Polityka

Czy marszałek Komorowski kazał inwigilować posłów

Wanda Fidelus-Ninkiewicz
Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Odwołana szefowa Kancelarii Sejmu twierdzi, że straciłapracę, bo nie chciała śledzić posłów w hotelu sejmowym – ustaliła „Rz”
Wanda Fidelus-Ninkiewicz pracowała w Kancelarii Sejmu 11 lat. Najpierw jako wiceszefowa, a od 2006 r. jako jej szefowa. Cenili ją posłowie wszystkich ugrupowań politycznych.
– Współpracowałem z nią jako szef i poseł. Bardzo pozytywnie oceniam jej pracę – mówi „Rzeczpospolitej” poseł Maciej Płażyński, były marszałek Sejmu. W minioną środę niespodziewanie z pracy zwolnił ją marszałek Bronisław Komorowski (PO). Dlaczego?
– Usłyszeliśmy, że marszałek Komorowski utracił do niej zaufanie – wyjaśnia „Rz” Jerzy Budnik (PO), przewodniczący Komisji Regulaminowej. Zaznacza, że sam pozytywnie oceniał pracę Fidelus-Ninkiewicz. Jak ustaliła „Rz”, decyzja marszałka może mieć drugie dno. – Komorowski zażądał od niej przekazywania sprawozdań o wizytach u posłów, kogo przyjmują, jak często, kto nocuje w sejmowym hotelu, z kim prowadzą tu rozmowy – zdradza „Rz” urzędnik z sejmowej Kancelarii. – Do nas też dotarły takie informacje – przyznaje poseł Iwona Arendt (PiS). Ustalenia „Rz” potwierdza odwołana szefowa Kancelarii. – Nie ugięłam się, więc straciłam stanowisko – mówi Wanda Fidelus-Ninkiewicz. „Rz” poprosiła o wyjaśnienia marszałka Bronisława Komorowskiego (PO). W pisemnej odpowiedzi biuro prasowe Sejmu przekonuje, że słowa Fidelus-Ninkiewicz to nieprawda. – Marszałek Sejmu prosił wyłącznie o przekazanie danych liczbowych, czyli ilości noclegów, o zapewnienie których wnioskowali posłowie – twierdzi Joanna Trzaska-Wieczorek. W oświadczeniu na stronach sejmowych Bronisław Komorowski poinformował, że dymisja Wandy Fidelus-Ninkiewicz spowodowana jest „stwierdzonymi, daleko idącymi nieprawidłowościami w systemie zarządzania i funkcjonowania hotelu poselskiego”. Tyle że jak ustaliła „Rz”, zarządzanie hotelem sejmowym od lat nie wchodziło w zakres obowiązków odwołanej szefowej Kancelarii Sejmu. Zajmuje się tym powołany przez Bronisława Komorowskiego przed dwoma laty na stanowisko wiceszefa Kancelarii Dariusz Młotkiewicz. Wczoraj nie chciał rozmawiać z „Rz”. – Sprawa musi być wyjaśniona na forum Sejmu – mówi Arkadiusz Mularczyk (PiS). – Ja się nie wstydzę swoich gości. Ale sprawy zaszły za daleko – oburza się poseł Józef Zych (PSL), były marszałek Sejmu. – Dziwne rzeczy dzieją się ostatnio w hotelu sejmowym. Wszędzie kamery, sprawdzanie gości. Atmosfera kontroli się nasila – dodaje inny ludowiec, poseł Mieczysław Kasprzak. – To za daleko idąca inwigilacja. Absolutnie niedopuszczalna – ocenia Maciej Płażyński. Kilku posłów już w ramach protestu zrezygnowało z sejmowego hotelu, żądając przyznania kwater na mieście. – Nie wyobrażam sobie, żeby w takiej sytuacji dalej tu mieszkać – mówi Zbigniew Kozak (PiS). Rezygnację z hotelu złożyli też Tomasz Górski i Arkadiusz Mularczyk. A Wanda Fidelus-Ninkiewicz zapowiada, że będzie w sądzie walczyć o swoje prawa.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL