Publicystyka

Tusk przegra, PiS nie wygra

Rzeczpospolita
Zamiast wyrzucać Mariusza Kamińskiego, premier powinien zlikwidować CBA. Bo w obecnej sytuacji w biurze i tak pozostaną działacze Ligi Republikańskiej – twierdzi politolog
Na aferze hazardowej stracą wszyscy politycy, ponieważ wszyscy mają coś na sumieniu. Zupełnie inna sytuacja miałaby miejsce, gdyby PiS oraz lewica nie rządziły wcześniej i nie skompromitowały się podczas tych rządów. Dziś wszystkie ugrupowania tracą.
[srodtytul]Premier niezdecydowany[/srodtytul] Jednak pytanie o największych przegranych to pytanie przede wszystkim o Platformę Obywatelską i samego Donalda Tuska, bo kariera premiera w Pałacu Namiestnikowskim jest głównym celem strategicznym w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. I to właśnie PO oraz jej lider stracą najwięcej.
Kluczem do osłabienia pozycji Platformy jest decyzja premiera o przesunięciu Grzegorza Schetyny z rządu na stanowisko szefa klubu parlamentarnego. Robiąc to, Donald Tusk złożył w środę – na ołtarzu starej przyjaźni politycznej z „Grzesiem” – swoją prezydenturę. Reakcja szefa rządu była zbyt miękka, bo dokonał jedynie przegrupowania, a nie oczekiwanej dymisji. Z tego powodu wyborcy mogą w 2010 roku uznać, że Tusk jest za mało zdecydowanym kandydatem na prezydenta. Premier zostanie przez wyborców ukarany, i to jest pewne. W kolejnych sondażach obniży się do niego zaufanie, choć trudno jeszcze ocenić jak bardzo. Na początku pewnie nieznacznie, ale to może być początek dłuższego procesu. Z niedawnego sondażu dla „Rzeczpospolitej” wynika, że Donald Tusk z 37-proc. poparciem w wyborach prezydenckich przegrałby z Włodzimierzem Cimoszewiczem, który uzyskałby 38 proc. poparcia. To są granice błędu statystycznego, ale może się powtórzyć sytuacja z 2005 roku, gdy podczas kampanii prezydenckiej w ostatnim sondażu, który się ukazał w Internecie, między Tuskiem i Kaczyńskim była niewielka różnica – i Kaczyński zwyciężył. Jeśli Cimoszewicz stwierdzi, że sondaże są dla niego korzystne, to zapewne zdecyduje się kandydować. A po aferze hazardowej dla wyborców kandydat lewicy będzie miał nad Tuskiem jedną istotną przewagę: nie ciągnie za sobą worka przyjaciół z Grzegorzem Schetyną na czele. [srodtytul]Spóźnione decyzje[/srodtytul] Warto też zauważyć, że decyzja Donalda Tuska o dymisjach była zdecydowanie opóźniona. Gdyby to samo przemówienie, które usłyszeliśmy w środę, premier wygłosił w piątek w ubiegłym tygodniu, powiedziałbym, że to majstersztyk. W obecnej sytuacji jednak Tusk tylko zmarnował swój czas, bo premier polskiego rządu w czasie kryzysu nie może tracić ponad pół godziny na przemówienie przypominające kazanie wygłoszone tylko po to, żeby ratować swoich kolegów. To jest błąd, za który lider PO na pewno zapłaci. [wyimek]Prawu i Sprawiedliwości afera hazardowa nie pomoże. Hasła walki z korupcją nie są już atrakcyjne [/wyimek] Tak naprawdę Tusk powinien od razu zdymisjonować grupę polityków swojej partii, nie pozostawiając żadnych wątpliwości, że nie powrócą na stanowiska. A im bardziej opóźniał przemówienie, tym brutalniejsze – zgodnie z zasadami zarządzania kryzysem – powinny być jego kroki. Gdy w końcu zdecydował się zwolnić swoich kolegów, było już tak duże społeczne zapotrzebowanie na „krew”, że przetasowanie, którego dokonano, nie mogło być wystarczające. Wyborcy zapamiętają ten moment. Będą doskonale zdawali sobie sprawę, że ludzie dziś odsunięci przez Donalda Tuska na drugi plan po zwycięskich wyborach wejdą do Kancelarii Prezydenta. Powtarzam: tych ludzi trzeba było zwolnić definitywnie i dużo wcześniej. Wielu wyborców może więc z afery hazardowej wyciągnąć wniosek, że Tusk pozwala ludziom ze swojej partii załatwiać prywatne interesy oraz utrzymywać podejrzane kontakty. Nie lubi tylko, kiedy źle wypadają w mediach. Jego samego nie podejrzewam o jakiekolwiek dziwne kontakty, ale gdy coś takiego toleruje w swoim otoczeniu, obciąża go to prawie tak jakby sam z tego czerpał profity. [srodtytul]Męczennik Kamiński[/srodtytul] Uważam także, że kardynalnym błędem premiera jest zdymisjonowanie Mariusza Kamińskiego. W ten sposób Tusk uczynił z szefa Centralnego Biura Antykorupcyjnego męczennika, który poległ w walce z korupcją. Zwolnienie szefa tej instytucji i tak problemu nie rozwiąże, bo w strukturach biura nadal pozostaną wszyscy koledzy Kamińskiego z Ligi Republikańskiej. Premier powinien zrobić coś zupełnie innego – podjąć kroki zmierzające do likwidacji CBA. Tusk mógłby przedstawić trudną sytuację budżetową, a potem podać koszty działania CBA, a na koniec stwierdzić, że te pieniądze przeznacza na przykład na kolejne Orliki. Na aferze hazardowej straci więc Tusk i Platforma, ale zamieszanie raczej nie przyniesie wielkich korzyści Prawu i Sprawiedliwości. Hasło walki z korupcją w programie tej partii poniosło ostateczną klęskę dwa lata temu w kampanii parlamentarnej z 2007 roku – gdy PiS miotało hasłami antykorupcyjnymi zbyt nachalnie. Wyborcy do dziś są taką retoryką znudzeni. Korupcja to temat, który się zdewaluował na polskiej scenie politycznej (podobnie zresztą jak serwowane przez Platformę Obywatelską „podwyższone standardy moralne”). Dlatego nawet wykreowanie przez PiS Kamińskiego na męczennika nie pomoże partii Jarosława Kaczyńskiego. Wielu wyborców dostrzega wyraźny kontekst polityczny działalności szefa CBA. A ta działalność nie wygląda na bezinteresowną. [i]Wojciech Jabłoński jest politologiem z Uniwersytetu Warszawskiego[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL