Kraj

Greenpeace w kukurydzy czeka na policję

autor: grantmac
Flickr
Działacze Greenpeace rozpoczęli blokadę nielegalnego pola kukurydzy modyfikowanej genetycznie w gminie Lubomia, niedaleko Raciborza.
Ekolodzy ustawili na polu pięć metalowych stelaży o wysokości dziewięciu metrów i rozwinęli transparent z hasłem „UPRAWY GMO = ZYSK KORPORACJI I WYZYSK ROLNIKÓW”. Na szczycie każdego ze stelaży siedzi człowiek. Akcja ma na celu uniemożliwienie wycinki zmodyfikowanych roślin i zniszczenie w ten sposób dowodów łamania prawa. Zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa Greenpeace złożył już w piątek. Ekolodzy zapowiadają, że czekają na policję, która powinna zabezpieczyć dowody przestępstwa.
- Zamierzamy zostać tu aż do momentu pojawienia się policji, która powinna zabezpieczyć to pole. Ta kukurydza wysiana jest nielegalnie i będzie dowodem w sprawie. Wierzymy, że skoro już wyręczamy Państwo i obnażamy przestępstwo to prokuratura stanie na wysokości zadania i zajmie się tym oraz pozostałymi polami, które znaleźliśmy w okolicy. Jednocześnie apelujemy do polskiego rządu o jak najszybsze wprowadzenie zakazu upraw zmutowanej kukurydzy w naszym kraju, tak by podobne przypadki nie miały miejsca - mówi Joanna Miś, koordynatorka kampanii STOP GMO w polskim Greenpeace. Obecnie obowiązuje w Polsce zakaz handlu materiałem nasiennym roślin modyfikowanych genetycznie. Prawo unijne dopuszcza jednak wysiew modyfikowanej kukurydzy MON 810. Rolnicy nie mogąc zaopatrywać się w ziarna na terenie kraju, kupują je w Czechach i wysiewają w Polsce. Z reguły nie zgłaszają tego faktu do Ministerstwa Środowiska, czego wymaga prawo, a Ministerstwo nie ma w ten sposób możliwości monitorowania upraw, co jest jego formalnym obowiązkiem. Tymczasem w tamtym roku w Polsce było już 3000 ha pól obsianych GMO.
- Wraz z rolnikami przeprowadziliśmy własne śledztwo i w tej okolicy odkryliśmy sześć pól obsianych zmodyfikowaną genetycznie kukurydzą. To skandal, że rząd nie robi nic by powstrzymać ekspansję tych niebezpiecznych roślin. Taka sytuacja jest z pewnością na rękę wielkim firmom biotechnologicznym, które podobnie jak w USA czy Kanadzie, próbują przejąć kontrolę nad rolnictwem i wyeliminować z rynku małe gospodarstwa rolne. W Polsce oznaczałoby to koniec tradycyjnego modelu rolnictwa - dodaje Miś. Oferując rolnikom ziarna GMO, firmy biotechnologiczne zapewniają m.in., że zwiększą one plony i zmniejszą zużycie chemicznych środków ochrony roślin. Nie dodają jednak, że tak jest jedynie w pierwszym okresie od rozpoczęcia upraw, następnie plony maleją, koszty pestycydów rosną. Do tego dochodzi problem wyjałowienia gleby oraz najważniejsza kwestia – skażenia konwencjonalnych upraw. Choć producenci GMO zapewniają, że do uniknięcia takiego skażenia wystarczy kilkudziesięciometrowa strefa ochronna pomiędzy polami, to rzeczywistość pokazuje, że pyłki GMO, wraz z wiatrem przenoszą się nawet o setki kilometrów. Zaniepokojeni możliwością utraty swoich tradycyjnych upraw w akcji Greenpeace wzięli udział także rolnicy, którzy od lat domagają się od polskiego rządu wprowadzenia zakazu upraw GMO w Polsce.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL