fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Serce w obiektywie

Angelina Jolie odwiedza obóz uchodźców UNHCR
AP
Piękni, sławni, bogaci. Dostali od losu wiele. Mówią, że chcą się dzielić. Czy ich działalność charytatywna to odruch serca czy też pożądany element publicznego wizerunku
[link=http://www.rp.pl/galeria/9132,1,361691.html]Zobacz więcej zdjęć[/link]
Gwiazdy hollywoodzkie często w historii wykorzystywały popularność, by wchodzić do świata polityki. Protestowały przeciwko wojnie wietnamskiej jak Jane Fonda, opowiadały się za zniesieniem kary śmierci jak Tim Robbins, walczyły o prawa Tybetu jak Richard Gere.
Największą karierę zrobił drugoplanowy aktor Ronald Reagan – najpierw gubernator Kalifornii, potem prezydent Stanów Zjednoczonych przez dwie kadencje. Dzisiaj gubernatorem Kalifornii jest superheros Arnold Schwarzenegger, ale on – urodzony w Austrii – osiągnął już szczyt politycznej kariery.
Sławy filmowe chętnie też wspierają polityków, zwykle optując za demokratami. W ostatniej dekadzie aktorzy na konferencjach prasowych często wypowiadali się przeciw George’owi W. Bushowi i jego polityce zagranicznej, a za Barackiem Obamą. George Clooney stał się wręcz twarzą jego kampanii.
Ale polityka bywa dla gwiazd i ich image’u niebezpieczna. Działalność społeczna i charytatywna zaś dodaje im splendoru. A w świecie, w którym znana twarz elektryzuje tłumy, rozmaite organizacje polują na celebrytów. Każda chciałaby mieć najsłynniejszych – Angelinę Jolie i Brada Pitta.
[srodtytul]Najhojniejsza para Hollywoodu[/srodtytul]
Nie ma tygodnia, by w mediach się nie pojawiły plotki o życiu prywatnym tej pary i adoptowanych w różnych częściach świata dzieciach. Przy okazji, choć rzadziej, można przeczytać o ich działalności na rzecz ludzi pokrzywdzonych. Angelina Jolie od lat pełni funkcję ambasadora dobrej woli oenzetowskiej Komisji do spraw Uchodźców.
– Z ekipą „Tomb Ridera” pojechałam do Kambodży i tam zobaczyłam tragedie, o jakich mi się nie śniło – powiedziała mi kiedyś w wywiadzie. – Po powrocie do Stanów zgłosiłam się do Komisji do spraw Uchodźców. Zaczęłam jeździć na misje. W obozach spotykam się ze wspaniałymi, dzielnymi ludźmi, staram się organizować dla nich pomoc. W Azji, w Afryce jest tak straszna bieda i taki bezmiar cierpienia, że nie można pozostawać obojętnym.
Jako ambasadorka dobrej woli ONZ Jolie była m.in. w Tanzanii, Kambodży, Pakistanie, Afganistanie, Tajlandii. Żyła tak jak inni członkowie misji. By nie uszczuplać budżetu organizacji, wielokrotnie pokrywała koszty swoich wypraw. Odwiedziła ośrodki UNHCR w Kosowie, opłaciła koszty pomocy dla obozu Kakuma w Kenii, gdzie mieszkają uciekinierzy z Sudanu. W Jordanii spotykała się z uchodźcami z Iraku, w Egipcie odwiedzała wygnańców z Darfuru. W 2007 roku przekazała na pomoc dla nich milion dolarów. W czasie zdjęć do filmu „Bez granic” spotkała się z angolskimi uchodźcami w Namibii.
W związku ze swoją działalnością Jolie coraz częściej pokazuje się na scenie politycznej. Bierze udział w obchodach Światowego Dnia Uchodźcy w Waszyngtonie czy w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Lobbuje wśród polityków amerykańskich, spotyka się z członkami Kongresu Stanów Zjednoczonych.
– Wiele bym dała, aby móc nie przyjeżdżać do Waszyngtonu – wyznała dziennikarzowi „Forbesa”. – Ale to jest miejsce, w którym można najwięcej załatwić. Kiedyś spytałam ją w wywiadzie, dlaczego poświęca czas innym.
– Oboje z Bradem uważamy, że nie wolno strawić życia tylko na zabawie. Los dał nam tak dużo, jesteśmy mu coś winni – odpowiedziała zwyczajnie.
Pitt ją wspiera, towarzyszy w podróżach, otwiera portfel. W 2006 roku założyli fundację Jolie-Pitt, z której wsparli m.in. organizacje Global Action for Children oraz Lekarze bez Granic.
„Prawdziwy bohater Nowego Orleanu i wzór do naśladowania dla Ameryki” – tak o Pitcie wyraziła się Nancy Pelosi z Białego Domu. Nie bez powodu. Zaraz po huraganie Katrina, Pitt i Jolie na konto zrujnowanego miasta przekazali milion dolarów, aktor stał się też rzecznikiem budowy 150 dostępnych domów na Lower 9th Ward. Ostatnio występował w tej sprawie w Kongresie, spotykał się z prezydentem Obamą.
[srodtytul]Dzieci przede wszystkim[/srodtytul]
Wiele gwiazd, zwłaszcza kobiet, staje się ambasadorami UNICEF. Lista aktorek, które walczyły o prawa dzieci, jest długa: od Audrey Hepburn zaczynając, przez Sarah Jessicę Parker, Susan Sarandon, Whoopie Goldberg, Jessicę Lange, Lucy Liu czy Mię Farrow znów na Angelinie Jolie kończąc. Z UNICEF pracują również mężczyźni – aktorzy, piłkarze, politycy, pisarze. Czasem ich działalność nie ogranicza się do odwiedzin domów dziecka i szpitali. Ewan McGregor wystawił na aukcję swój luksusowy motocykl Guzzi, Robbie Williams zorganizował mecz piłkarski, z którego dochód przeznaczył na pomoc dzieciom, Colin Farrell wystąpił gratis w spocie reklamowym UNICEF.
Zdarzają się też inne inicjatywy, jak np. Shoe 4 Africa. Sportowiec Toby Transer uznał, że Kenia pełna jest talentów lekkoatletycznych, które się nie rozwijają, bo ich rodziców nie stać nawet na buty. Akcja „Buty dla Afryki” trwa nieprzerwanie od kilkunastu lat, wciągnął w nią m.in. Natalie Portman i Cameron Diaz.
Paul Simon upomina się o rozszerzenie ubezpieczeń zdrowotnych dzieci. Piosenkarz razem z Irwinem Redlenerem założył w 1987 roku fundację Children’s Health Fund. W latach 80. Simon dał koncert dla bezdomnych Nowego Jorku, zobaczył wówczas bezmiar wielkomiejskiej nędzy, w jakiej żyją dzieci. Często zasila kasę fundacji pieniędzmi z charytatywnych koncertów.
Inny idol muzyki pop – Bono – pomógł założyć organizację, która za cel postawiła sobie walkę z nędzą i chorobami na świecie. Również dzięki jej naciskom administracja Busha w ciągu kilku lat przeznaczyła 15 mld dolarów na badania nad AIDS. Dziś Bono przekonuje administrację Obamy do pomocy Afryce.
Bywa, że impulsem do podjęcia działalności charytatywnej stają się dla celebrytów własne tragedie. Paul Newman w 1978 roku stracił pierworodnego syna. Scott zmarł w wieku 28 lat na skutek przedawkowania narkotyków. Od tamtej pory cały dochód (przekraczający 200 mln dolarów) z firmy Newman’s Own produkującej sosy, dressingi, lemoniadę i popcorn aktor przeznacza m.in. na leczenie narkomanów.
Natomiast Michael J. Fox, który jako 30-latek zachorował na parkinsona, założył fundację wspierającą badania nad tą chorobą.
Bardzo aktywnie gwiazdy włączają się w zbieranie pieniędzy na pomoc ofiarom AIDS. Nic dziwnego. „W Hollywood wiele osób znało lub nawet miało w rodzinie kogoś dotkniętego tym wirusem” – mówiła, płacząc, Sharon Stone podczas jednej ze słynnych kolacji, jakie odbywają się podczas festiwalu w Cannes na rzecz organizacji AMFAR. Przed nią przewodniczyła tym bankietom Elizabeth Taylor, dziś chętnie dołączają się inne gwiazdy. Wejście na tę kolację kosztuje ok. 25 tys. dolarów. Z biletów i aukcji (licytacja kolacji z gwiazdą, pocałunku starletki lub lekcji tenisa z czempionem) zbiera się tam w jeden wieczór po kilka milionów.
[srodtytul]W obronie zwierząt[/srodtytul]
Gwiazdy pomagają bliźniemu, ale upominają się też o los „braci mniejszych”. W Europie Brigitte Bardot od lat występuje o ochronę fok, a także polskich wilków. W Stanach aktorzy toczą walkę o wieloryby. Rzecznikiem ochrony życia tych wielkich morskich zwierząt był zawsze Mel Gibson. Ostatnio dołączył też do niego Pierce Brosnan, który wydając serię przyjęć, przekonywał kongresmenów do uchwalenia nowego prawa i spotykał się na konferencjach prasowych z dziennikarzami. Na jednym ze spotkań przedstawiciel prasy spytał: „To co, zakazałby pan wyświetlania „Moby Dicka”?”. „Jak można zakazać Melville’a?” – ripostował Brosnan.
Znane są akcje przeciw zabijaniu zwierząt tylko dla luksusowych doznań. Noszenie futer w ciepłym Hollywood jest zbędne, a przez środowisko światłych sław uważane za prostackie. Jednak gdy najwięksi kreatorzy mody obwieścili w ostatnich sezonach powrót futer, nie wszystkie gwiazdy się im oparły. Mimo że ryzykują publiczne oblanie ich czerwoną farbą przez obrońców zwierząt, a zatem skandal i przydomek okrutnika.
[srodtytul]Wizerunek gwiazdy[/srodtytul]
Oczywiście, pojawiają się pytania, czy działalność charytatywna nie ma podbudować gwiazdorskiej pozycji. Zwłaszcza gdy aktorom towarzyszą fotoreporterzy, a relacje z podróży pokazują pisma typu „Hello!”. Włoszka Caterina Murino, która wystąpiła obok Daniela Craiga w „Casino Royal”, opowiadała mi:
– Zaproponowano mi, żebym była ambasadorem dobrej woli w fundacji AMFER działającej na rzecz afrykańskich dzieci. Niosę im trochę radości. Jako Caterina Murino nie byłabym dla nich kimś specjalnym, jako dziewczyna Bonda – jestem. W sierocińcu w Nairobi dzieci nie chodzą do szkoły i nie mają pojęcia, gdzie leżą Włochy, ale wszystkie znają Bonda. I były szczęśliwe, że mogą poznać jego dziewczynę. To była wielka radość.
Działalność charytatywną jako konieczny element wizerunku gwiazdy wykpił w filmie „Bruno” Sacha Baron Cohen. Tytułowy bohater, który chce być sławny, pyta w agencji do spraw wizerunku, czym się zająć, by było o nim głośno. Doradczynie się zastanawiają, czy ochroną słoni w Afryce, czy biednymi dziećmi. Analizują ze śmiertelną powagą, które tereny i tematy są już zajęte i przez kogo. Na końcu filmu reżyser parodiuje słynną piosenkę dla Afryki „We Are the World”. Bruno śpiewa ją m.in. z Bono i Eltonem Johnem, wreszcie w kręgu gwiazd.
Ale nawet jeśli działalność charytatywna w kręgach celebrytów jest snobizmem, to i tak wszystkim to wychodzi na dobre. Skutki są wymierne. Dziś gwiazdorstwo zobowiązuje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA