Lokaty i inwestycje

Blask rubinów sprzed lat

Jacek Zięta gemmolog
Fotorzepa
Rozmowa z Jackiem Ziętą, gemmologiem
[b]RZ: Kamienie szlachetne obok złota kiedyś stanowiły główny cel inwestycji. Dziś jest inaczej, stosunkowo nieliczni inwestorzy interesują się diamentami, a o kamieniach barwnych niewiele się mówi i pisze.[/b]
Jacek Zięta: Nie jest tak źle. Naprawdę cenne egzemplarze bardzo szybko znajdują nabywców. Pięknych kamieni jest na rynku coraz mniej, ponieważ główne złoża zostały wyczerpane. Firmy zajmujące się wydobyciem rzucają na rynek zwykle egzemplarze średniej klasy. Najlepsze trafiają do sejfów. Wypływa stąd prosty wniosek, że za jakiś czas ceny muszą znacząco wzrosnąć. Jest to więc bardzo ciekawy kierunek inwestycji dla osób, które lokują w perspektywie wieloletniej. [b]O cenie kamienia barwnego decyduje przede wszystkim jego barwa i masa.[/b]
Bardzo ważna jest też czystość, którą jednak ocenia się nieco inaczej niż w przypadku diamentów. Idealnie czysty rubin to najczęściej kamień syntetyczny, czyli wart wielokrotnie mniej niż naturalny. [b]Podobno coraz trudniej odróżnić takie kamienie od naturalnych?[/b] Wkraczamy na trudny grunt. Około 90 proc. kamieni obecnych na rynku poddano różnym modyfikacjom. Części z nich w ogóle nie powinno się klasyfikować. W Polsce jest grupa kilkudziesięciu ekspertów gemmologów, z których zaledwie kilkunastu jest w stanie wydać wiarygodną opinię na temat kamieni barwnych. Ja sam zrezygnowałem z wyceny kamieni współczesnych, zajmuję się tylko dawnymi, ponieważ ryzyko pomyłki jest ogromne. Duża wartość kamieni jubilerskich spowodowała, że już w XIX wieku zaczęto je wytwarzać syntetycznie. Najpierw rubiny, które znalazły zastosowanie w zegarkach. Do tego celu nadają się one zdecydowanie bardziej niż kamienie naturalne. Jeszcze przed II wojną światową ceny niektórych kamieni syntetycznych były wyższe niż naturalnych. Koszty ich uzyskania były bowiem wysokie. Rozwój techniki spowodował wejście nowych, tańszych metod produkcji. Pojawiły się też technologie poprawiania kamieni. Należy do nich usuwanie zanieczyszczeń poprzez drążenie laserowych mikrokanalików wypełnianych potem specjalną cieczą. Ingerencje trudno wykryć za pomocą normalnego mikroskopu. Potrzebny jest sprzęt warty kilka milionów euro, którym w naszym kraju dysponuje tylko laboratorium w Sosnowcu. Mój pierwszy nauczyciel – Wojciech Michalski – przedwojenny ekspert, jeden z najwybitniejszych gemmologów praktyków używał sprzętu, którzy dziś byłby bezużyteczny przy próbie oceny współczesnych kamieni. Moim zdaniem proces ten się pogłębi, będziemy mieli do czynienia z kolejnymi technikami tworzenia lub poprawiania kamieni. [b]Czyli kamienie syntetyczne i modyfikowane będą musiały tanieć, a ceny naturalnych pójdą w górę?[/b] Jest to kolejny powód, by decydując się na zakup, skoncentrować się na kamieniach wydobytych co najmniej kilkadziesiąt lat temu. W tej grupie znajdziemy najpiękniejsze, dziś nieosiągalne okazy. W dodatku rzadko występują one bez oprawy. Dzieła jubilerów sprzed lat zwykle podnoszą cenę i stanowią dodatkową zachętę dla potencjalnych inwestorów. Nie jest przecież bez znaczenia fakt, że na przykład szafir warty kilkaset tysięcy złotych został umieszczony w stylowej broszy i otoczony drobnymi diamentami, które dodatkowo eksponują klasę niebieskiego kamienia. Ja sam jestem wielkim miłośnikiem dawnej biżuterii, zwłaszcza renesansowej, która niezwykle harmonijnie łączy piękno oprawy i kamieni oszlifowanych co prawda w prosty sposób, lecz dobrze uwidaczniający ich charakter. [i]rozmawiał Piotr Cegłowski[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL