fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Ruszyli pieszo, wrócili konno

Strzelcy w krakowskich Oleandrach. W wynajmowanych tam od miasta pawilonach utworzono koszary strzeleckie
MUZEUM WOJSKA POLSKIEGO W WARSZAWIE
Długo oczekiwana wojna pomiędzy zaborcami stała się w 1914 roku faktem. Józef Piłsudski przystąpił do działania. Ryzyko, które podjął wraz z garstką strzelców, było duże. Szczególnie ciężkim i niepewnym dla Piłsudskiego i jego żołnierzy okresem były pierwsze miesiące wojny.
29 i 30 lipca 1914 roku Piłsudski wydał pierwsze rozkazy mobilizacyjne, zarządzając koncentrację oddziałów strzeleckich w krakowskich Oleandrach. 2 sierpnia strzelcy otrzymali od Austriaków zgodę na wymarsz i przekroczenie granicy z dawnym Królestwem Polskim. Oczywiście strona austriacka nie planowała tworzenia jakiegokolwiek zalążka niezależnego wojska polskiego. Zamierzano jedynie wykorzystać odziały strzeleckie do rozpoznania i dywersji w rejonie działania 7. Dywizji Kawalerii nacierającej w kierunku Kielc.
Piłsudski miał własny plan. Równolegle z działaniami mobilizacyjnymi przygotowywał wspólnie z najbliższymi współpracownikami akcję polityczną mającą wywołać powstanie w Kongresówce. W pośpieszny sposób sfingowano powstanie Rządu Narodowego w Warszawie oraz przygotowano odezwy zachęcające ludność zaboru rosyjskiego do zbrojnego zrywu przeciwko caratowi. Komendantem wojskowym ów rząd mianował rzekomo Józefa Piłsudskiego. Proklamację Rządu Narodowego odczytał on na posiedzeniu KSSN w dniu wymarszu oddziałów z Krakowa. Zamysł nawiązywał do tradycji powstania styczniowego. Autorzy planu nie uwzględnili jednak, że czasy są już inne, a klęska z lat 1863 –1864 i represje, które po niej nastąpiły, niemalże całkowicie zniechęciły społeczeństwo do jakichkolwiek wystąpień. Plany Piłsudskiego były ambitne, ale – jak pokazały najbliższe dni – zupełnie nierealne.
[wyimek]ZLECENIE KOMENDANTA
W mieszkaniu Walerego Sławka przy ul. Dunajewskiego pierwszym zleceniem, jakie otrzymałem od Komendanta, była propozycja napisania odezwy Rządu Narodowego, sporządzenia do niej pieczątki z orłem i odpowiednim napisem[/wyimek]
[i]Ludwik Wasilewski „Józef Piłsudski jakim Go znałem”, Warszawa 1935[/i]
Tymczasem wojskowe przygotowania szły pełną parą. W nocy z 2 na 3 sierpnia rozpoczęła się pierwsza strzelecka akcja rozpoznawcza. Zanim I Kadrowa opuściła krakowskie Błonia, siedmioosobowy patrol pod dowództwem rotmistrza Władysława Prażmowskiego „Beliny”, będący zalążkiem polskiej kawalerii, przekroczył granicę zaborów. Ułani byli uzbrojeni, mieli mundury i ubrania cywilne oraz siodła – nie mieli tylko... koni. Oprócz przeprowadzenia rozpoznania poruszający się pieszo lub powozami „ułani” mieli także za zadanie zdobycie wierzchowców. Ze względu na szczupłość sił beliniacy unikali starć z Rosjanami, zbierając jedynie dane wywiadowcze. Mimo to doszło do niewielkich potyczek i krótkich wymian ognia. Na szczęście dla patrolu wycofujący się Rosjanie przeszacowali liczebność oddziału „Beliny”. Nad ranem ułani dotarli do majątku Bogusława Kleszczyckiego, który podarował im konie. Dzięki temu 4 sierpnia pieszy oddział rotmistrza Prażmowskiego powrócił z meldunkiem już jako kawaleria i stał się zalążkiem utworzonego kilka dni później szwadronu, przekształconego następnie w 1. Pułk Ułanów Legionów Polskich.
[srodtytul]Dwa razy w chłodnych Kielcach[/srodtytul]
Podczas gdy beliniacy przeprowadzali swój pierwszy patrol, w krakowskich Oleandrach formowała się I Kompania Kadrowa. Wybrano 144 ochotników, dowództwo nad nimi powierzono mjr. Tadeuszowi Kasprzyckiemu. Kompania uzbrojona we wzbudzające zazdrość wśród pozostałych strzelców karabiny Manlichera wz. 1890 i 1895 wyruszyła w stronę granicy Królestwa, którą przekroczyła rankiem 6 sierpnia 1914 r., przewracając słupy graniczne w Michałowicach. Z wojskowego punktu widzenia akt ten nie miał większego znaczenia, jednakże ze względów politycznych – ogromną wagę. Kompania Kadrowa była pierwszym od czasów powstania styczniowego uzbrojonym, regularnym oddziałem polskim, który pojawił się na obszarze zaboru rosyjskiego.
Wkroczenie Kadrowej w znaczący sposób przyśpieszyło bieg wydarzeń politycznych. Piłsudski ogłosił wspomnianą odezwę Rządu Narodowego (jej tekst został także rozesłany do gazet, ale do druku nie dopuściła go cenzura) i oficjalnie podporządkował się jego decyzjom. Mistyfikacja okazała się jednak nieskuteczna. Nikt nie uwierzył w istnienie rzekomej władzy w Warszawie, a ludność Królestwa całkowicie zignorowała nawoływania strzelców do przyłączenia się do wspólnej walki przeciw Rosji. Lojalistyczna postawa Polaków zamieszkujących zabór rosyjski była dla rozentuzjazmowanych strzelców niezwykle przykrym zaskoczeniem. Brak jakiegokolwiek poparcia, a nawet jawnie okazywana wrogość towarzyszyły im na całym szlaku od Krakowa do Kielc. Szczególnym ciosem dla wychowanych w patriotycznym duchu strzelców była postawa biskupa kieleckiego Augustyna Łosickiego, który nie tylko nie udzielił poparcia, ale nawet odmówił odprawienia mszy dla strzelców.
Pomimo niepowodzenia na krakowskie Oleandry napływali wciąż nowi ochotnicy. Świeżo utworzone oddziały kierowano do Krzeszowic, gdzie miały otrzymać uzbrojenie. Ku rozczarowaniu strzelców nie przydzielono im będących na uzbrojeniu c. k. armii nowoczesnych manlicherów, lecz nadające się już wówczas raczej do muzeum czarnoprochowe werndle. Dowództwo nad liczącym ok. 450 strzelców oddziałem objął Mieczysław Norwid-Neugebauer, który z Krzeszowic wymaszerował na spotkanie Kadrówki. Warto wspomnieć, że właśnie w Krzeszowicach do strzelców dołączył kapucyn, o. Kosma Lenczowski, który został pierwszym kapelanem Legionów Polskich. Wkrótce granice Królestwa przekroczył również Józef Piłsudski, który 9 sierpnia od Eustachego Romera otrzymał czteroletnią klacz – Kasztankę.
Uzbrojone w Krzeszowicach oddziały połączyły się z Kadrówką w Miechowie, gdzie sformowano 1. Batalion, nad którym dowództwo objął Edward Rydz-Śmigły. 12 sierpnia batalion wmaszerował do Kielc, gdzie czekało go wyjątkowo chłodne przyjęcie. Dzień później rosyjska 14. Dywizja Kawalerii zmusiła strzelców do wycofania się w kierunku Nidy. Wzmocnienie w postaci kolejnego batalionu dowodzonego przez Tadeusza Wyrwę Furgalskiego oraz ogólna zmiana układu sił na froncie sprawiły, że 22 sierpnia oddziały strzeleckie ponownie stanęły w Kielcach, gdzie pozostały do 10 września.
[srodtytul]Legiony zamiast Kadrowej[/srodtytul]
Niepowodzenie mistyfikacji z Rządem Narodowym oraz brak zainteresowania ze strony mieszkańców Kongresówki przystąpieniem do akcji przeciwko Rosji sprawiły, że działania Piłsudskiego straciły jakiekolwiek poparcie ze strony Austro-Węgier. Dodatkowo Austriaków zniechęciły próby tworzenia polskiej administracji na Kielecczyźnie, co wychodziło poza przyznane Komendantowi kompetencje wojskowe. W związku z tym w Wiedniu podjęto decyzję o zakończeniu „akcji strzeleckiej”.
Olbrzymi wysiłek mobilizacyjny oraz patriotyczny zapał strzelców nie zostały zmarnowane tylko dzięki politykom galicyjskim. Pod przywództwem prezydenta Krakowa i prezesa Koła Polskiego Juliusza Leo, cieszącego się w Wiedniu dużym szacunkiem, 16 sierpnia utworzyli oni Naczelny Komitet Narodowy, który uzyskał od władz austriackich zgodę na stworzenie na zasadach pospolitego ruszenia dwóch Legionów Polskich – wschodniego we Lwowie oraz zachodniego w Krakowie. Nazwa nawiązywała do tradycji Legionów Dąbrowskiego, zachowano mundur strzelecki, ale dodano czarno-żółtą opaskę (oznaczenie pospolitego ruszenia – obowiązek jej noszenia nie był zresztą później przez legionistów przestrzegany). Regulamin i organizacja były wzorowane na c. k. armii. W trzy dni później Austriacy powołali do życia komendę Legionów Polskich, na której czele stanął austriacki oficer polskiego pochodzenia gen. Rajmund Baczyński. O ile w Krakowie akcja werbunkowa przebiegała dość sprawnie, o tyle we Lwowie na skutek bojkotu inicjatywy przez endecję, a później szybkich postępów wojsk rosyjskich – zakończyła się niemalże całkowitym fiaskiem i tylko część ochotników dołączyła później do Legionów. Oficjalnie zostały one powołane rozkazem z 22 sierpnia 1914 roku.
[wyimek]ORĘŻ NA SZALI Polska przestała być niewolnicą i sama chce stanowić o swoim losie, rzucając na szalę wypadków własną siłę orężną. Z dniem dzisiejszym cały Naród skupić się winien w jednym obozie pod kierownictwem Rządu Narodowego. Poza tym obozem zostaną tylko zdrajcy, dla których potrafimy być bezwzględni[/wyimek]
[i]Fragment odezwy Rządu Narodowego z 1914 roku.[/i]
Ostatecznie oddziały strzeleckie znajdujące się już na terenie Królestwa przeformowano w 1. Pułk Piechoty i uznano za część składową Legionów. Dość duży napływ ochotników pozwolił na rozpoczęcie formowania kolejnych jednostek. 4 i 5 września w Krakowie i w Kielcach żołnierze polscy złożyli przysięgę na wierność cesarzowi Franciszkowi Józefowi I. Piłsudski został mianowany jedynie dowódcą 1. Pułku, ale wobec wcześniejszej groźby zakończenia całej operacji i tak mógł to poczytywać za sukces. Chcąc pozostać w grze, musiał się zgodzić na warunki stawiane przez NKN, który objął pieczę nad formowaniem Legionów.
[srodtytul]Nowy Korczyn, Anielin, Laski[/srodtytul]
Pobyt w Kielcach został wykorzystany przez strzelców na reorganizację oraz przystosowanie się ochotników do nowych, frontowych warunków. Szczególnie aktywna była tworząca się dopiero kawaleria, która podczas licznych patroli zdobywała pierwsze doświadczenia bojowe. Po unormowaniu polityczno-prawnej oraz organizacyjno-wojskowej sytuacji Legionów Polskich stacjonujące w Kielcach jednostki pod dowództwem Piłsudskiego zostały skierowane nad Wisłę, w rejon Nowego Korczyna. 15 września 1915 r. powierzono im obronę trudnego odcinka Nowy Korczyn – Opatowiec na prawym brzegu Wisły. Przez kilka dni legioniści pełnili głównie służbę patrolową, jednak z powodu przewagi wroga i biernej postawy sąsiednich jednostek austriackich musieli ograniczyć działania. W walkach tych żołnierze Piłsudskiego ponieśli pierwsze straty wynoszące kilkunastu zabitych. Na szczęście dla strzelców działania nie były w tym okresie szczególnie intensywne, dzięki czemu młodzi dowódcy i żołnierze mogli zdobyć doświadczenie frontowe.
W czasie gdy oddziały dowodzone przez Piłsudskiego zdobywały szlify bojowe pod Nowym Korczynem, nastąpiła zmiana na stanowisku komendanta Legionów. Rajmunda Baczyńskiego zastąpił pozostający do tej pory w stanie spoczynku gen. Karol Trzaska-Durski, który jednak nie wtrącał się w sprawy oddziałów Piłsudskiego, gdyż był pochłonięty przygotowywaniem nowych oddziałów i kampanii karpackiej.
Po wycofaniu 1. pp z okolic Nowego Korczyna został on podzielony na bataliony. Większość z nich – I, III, V i VI – przerzucono na odcinek sandomiersko-dębliński, gdzie 28 września rozpoczęła się ofensywa państw centralnych na Dęblin i Warszawę. Następnego dnia oddziały legionowe przeprawiły się przez Wisłę i rozpoczęły marsz w głąb niedawno utworzonego przyczółka. 9 października w Jakubowicach koło Opatowa Piłsudski wydał rozkaz o nadaniu 134 żołnierzom stopni oficerskich. Po pierwszych stratach dowództwo austriackie wyraziło 11 października zgodę na zwiększenie stanów osobowych Legionów Polskich oraz na rozszerzenie akcji werbunkowej na okupowane przez państwa centralne tereny zaboru rosyjskiego. Zadanie to przydzielono wybranym spośród legionistów delegacjom, które miały prowadzić agitację i pozyskiwać ochotników.
Tymczasem na przyczółku cztery bataliony 1. pp przez kilkanaście dni oczekiwały na wejście do walki. Dopiero porażki i straty głównych sił austriackich skłoniły dowództwo do skorzystania z legionowych rezerw. 22 października legioniści starli się z wrogiem pod Anielinem, ale prawdziwy chrzest bojowy przeszli 23 – 26 października 1914 r. pod Laskami. Dla żołnierzy Legionów była to pierwsza bitwa, w której dostali się pod silny ostrzał artyleryjski. Jak wspominali uczestnicy bitwy, dopiero wtedy wszyscy docenili swoje łopatki saperskie, dzięki którym można się było okopać i ukryć przed ogniem przeciwnika. Piłsudski wykazał się pod Laskami osobistym męstwem, dowodząc swymi żołnierzami na pierwszej linii. Został nawet lekko ranny.
[srodtytul]Ulina Mała, Krzywopłoty [/srodtytul]
Pomimo znacznych strat dowódcom udało się zachować zwartość oddziałów. Dzielna postawa legionistów nie wystarczyła jednak do utrzymania przyczółka. Ofensywa państw centralnych została zatrzymana i 26 października bataliony Piłsudskiego musiały rozpocząć odwrót. Podczas marszu w kierunku Krakowa Piłsudski wykazał się zdolnościami taktycznymi, sprytnie przechodząc wraz ze swoimi oddziałami tuż przed frontem nacierających korpusów rosyjskich. Ten ryzykowny manewr (nazwany później marszem na Ulinę Małą), grożący w razie niepowodzenia całkowitym zniszczeniem oddziałów, odbył się wbrew rozkazom dowództwa austriackiego. Ostatecznie wycofane z pierwszej linii oddziały Piłsudskiego 11 listopada weszły do Krakowa, gdzie zostały entuzjastycznie powitane, a prasa posunięcie Piłsudskiego nazwała strategicznym majstersztykiem. Arcyksiążę Fryderyk awansował go wówczas do stopnia brygadiera. 13 listopada 1. pułk został przetransportowany na Podhale, by powstrzymać natarcie oddziałów rosyjskich, które zaczęły zagrażać Krakowowi.
Bataliony, które nie brały udziału w tych działaniach, zostały wysłane na zachód i w dniach 16 – 19 listopada walczyły w bitwie pod Krzywopłotami. Wśród obecnych tam oddziałów był także 2. Dywizjon Artylerii Legionów. Prawdziwą ciekawostką, zwłaszcza dla doskonale uzbrojonych żołnierzy niemieckich, były znajdujące się na wyposażeniu dywizjonu czarnoprochowe armatki górskie kal. 70 mm, wz. 1875. Sprzęt ten kilkanaście lat wcześniej został wycofany z uzbrojenia, jednakże po mobilizacji wyciągnięto go z lamusa i przekazano oddziałom legionowym. Mimo fatalnego uzbrojenia artylerzyści dowodzeni przez Ottokara Brzozę-Brzezinę (z pochodzenia Czecha) spisali się znakomicie.
Jednostki legionowe obsadziły odcinek frontu o długości ok. 1 km pomiędzy Krzywopłotami a Bydlinem. W ciągu trzech dni walk teren wokół wielokrotnie przechodził z rąk do rąk. 17 listopada legioniści przeprowadzili nocne natarcie na wieś Załęże, jednak na skutek nieudolności oddziałów austriackich musieli wycofać się na pozycje wyjściowe. Następnego dnia ponowiono natarcie, ale znów nie przyniosło ono rezultatów. W walkach pod Krzywopłotami poległo 46 żołnierzy. Ze względu na stosunkowo duże straty i zmęczenie długotrwałymi walkami oddziały legionowe zostały wycofane, a po zakończeniu działań w tym rejonie dołączyły do 1 pp Piłsudskiego na Podhalu.
[srodtytul]Krwawa Wigilia pod Łowczówkiem[/srodtytul]
Po starciach pod Marcinkowicami i Pisarzową 13 grudnia oddziały legionowe wkroczyły do Nowego Sącza. Sześć dni później nadszedł rozkaz zmieniający 1. pp w I Brygadę Legionów pod dowództwem brygadiera Piłsudskiego. Prace reorganizacyjne trwały około miesiąca. Z dotychczasowych batalionów I i III sformowano 1. pp, a z II i IV batalionu – 2. pp (drugim nazywano go tylko w I Brygadzie – oficjalnie nosił on numer 5). Oprócz tego w skład brygady wszedł szwadron kawalerii i dwie baterie artylerii. I Brygada Legionów Polskich liczyła wówczas ogółem 2613 ludzi i 441 koni.
Odpoczynek w Nowym Sączu nie trwał długo. 22 grudnia brygada weszła do walki w okolicach Łowczówka pod Tarnowem. Dzięki brawurowym atakom na bagnety i śmiałemu manewrowi okrążającemu legioniści dowodzeni przez płk. Kazimierza Sosnkowskiego zdołali odzyskać utracone wcześniej przez Austriaków pozycje i wziąć do niewoli ponad 300 Rosjan. Następnego dnia oddziały legionowe wspierane przez świeże jednostki austriackie odparły kilka rosyjskich ataków.
W wigilię Bożego Narodzenia po huraganowym ostrzale artyleryjskim Rosjanie ponowili atak. Na skutek sprzecznych rozkazów wydawanych przez austriackich sztabowców znaczna część legionistów znalazła się w okrążeniu, z którego zdołała się wyrwać kosztem wielu poległych i rannych, którzy dostali się do niewoli. Przez całą noc z 24 na 25 grudnia trwały zacięte walki w trudnym górskim terenie. Walczące strony dzieliło nieraz zaledwie kilkanaście metrów. Wówczas okazało się, że w oddziałach rosyjskich znajdują się liczni Polacy. Na skutek ogromnej przewagi wojsk carskich 25 grudnia legioniści wycofali się z zajmowanych pozycji. Bitwa pod Łowczówkiem kosztowała życie 128 żołnierzy Legionów Polskich, a 242 odniosło rany.
[srodtytul]Dziesięć tygodni w okopach [/srodtytul]
19 stycznia I Brygada została wysłana na miesięczny odpoczynek do Kęt. Był to pierwszy dłuższy odpoczynek dla walczących niemal bez przerwy oddziałów.
Po odpoczynku 28 lutego 1915 r. żołnierzy I Brygady przerzucono na nowy odcinek frontu nad Nidą, gdzie impas w walkach doprowadził do stabilizacji frontu i walk pozycyjnych na długiej i ciągłej linii okopów. Do głównych zadań legionistów, oprócz utrzymywania pozycji obronnych, należało patrolowanie ziemi niczyjej – bagnistych rozlewisk Nidy. Stabilizacja frontu umożliwiła wycofanie części oddziałów na bliskie tyły, gdzie można było przeprowadzić reorganizację oraz zapewnić żołnierzom znośne warunki bytowania.
[wyimek]ZAMKNIĘTA WIOSKA Przed kilku dniami wchodziliśmy do jednej z podkieleckich wsi. Pustka na ulicy, okna i drzwi domów zabite deskami; ani jednego człowieka, ani bydlęcia czy kury; po prostu wieś cała na pierwszą pogłoskę o naszym przyjściu zamknęła się[/wyimek]
[i]Michał Sokolnicki „Rok czternasty”, Londyn 1961[/i]
Długotrwały pobyt w okopach oprócz swoich zalet miał także liczne wady. Jedną z nich była plaga wszy. Dzięki masowemu występowaniu trafiały one nawet do legionowej poezji. Wśród żołnierzy popularne było przysłowie: „Nie suknia zdobi człowieka, ale wszy suknię”.
Dość ciekawy opis zwalczania „blondynek”, jak nazywali je żołnierze, przytacza późniejszy premier, a w owym czasie lekarz wojskowy Felicjan Sławoj-Składkowski: „Idę w rzadkim lesie i widzę człowieka całkiem nagiego, tańczącego wśród drzew. Podchodzę ostrożnie, myśląc że to może wariat, ale nagus ryczy wesoło: „chodźcie ino, doktorze, zobaczyć, jak wszy giną!”
Podchodzę i widzę, że żołnierz wszystko, co miał na sobie, zdjął i... wsadził w mrowisko. Przy wsadzaniu tam koszuli – oblazły go mrówki i stąd skakał. Pokazywał mi koszulę, z której mrówki zbierały gnidy. Zapewniał, że mrówki zagryzają wszy, zabierają do mrowiska gnidy i poza tym, walcząc, napajają bieliznę kwasem mrówkowym, co odstrasza również wszy”.
Podczas przeciągających się walk pozycyjnych nad Nidą żołnierze dla zabicia czasu zajmowali się majsterkowaniem. Najczęściej wytwarzali brakujące im drobne przedmioty codziennego użytku, ale szczególnie popularne wśród żołnierzy i na tyłach były pierścionki wytwarzane z zapalników pocisków artyleryjskich. Metal (aluminium lub mosiądz), z którego były wykonane zapalniki, przetapiano w puszkach po konserwach i następnie odlewano w wykonanych prowizorycznych formach z piasku. Uzyskane w ten sposób odlewy pieczołowicie opiłowywano i ozdabiano.
[srodtytul]Natarcia i wiejskie sielanki[/srodtytul]
Walki pozycyjne w tym rejonie trwały aż do 10 maja, kiedy to na skutek przełamania frontu Rosjanie zostali zmuszeni do odwrotu. I Brygada weszła wówczas w skład jednostek pościgowych. 15 maja dotarła do miejscowości Konary, gdzie natrafiła na zacięty opór Rosjan, którzy zdołali odeprzeć atak i na ponad miesiąc zatrzymać nacierające siły. Atakujący legioniści musieli ponownie się okopać i powrócić do monotonnej wojny pozycyjnej. W porównaniu z liniami obronnymi nad Nidą teren pod Konarami i Klimontową był znacznie mniej sprzyjający, co wpłynęło na wzrost strat w legionowych szeregach. Wyniosły one łącznie prawie 700 zabitych i rannych.
[wyimek]KULĄ W NOGĘ W okopie upadł zabity, trafiony kulą w głowę, drugi ranny stękał głośno. Trzeci zniecierpliwiony, głodny i zły, woła: „Czego krzyczysz, tamten w głowę dostał i nic nie mówi, a ty w nogę i zaraz wrzeszczysz!”[/wyimek]
[i]Ze wspomnień uczestnika boju pod Łowczówkiem[/i]
Sytuacja uległa zmianie dopiero w drugiej połowie czerwca 1915 r. W maju ruszyła ofensywa państw centralnych. Wojskom austriacko-niemieckim udało się w końcu odnieść znaczący sukces – w Galicji nastąpiło przełamanie frontu pod Gorlicami, a 22 czerwca zajęto Lwów. Oddziały rosyjskie ponownie zostały zmuszone do odwrotu. I Brygada ponownie rozpoczęła działania pościgowe. Wyjście z okopów, w których żołnierze spędzili łącznie kilka miesięcy – a przede wszystkim widok uciekającego wroga – doskonale wpłynęły na ich morale. Ponadto częste przemarsze stwarzały także okazje do urozmaicenia obozowego menu oraz do spotkań z mieszkankami miejscowości znajdujących się na trasie przemarszu.
Oto jak jedną z takich sytuacji opisał cytowany już Felicjan Sławoj-Składkowski: „Są tu wspaniałe drzewa wiśniowe, całe okryte owocami. Chłopcy nasi prosili dziewczęta miejscowe, by im wisien narwały, bo oni są zmęczeni i nie mogą wleźć na drzewo. Te w naiwności wchodziły na drzewa, co bacznie „obserwowali” nasi chłopcy, stojąc pod drzewami. Widocznie widoki, jakie mieli przy tym, dodały im sił, gdyż wkrótce wleźli „pomagać” panienkom. Zapewne w gęstwinie liści nie zawsze chwytają wyłącznie za wiśnie, gdyż co chwila słychać z drzew piski i krzyki: „Co pon robi, bo zlize zoro!...”. Dotychczas żadna nie zlazła, więc widocznie nic „strasznego” się tam w górze nie dzieje...”.
Chwile wiejskiej sielanki nigdy nie trwały jednak zbyt długo. Najczęściej romantykę spotkań przerywał rozkaz wymarszu. Front dość szybko przesuwał się na wschód. Na przełomie czerwca i lipca doszło do starć w Tarłowie, gdzie cofający się Rosjanie usiłowali bronić dostępu do przepraw na Wiśle. Wykorzystując sukcesy wojsk niemieckich, legioniści przeprawili się 4 lipca pod Józefowem przez Wisłę i rozpoczęli marsz przez Lubelszczyznę. 19 lipca spotkali się pod Urzędowem z nowo sformowanym
4. Pułkiem Piechoty, będącym częścią składową III Brygady Legionów.
Utworzenie kolejnego pułku piechoty legionowej było planowane już jesienią 1914 r., jednakże duże straty walczących jednostek i ogólne zamieszanie spowodowane rosyjską ofensywą w Galicji sprawiły, że rozkaz powołujący nowy trzybatalionowy pułk wydano dopiero wiosną 1915 r. Dowódcą jednostki mianowano ppłk. Bolesława Roję, dowodzącego dotychczas batalionem 2. pp walczącym w Karpatach. Większość kadry oficerskiej i podoficerskiej również wywodziła z zaprawionej w bojach „Żelaznej” II Brygady. Rekruci zasilający szeregi 4. pp byli przeważnie ochotnikami z Galicji i terenów Królestwa. Nie brakowało także rekonwalescentów, którzy po wyjściu ze szpitali nie trafiali do macierzystych jednostek, tylko do „czwartaków”. Krótki okres szkolenia sprawił, że wielu spośród wcielonych do III Brygady żołnierzy niezbędne umiejętności wojskowe musiało zdobywać już na polu walki.
[srodtytul]Z Lublina na Wołyń[/srodtytul]
Połączone pod Urzędowem siły legionowe 31 lipca 1915 r. obsadziły odcinek frontu w okolicach Jastkowa pod Lublinem, gdzie „czwartacy” mieli przejść swój chrzest bojowy. Przeprowadzony tego samego dnia wieczorem atak na pozycje rosyjskie się załamał. Nocne próby zdobycia nieprzyjacielskich umocnień również nie przynosiły skutku. Następnego dnia 4. pp ponownie podjął próbę szturmu, lecz i tym razem bezskutecznie. Podczas swego pierwszego w zasadzie kontaktu z wrogiem niedoświadczony 4. pp poniósł ogromne straty. Mogłyby być one znacznie mniejsze, gdyby nie chorobliwie wręcz ambitny ppłk Roja, który za wszelką cenę chciał się wykazać już w pierwszej bitwie. Był to dowódca łatwo szafujący życiem swoich podwładnych, co w późniejszym okresie kosztowało Legiony wiele niepotrzebnych strat.
Mimo że ataki pod Jastkowem nie przyniosły rezultatów, 3 sierpnia Rosjanie rozpoczęli odwrót. Spowodowane było to ogólną sytuacją na froncie i zagrożeniem okrążenia wszystkich jednostek rosyjskich znajdujących się w okolicach Lublina. Po wykryciu przez patrole rozpoznawcze rosyjskiego odwrotu oddziały legionowe rozpoczęły pościg. Szczególnie dużą rolę odgrywała w tych działaniach legionowa kawaleria, która skutecznie nękała ariergardę piechoty przeciwnika. Tymczasem 5 sierpnia wojska niemieckie zajęły Warszawę. Wojska I Brygady wyparły Rosjan z Lubelszczyzny.
Do kolejnego poważniejszego starcia doszło dopiero w rejonie Kamionki, gdzie między 4 a 7 sierpnia Rosjanie stawili opór na przygotowanej wcześniej linii obronnej. Po przełamaniu ich pozycji oddziały legionowe kontynuowały pościg, staczając szereg potyczek. Pod koniec sierpnia legioniści dotarli do Wysokiego Litewskiego, skąd zostali skierowani na Wołyń, gdzie na skutek szybkich postępów wojsk niemieckich i austriackich powstała luka w linii frontu.
W ten sposób kończył się pierwszy rok walk I Brygady Legionów Polskich. Mimo wysiłku i poniesionych strat nadal nie była znana przyszłość sprawy polskiej. Paradoksalnie, militarne sukcesy państw centralnych mogły wpłynąć negatywnie na stosunek ich rządów do kwestii restytucji państwa polskiego. Znaczące zmiany miały nastąpić dopiero po kolejnym roku ciężkich walk. Tymczasem jednak oddziały legionowe wkraczały dumnie na Wołyń, rozpoczynając najdłuższą i jednocześnie najkrwawszą kampanię w swoich dziejach.
Adam Kaczyński doktorant w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, zajmuje się losami Legionów Polskich na Wołyniu oraz historią ZSRR, ze szczególnym uwzględnieniem dziejów Ukrainy. Pracuje w wydziale zagranicznym Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa
[ramka][srodtytul]Śladem Jerzego Kossaka[/srodtytul]
Reprodukcja obrazu Jerzego Kossaka „My Pierwsza Brygada... Drużyny strzeleckie pod wodzą Józefa Piłsudskiego przekraczają granicę rosyjską (1914 r.)”. Otrzymaliśmy ją wraz z miłym listem od p. Włodzimierza Korczaka z Włocławka. Pisze on, że zakupił ją w 1932 roku żołnierz 7. Kompanii Szkolnej 67. PP Kazimierz Studziński w Toruniu. Czytelnik chciałby dowiedzieć się, gdzie znajduje się oryginał tego szerzej nieznanego dotąd obrazu. Jeśli ktoś wie, prosimy powiadomić naszą redakcję; opublikujemy wiadomość.
[srodtytul]Dać mu rumu![/srodtytul]
Jeden z „czwartaków”, Stanisław Mirek, wspomina, jak na uroczystości pożegnania wyruszającej na front jednostki zjawił się osobiście szczególnie nielubiany przez żołnierzy i znany z nadużywania alkoholu dowódca Legionów, gen. Karol Trzaska-Durski: „Naoczni świadkowie opowiadali, że podczas pożegnania batalionu obecny był, oprócz Generała Durskiego, jeszcze starszy rangą wizytujący generał austriacki. W czasie przeglądu na „prezentuj broń”, kiedy generałowie przechodzili przed frontem batalionu, otworzyło się okno na piętrze w koszarach i ktoś donośnie zawołał:– Dać mu rumu!Okienko zamknęło się, a przez wyprężone na baczność szeregi przeszło trwające oka mgnienie rżenie tłumionego śmiechu. Wizytujący generał krzyknął:– Was ist das? Uratował sytuację kapitan Galica, który służbowo zameldował że jest to bojowe zawołanie Polaków.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA