Historia

Strategia i taktyka: walki w krainie żywopłotów

Warunki terenowe w Dolnej Normandii, gdzie alianci dokonali inwazji na kontynent, wyraźnie sprzyjały broniącym się Niemcom.
Kraina ta z lotu ptaka przypomina kolorową mozaikę prostokątnych pól, pastwisk i sadów, których granice wyznaczają mające nierzadko nawet kilkaset lat masywne żywopłoty, kamienne murki czy dochodzące do dwóch metrów ziemne nasypy porośnięte krzewami i małymi drzewami (franc. bocage) – bardzo trudne do sforsowania dla pojazdów mechanicznych. Prawie każdy taki prostokąt latem 1944 roku stanowił dobrze zamaskowaną pułapkę minową krytą ogniem moździerzy i karabinów maszynowych. Gęsto pokryty zielenią teren wymuszał walkę na bliskie dystanse. Czołgi grzęznące w miękkim podłożu lub zatrzymane przez murki i drzewa stawały się łatwym celem dla piechoty uzbrojonej w ręczną broń przeciwpancerną.
Normandzkie farmy i wioski wyróżniały się solidną murowaną zabudową, którą Niemcy profesjonalnie potrafili wykorzystać do tworzenia punktów umocnionych. W tej sytuacji przełamanie niemieckiej obrony wymagało prowadzenia mozolnych starć niemal o każdą farmę czy pole. Czołgi i działa pancerne przeistoczyły się z narzędzia blitzkriegu w broń bezpośredniego wsparcia poszczególnych plutonów, a nawet drużyn czy sekcji piechoty i saperów. Niemieccy strzelcy z elitarnej 5. Dywizji Spadochronowej uzbrojeni w pancerfausty i szybkostrzel- ne działka przeciwlotnicze tygodniami powstrzymywali ataki Amerykanów, zanim w wyniku operacji „Cobra” wojskom alianckim udało się przebić przez pas żywopłotów i wyjść na otwartą przestrzeń operacyjną. Jednak miesiąc walk pośród bocages kosztował wojska amerykańskie ok. 40 tys. zabitych i rannych. Z kolei niemiecką inicjatywę strategiczną poważnie ograniczała aliancka dominacja w powietrzu. Lotnictwo sprzymierzonych idealnie realizowało założenia nowoczesnej wojny. Izolowanie pola walki poprzez ciągłe ataki samolotów na niemieckie linie komunikacyjne uniemożliwiło skuteczną koncentrację dywizji pancernych do kontruderzenia na alianckie przyczółki. Wykrycie większych zgrupowań niemieckiego sprzętu pancernego wiązało się z natychmiastowym użyciem lotnictwa taktycznego aliantów. W rezultacie Niemcom nie udało się wyprowadzić uderzenia klasyczną „pięścią pancerną”, a ich kontrataki przypominały „pukanie rozstawionymi palcami”.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL