Polityka

Jojo, Perukarz i Nielot z Sejmu

Karol Karski (PiS) od czasu afery na Cyprze zyskał przydomek Doktor Meleks
Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Pseudonimy polityków - zwykle wymyślają je rywale z wrogich partii. Czasem ich żywot jest dłuższy niż kadencja
Miro, Grześ, Zbyszek – to bohaterowie ostatniej afery hazardowej. Tak – według stenogramów z podsłuchów CBA – biznesmeni z branży gier losowych mówili o byłym ministrze sportu Mirosławie Drzewieckim, wicepremierze Grzegorzu Schetynie i byłym szefie Klubu PO Zbigniewie Chlebowskim.
Świat polskich politycznych pseudonimów jest jednak o wiele bogatszy – i nie wszyscy bohaterowie politycznej sceny są z tego zadowoleni. Oczywiście najłatwiej ukuć komuś przydomek, przekręcając nazwisko. Chlebowski bywa więc nazywany Chlebem, Drzewiecki – Drzewkiem. Joachim Brudziński od podstawówki przezywany jest Jojo, Przemysław Gosiewski to Gosiu, Wojciech Pomajda – Ciamajda, Stanisław Żelichowski – Żelich, Krzysztof Janik – Jamnik, Waldy Dzikowski – Dziki albo Waldemar, Jacek Kurski – Kura, Jerzy Szmajdziński – Szmaja, Julia Pitera – Pantera, Wojciech Mojzesowicz – Mojżesz, Marek Borowski – Borówka, Zbigniew Ćwiąkalski – Ćwiąkała, Tadeusz Cymański – Cynamon, a Jolanta Szczypińska – Szczypa, choć swego czasu, gdy paradowała po Sejmie z podrabianą torebką Chanel, przezywano ją Coco.
Marek Kuchciński nazywany jest Kucharzem i mało kto już pamięta, że ze swojej burzliwej młodości wyniósł m.in. pseudonim Penelopa. Grzegorz Napieralski, lider SLD, przezywany jest z kolei Napierniczakiem. Niezmiennie mianem Kaczorów określani są prezydent Lech Kaczyński i szef PiS Jarosław Kaczyński. Z kolei o premierze Donaldzie Tusku mówią Donek albo Ryży. – Warte uwagi są pseudonimy szefów partii – mówi Wiesław Gałązka, specjalista od marketingu politycznego. – Donek to na pewno bardziej sympatyczna ksywka niż Kaczor. Ten drugi pseudonim pojawia się w mediach, swojego prezesa prywatnie nazywa też tak wielu posłów PiS. Uważam, że dużo to mówi o nastrojach wewnątrz ugrupowań. Pod przezwiskami kryje się często jakaś głębsza mądrość – przekonuje Wiesław Gałązka. Skąd w ogóle biorą się polityczne pseudonimy? – Zapewne jakiegoś praźródła należy szukać w czasach, gdy obecni politycy działali w podziemnej opozycji. Dzisiaj ksywki pełnią jednak rolę inną niż konspiracyjna. Wielu polityków z wizerunkowego punktu wiedzenia jest pustych jak bęben Rolling Stonesów, a umiejętnie dobrany pseudonim potrafi sprawić, że zapadną w pamięć wyborców – ocenia politolog dr Wojciech Jabłoński. [srodtytul]Zamulony kontra Żelek [/srodtytul] Najczęściej twórcom pseudonimów chodzi jednak o to, by ich polityczni konkurenci zapadli w pamięć w sposób negatywny. Świetnie widać to na przykładzie sejmowej komisji śledczej ds. nacisków, gdzie prześmiewcze pseudonimy są wymyślane przed obiektywami kamer. – Apeluję o to, abyśmy wznowili pracę, bo Jola Rutowicz komisji śledczej, pan poseł Mularczyk, po prostu sabotuje prace – powiedział w listopadzie szef komisji Sebastian Karpiniuk z PO. Od tej pory Arkadiusz Mularczyk z PiS nosi przezwisko Jola. Ma też inny pseudonim – Zamulony, co jest luźną wariacją na temat jego nazwiska. Poseł PiS, nie chcąc pozostawać dłużnym, wymyślił pseudonim Student dla Roberta Węgrzyna z PO, który nadrabia braki edukacyjne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Metodą szeptaną posłowie PO rozpowszechniają przezwisko Nielot, którym określają korpulentną posłankę PiS Marzenę Wróbel. Z kolei parlamentarzyści PiS Sebastiana Karpiniuka przezywają Żelowym Czopkiem. – Przez kolegów z klubu parlamentarnego jestem nazywany Żelkiem. Te ksywki mogą się jednak wkrótce zdezaktualizować, bo obecnie odchodzę od intensywnego używania kosmetyków tego typu – zapowiada Karpiniuk. – Złośliwych pseudonimów nieprzypadkowo jest dużo w komisji śledczej do spraw nacisków. Są nadawane najczęściej tam, gdzie występuje otwarty konflikt i rywalizacja – komentuje Gałązka. Jego zdaniem z tego powodu kilka pseudonimów o wyraźne negatywnych konotacjach ma Grzegorz Schetyna, któremu wielu polityków zazdrości pozycji w PO. Udało im się skutecznie rozpowszechnić pogłoskę, jakoby Schetyna często mówił swoim przeciwnikom politycznym, że ich zniszczy. Efekt? Przezwisko Grzegorz Zniszczę Cię Schetyna pojawiło się wielokrotnie w mediach i w ten sposób został nawet zatytułowany artykuł we „Wprost”. Ostatnio wrogowie Schetyny starają się upowszechnić inny pseudonim – Schetinescu (od nazwiska rumuńskiego dyktatora, niesławnego Nicolae Ceausescu). Innym przykładem czarnego PR jest ustawiczne określanie Hanny Gronkiewicz-Waltz mianem Gronkowca albo Bufetowej. To drugie przezwisko zyskało już stałe miejsce w stołecznych dodatkach do tabloidów. Najbardziej prawdopodobna hipoteza głosi, że pochodzi ono z okresu, gdy Gronkiewicz-Waltz jako wiceprezes do spraw administracyjnych Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju miała pod sobą m.in. stołówkę pracowniczą. Prześmiewczych ksywek nie brakuje wewnątrz partii. W PiS, w którym otwarte wojny toczy kilka wewnętrznych frakcji, wpływowi Adam Bielan i Michał Kamiński znani są nie tylko jako Flip i Flap, Bielany i Spin Doktorzy. Przeciwnicy nazywają ich też np. Głupi i Głupszy. – Myślę, że to wyraz kompleksów wobec Adama i Michała – mówi zaprzyjaźniony z nimi europoseł PiS Ryszard Czarnecki. – Ja Michała nazywam Mike. Kilka negatywnych pseudonimów ma Marek Suski. Wiele z nich upowszechnił wrogo wobec niego nastawiony Ludwik Dorn, jedyny były członek Klubu PiS, z którym Suski nie przeszedł na „ty”. Suski jest znany jako Susłow, Fryzjer, Perukarz albo Treska. Te ostatnie ksywki nawiązują do czasów, gdy poseł pracował jako charakteryzator w teatrze. – Nie jest wcale łatwo zrobić perukę, więc nie uważam przezwiska Perukarz za obraźliwe. Wiele osób nazywa mnie też Susłem. To miłe zwierzę futerkowe. Taką samą ksywkę miał mój ojciec i dziadek – mówi Suski. Dorn z kolei nazywany jest Krwawym Ludwikiem albo, w wersji łagodnej – Żelaznym. Atrakcyjny fizycznie szef gabinetu politycznego premiera Donalda Tuska Sławomir Nowak nazywany jest Narcyzem, minister skarbu Aleksander Grad – Carem Aleksandrem, a Janusz Palikot funkcjonuje jako Gasipies, Paligniot lub Flaszka. Spośród posłów SLD Ryszard Kalisz to Gruby Rysiek, a ostatnio Cienki Rysiek, bo ten pierwszy pseudonim przylgnął do Ryszarda Krauzego. Tadeusz Iwiński znany jest jako Boski Tadeo, Katarzyna Piekarska to Caryca albo Baronessa, Janusz Krasoń ze względu na rzadkie owłosienie przezywany jest Fryzjerem. Negatywny pseudonim prof. Jana Widackiego udało się upowszechnić Bronisławowi Wildsteinowi. W jednym z felietonów zaproponował, by nazwisko profesora, który bronił funkcjonariuszy SB oskarżonych o matactwa w sprawie śmierci Pyjasa, czytać z angielska, czyli Łajdacki. Poseł Widacki do dziś jest tak nazywany przez politycznych konkurentów. [srodtytul]Dobry strzał z Kanclerzem[/srodtytul] – Tak jak złośliwy pseudonim może narobić szkód wizerunkowych, tak dobry efekt może przynieść upowszechnienie ksywki wskazującej na pozytywne cechy polityka – uważa Wiesław Gałązka. – Taka sztuka udaje się jednak o wiele rzadziej. Koronnym przykładem jest Leszek Miller. Jego otoczeniu udało się doprowadzić do tego, że w pewnym okresie powszechnie nazywany był Kanclerzem. Podobny efekt udało się osiągnąć w odniesieniu do byłego europosła PiS Marcina Libickiego. Jego wielkopolscy stronnicy upowszechnili ksywkę Król. Pseudonim ma związek z działalnością polityka w Klubie Zachowawczo-Monarchistycznym. Przyjął się także za sprawą dystyngowanych manier Libickiego. Innym przykładem jest promowanie w mediach pseudonimu Pies, który w czasach hipisowskich nosił historyk prof. Ryszard Terlecki, obecnie poseł PiS. – W 1968 roku, gdy byliśmy na autostopie, zatrzymała nas milicja. Spytali, dlaczego mamy długie włosy i kolorowe ubrania. Kiedy powiedzieliśmy im, że jesteśmy hipisami, spytali, jak to się pisze. Powiedziałem im, że „hip-pies”. Zaakcentowałem drugi człon ten nazwy i stąd moja ksywka – opowiada prof. Terlecki. Pseudonim przypomniał Kamil Sipowicz w głośnej monografii „Hipisi w PRL-u”. Na temat młodości Terleckiego ukazało się też kilka publikacji prasowych. Koncentrowały się głównie na burzliwym związku młodego Terleckiego z Korą Jackowską, przyczyniając się do powstania intrygującego wizerunku polityka. Źle może się jednak skończyć promowanie pozytywnego pseudonimu na siłę. Podczas wyborów prezydenckich w 2000 roku otoczenie Mariana Krzaklewskiego starało się upowszechnić pseudonim Krzak. – Chodziło zapewne o skojarzenia z George’em Bushem, którego nazwisko właśnie to znaczy po polsku. Skończyło się katastrofą. Polacy nie są aż w takim stopniu anglojęzyczni, a to przezwisko kojarzy się raczej z firmą-krzak, czyli czymś niestabilnym. W efekcie Krzaklewski z powodu uniesionego w wodzowski sposób podbródka zaczął być raczej przezywany Duce – przypomina Wiesław Gałązka. [srodtytul]Anioł Cieć od niemieckiej willi[/srodtytul] Bardzo często politycy otrzymują ksywki związane z ich zabawnymi bądź kontrowersyjnymi zachowaniami. Odkąd ujawniono, że rzecznik rządu Paweł Graś mieszka za darmo w willi niemieckiego przedsiębiorcy, zaczął być nazywany Cieciem albo Aniołem, co ma nasuwać skojarzenia z niezapomnianą kreacją aktorską Romana Wilhelmiego – dozorcy w serialu „Alternatywy 4”. W czasach, gdy zajmował się służbami specjalnymi, był nazywany Talibem. Karol Karski z PiS, który miał uszkodzić wózki golfowe należące do hotelu na Cyprze, od tego czasu nazywany jest Doktorem Meleksem. Ma stopień naukowy doktora, a ksywkę ponoć wymyślili studenci. Ksywki Ryszarda Czarneckiego wiążą się z tym, że w ostatniej kampanii do PE nagłośnił przypadek Róży Thun z PO, która na listach wyborczych – zgodnie z przepisami PKW – występowała jako grafini Thun von Hohenstein. Tymczasem sam Czarnecki, który przyszedł na świat w Wielkiej Brytanii, oficjalnie występował jako Richard Henry Czarnecki. Przez kolegów nazywany jest teraz którymś z anglojęzycznych imion. Wcześniej mówiono też o nim Olisadebe. – Ksywkę utworzono na zasadzie symetrii. Nigeryjski reprezentant Polski dostał pseudonim Czarnecki ze względu na kolor skóry – wyjaśnia europoseł. Wojciech Olejniczak z SLD od czasu sesji fotograficznej dla „Wprost”, gdzie dał się sfotografować z rozpiętą koszulą, nosi pseudonim Torsik. Do europosła PiS Zbigniewa Ziobry przylgnęło przezwisko Gwóźdź. Ma związek ze słynną konferencją prasową, na której jako ówczesny minister sprawiedliwości zaprezentował dyktafon –„gwóźdź do politycznej trumny Andrzeja Leppera”. Jacuzzi to ksywka Zbigniewa Wassermanna (PiS). Przez długie lata toczył sądowe batalie z ekipą, która miała wadliwie zamontować w jego domu wannę z hydromasażem. Ksywki wymyślają głównie ludzie młodzi, więc w zaawansowanym wiekowo Klubie PSL jest ich niewiele. Ze względu na ograniczoną mimikę twarzy Waldemar Pawlak nazywany jest Cyborgiem. Przez krótki czas jako Kotlet funkcjonował wicemarszałek Sejmu Jarosław Kalinowski, którego jedna z gazet sfotografowała, gdy zasypiał nad obiadem. – Pseudonimów u nas mało, bo nie jesteśmy ze sobą pokłóceni – przekonuje Franciszek Jerzy Stefaniuk, jeden z najdłuższych stażem posłów PSL. Z byłych tuzów lewicy ciekawy pseudonim ma Marek Pol. Odkąd zaproponował wprowadzenie systemu winiet, jest nazywany Winnetou. – Józef Oleksy miał też ksywkę Biskup, bo tak wypisz wymaluj wygląda – wspomina były poseł SLD Piotr Gadzinowski. [i]Autor jest dziennikarzem portalu Tvp. info[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL