapewnienie, że jeśli przystąpi natychmiast do przetargu i zwycięży w nim, to w razie zaistnienia takiej potrzeby, przetarg zostanie unieważniony ze względów formalnych pod koniec maja”. Raport informuje też, że w czasie trwania przetargu urzędnicy na bieżąca informowali "swojego" inwestora o tym jakie oferty składają jego konkurenci. - Są to elementy niekompletne i wyrwane z kontekstu wycinki rozmów, byłoby dużo lepiej zobaczyć całość - tak szef Agencji Rozwoju Przemysłu Wojciech Dąbrowski odniósł się do fragmentów stenogramów CBA opublikowanych na stronie internetowej tygodnika "Wprost". - Nikt nie mógł wpływać na przetarg, a termin wpłaty wadium ustalił niezależny zarządca - mówił na konferencji prasowej Dąbrowski. Pytany, czy minister skarbu Aleksander Grad chciał przerwać przetarg, szef ARP stwierdził, że "nie było rozmowy na temat zerwania przetargu, odbyła się natomiast na temat prawnych możliwości jego przerwania". - Czyniliśmy wszystko, by wyłonić nabywców, którzy kontynuowaliby produkcję statków w stoczniach - zapewnia Dąbrowski. [ramka][srodtytul]30 kwietnia[/srodtytul] Dąbrowski rozmawiał z jednym z pracowników prawdopodobnie Piotrem S., dyrektorem oddziału warszawskiego ARP: Piotr S. miał mówić: [i]Jest oświadczenie od przyjaciół, ale nie ma kasy i może nie być – niech oni prześlą potwierdzenie przelewu, niech prześlą faks z dowodem nadania kasy.[/i] oraz : [i]Jest drugi problem też taki no kurwa niech oni by przesłali potwierdzenie przelewu, by potem bank był w stanie zaksięgować to z dzisiejszą datą, ja się po prostu boję, że będą nieprzyjaciele, rozumiesz… Niech oni by dzisiaj faks nadali z dowodem wysłania tych środków, to dla nas jest jakimś argumentem później, nie, nawet jak to wadium, my próbowaliśmy dzwonić do tego Japa, prokurenta, ale on twierdzi, ze biuro zamknięte itd., ja nie wiem, czy tego wyżej nie trzeba, ja nie wiem, czy Jacek (Goszczyński – przyp. red.), czy ty zadzwonić, ja nie chcę wiesz… ale tu po prostu chodzi informacja, kurwa u nas służby finansowe donoszą, za przeproszeniem, że co z tego, że jest oświadczenie, jak nie ma i się boję przyjaciół z innym kapitałem i innych inwestorów.[/i][/ramka] [ramka] [b]13 maja 2009[/b] Inwestor ostatecznie zalogował się do prowadzonego w Internecie przetargu. Wcześniej prowadzący przetarg na bieżąco informował Wojciecha Dąbrowskiego o przebiegu zapisów: [i]Na razie mamy dwie osoby, ale nie te, które chcemy.[/i] Niecałą godzinę później: [i]Siedmiu, ale brakuje[/i] Po tej informacji, Wojciech Dąbrowski zadzwonił do Jacka Goszczyńskiego, swojego zastępcy: [i] Cześć, siedem sztuk jest, ale oczekiwanego jeszcze nie ma… natomiast wyobraź sobie, że wszystkie komputery padły w całej stoczni, zawirusowane oprócz jednego, wiesz wczoraj z Nojszewskim rozmawiałem, żeby jeden tempest, wiesz ustawić niezależnie poza siecią, zupełnie zasilany inaczej i Internet ciągniety inaczej.[/i] Goszczyński: [i]Nie wykluczam, że chodziło o to, żeby dojść do…, nie tylko zablokować, tylko, żeby jeszcze dodatkowe jakiejś… informacje wyciągane.[/i] Wojciech Dąbrowski dzwoni do wiceministra skarbu Zdzisława Gawlika: [i]Jest siedem sztuk, na razie na ma jeszcze tego[/i] Goszczyński: [i]Tego naszego…?[/i][/ramka] [ramka][b]Jak Grupa Trzymająca Stocznie pomagała inwestorowi w przetargu[/b] [i]„Okazało się, że pełnomocnik „inwestora”, działający z terenu Holandii, ma problemy z dostępem do Internetu, w związku z czym otrzymuje on informacje z pięciominutowym opóźnieniem. Stawiało to pod znakiem zapytania możliwość skutecznej reakcji na działania innych inwestorów i powodowało przebicia przez nich jego oferty w ostatnich minutach sesji (…). Wiceprezes ARP S.A. Jacek Goszczyński osobiście zajął się przekazywaniem pełnomocnikowi „Stiching Particulier Fonds Green-rights” najświeższych danych, tak aby ten mógł reagować na nie jeszcze zanim wyświetlą się na jego komputerze a jednocześnie oszczędzić na liczbie postąpień, która była ograniczona. (…)”[/i] – wyjaśnia rolę urzędników Agencji Rozwoju Przemysłu dokument CBA, złożony na ręce premiera. W dokumentach czytamy, że drugiego dnia trwania przetargu inwestor zalogował się do internetowego systemu, w którym toczył się przetarg, o godz. 15:22. Miał obawiać się, że inni uczestnicy przetargu będą licytować szybciej od niego, na co wskazuje rozmowa pomiędzy Jackiem Goszczyńskim a Wojciechem Dąbrowskim (…): Jacek Goszczyński:[i]„On się obawia żeby coś nie nastąpiło w ostatniej minucie, że ktoś kto ma dostęp do szybszego, nie wiem czy systemu czy łącza, że może go przebić[/i] Wojciech Dąbrowski: [i]„yhm, no dobra tutaj nic nie poradzimy na jakość (…)”[/i] Jacek Goszczyński: [i]„… a w obserwacji jak wygląda jego aktywność? Jest na topie?”[/i] Wojciech Dąbrowski: [i]„… no tam gdzieś trzeba się jeszcze trochę postarać (…)”[/i] Urzędnicy cały czas obserwują internetową licytację, w której udział bierze ponad 20 podmiotów. Następna rozmowa, z godz. 15:49 pomiędzy Goszczyński a Dąbrowskim przebiega następująco: (…) Wojciech Dąbrowski: [i]„…trzeba się postarać trochę no na dwóch obszarach”[/i] Jacek Goszczyński:[i]„..których?”[/i] Wojciech Dąbrowski: [i]„…5, 7 (…) yyyy teren, działki numer 5, numer 7”[/i] Jacek Goszczyński: [i]„… i siedem i tam jest przebicie, tak?”[/i] Wojciech Dąbrowski: [i]„no coś trzeba ten”[/i] (…) Analiza CBA mówi dalej: Jeśli weźmie się pod uwagę, że Goszczyński dopytywał się o bieżące wyniki licytacji, należy przyjąć, że mógł on przekazywać informacje [b]wprost[/b] do pełnomocników (inwestora – red.) informując ich na jakim są etapie. W takim wypadku pełnomocnicy mogli posiadać wiedzę o stanie licytacji wcześniej niż inni uczestnicy postępowania przetargowego. (…) W trakcie połączeń między Dąbrowskim a Goszczyńskim w tle słychać dzwoniący drugi telefon Goszczyńskiego, z którego łączył się z pełnomocnikami „inwestora”. Oraz: Po zakończeniu przetargu (…) Grad czekał na jak najszybszą oficjalną informację (…) na temat wyniku końcowego przetargu, ponieważ przygotowywał się do konferencji prasowej, którą wyznaczył na 17:30. Zarówno Goszczyński jak i Grad dopytywali się o działkę nr 5, kto wygrał przetarg na ten obszar. Zwycięzcą tego przetargu kazała się Firma „Gafako” Sp. z o.o. natomiast przetarg na obszar numer 7 wygra „inwestor”. Przetarg na obszar nr 5 Inwestor przegrał różnicą czasową 20 sekund. (…) O godz. 16:29 ponownie Goszczyński rozmawiał z Dąbrowskim: Jacek Goszczyński: [i]„…Grad chce, na tylko, że chce mieć wcześniej informacje z tej 17:00"[/i] Wojciech Dąbrowski: [i]„…no dobrze informacja będzie, nie, tylko, tylko tak dla zapasu myśleliśmy, o 18:00 była konferencja nie"[/i] Jacek Goszczyński: [i]„…no, widocznie on chce to zrobić jak najszybciej, ma do tego jakiś interes, nie wiem"[/i] Wojciech Dąbrowski: [i]„…dobra, no tak chce 17:30 to tak, to tak musi być, no dobra"[/i] Jacek Goszczyński: [i]"…yyyy rozumiem że tak powiem yyyyy ta walka jest pasjonująca do ostatniej sekundy"[/i] Wojciech Dąbrowski: [i]„…yhm, no, bardzo"[/i] (…) Jacek Goszczyński: [i]„…no, ja powiedziałem szefowi, że istnieje prawdopodobieństwo, że te łącza takie wolne z Holandii, spowodowały, że ich oferta dopiero później mogła wpłynąć"[/i] Wojciech Dąbrowski: [i]„…ale co nie wiedzą o wolnych łączach z Holandii jak, jak coś robisz przez nas to i tak przechodzi przez Amsterdam i dopiero wraca z powrotem (…)"[/i] Jacek Goszczyński: [i]„…działaj skutecznie, wiesz co mam na myśli, no.."[/i] (…) [i]źródło: wprost.pl[/i] [/ramka] [ramka][b]Kim jest niedoszły inwestor stoczni[/b] Zgodnie ze specustawą stoczniową w maju w otwartym i nieograniczonym przetargu aktywa Stoczni Gdynia za ponad 270 mln zł netto i Stoczni Szczecińskiej Nowa za ponad 94 mln zł netto wylicytowała nieznana w branży spółka Stiching Particulier Fonds Greenrights zarejestrowana na Antylach Holenderskich. Minister skarbu Aleksander Grad wskazywał jako właściwego inwestora, który kupił majątek zakładów w Gdyni i Szczecinie, QInvest. To największy bank inwestycyjny Kataru. Taką samą informację przekazywała też spółka Polskie Stocznie, choć z komunikatu opublikowanego na stronie MSP 17 czerwca wynikało, że QInvest razem z Qatar Islamic Bank złożył tylko gwarancje finansowe dla SPFG. Qinvest tylko reprezentuje nabywcę. Sam bezpośrednio nim nie jest. – Zaszło nieporozumienie. Jesteśmy doradcą, nie inwestorem – taką informację przekazał agencji Bloomberg Shahzad Shahbaz, prezes QInvest. To samo usłyszała „Rz” na początku lipca w biurze zarządu banku w Dausze. Co do QInvest i posiadającego w nim 25 proc. udziałów Qatar Islamic Bank wszystko jest jasne – udziałowcy obu firm to biznesmeni znad Zatoki Perskiej. Szefem rady nadzorczej QInvest i członkiem władz Qatar Islamic Bank jest syn premiera i ministra spraw zagranicznych Kataru. To naturalne w krajach Zatoki Perskiej, gdzie większość majątków należy do rodziny szejków, czyli do rządu, który prowadzi interesy, budując firmy wielopoziomowe, co powoduje trudności w ustaleniu, co jest inwestycją rządową, a co rodzinną. Brak też informacji o spółce United International Trust, którą pierwotnie miał reprezentować (w rzeczywistości jest to najprawdopodobniej rodzaj organizacji zarządzającej, która reprezentuje fundatorów SPFG). [i]b.ch.[/i] [/ramka]

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL