Finanse

Rząd musi prywatyzować

Trudna sytuacja finansów państwa. W 2009 r. dług może dojść do 54 – 55 proc. PKB wobec 47,1 proc. PKB w 2008 r.
Rzeczpospolita
Sprzedaż udziałów w spółkach poprawi kondycję finansów Polski.W innym przypadku zadłużenie naszego kraju sięgnie 60 proc. PKB, a budżet będzie miał kłopoty
Plan ministra skarbu Aleksandra Grada zakładał sprzedaż majątku za 36,7 mld zł. Ale ekonomiści nie wierzą, że rządowi uda się uzyskać z prywatyzacji do końca 2010 r. taką kwotę. Ostrzegają, że bez znacznych sum ze sprzedaży udziałów w państwowych firmach i bez obniżki poziomu potrzeb pożyczkowych Polska będzie miała ogromne problemy z utrzymaniem zadłużenia w ryzach.
Trudno też będzie spełnić żądanie Brukseli i obniżyć deficyt sektora finansów publicznych poniżej 3 proc. PKB w 2012 r. Także Międzynarodowy Fundusz Walutowy uważa, że konieczne jest podjęcie działań, aby zadłużenie nie zbliżyło się do poziomu 60 proc. PKB. Rząd cały czas podtrzymuje, że dług w relacji do PKB sięgnie w tym roku 51,5 proc. i nie zbliży się do 55 proc. PKB. – Nie jesteśmy zaniepokojeni rozwojem sytuacji, ale uważamy, że konieczne jest podjęcie odpowiednich działań – powiedział agencji Reuters Mark Allen z MFW.
– Realny poziom przychodów, jaki możemy osiągnąć, sprzedając państwowe spółki, to 10 – 15 mld zł – wyjaśnia były minister finansów Mirosław Gronicki. – Przy takim scenariuszu w przyszłym roku zadłużenie sektora finansów publicznych może się zbliżyć do 60 proc. PKB. W jego opinii już w tym roku może osiągnąć 54 – 55 proc. PKB. Nawet jeśli nastąpi lekkie przyspieszenie gospodarki, o którym mówił premier, i wzrost PKB sięgnie 2 – 3 proc., dochody budżetu wzrosną o około 6 – 9 mld zł. To za mało, aby się ustrzec przed niebezpiecznym zbliżeniem do ostatniego – trzeciego progu ostrożnościowego. Właśnie osiągnięcie poziomu 60 proc. w PKB w myśl ustawy o finansach publicznych nakłada na rząd konieczność zrównoważenia budżetu w następnym roku. Co zrobić, aby takiej groźby uniknąć? Recepta ekonomistów jest prosta – trzeba zmniejszyć potrzeby pożyczkowe, czyli zwiększyć dochody i obniżyć wydatki państwa. [wyimek]51,5 proc. w relacji do PKB ma zdaniem rządu wynieść w tym roku zadłużenie państwa[/wyimek] To może być bardzo trudne. Z obowiązujących w Polsce ustaw wynika, że tzw. wydatki sztywne będą musiały wzrosnąć w 2010 r. o co najmniej 15 – 17 mld zł, a przy 0,5-proc. wzroście dochody podatkowe raczej pozostaną na tegorocznym poziomie. Dodatkowe wpływy miały przynieść wyższe podatki, ale z tej zapowiedzi premier Donald Tusk się wycofał. – Dochody krajowe bez uwzględniania unijnych w przyszłym roku sięgną 235 mld zł – wylicza Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. – Wydatki wyniosą 327 mld zł. Ekonomista uważa, że nie uda się utrzymać tegorocznych wydatków na zakładanym po nowelizacji poziomie 300 mld zł – będą one o 10 mld zł wyższe. – Dokładając wzrost wydatków sztywnych o 17 mld zł, otrzymujemy kwotę 327 mld zł. Nie sądzę jednak, aby minister finansów zdecydował się aż tak bardzo podnieść deficyt – mówi Jankowiak. – Dlatego łącznie z dochodami unijnymi w budżecie 2010 r. założy dochody na poziomie 285 mld zł, a wydatki, wliczając środki UE, osiągną poziom 315 mld zł. Gronicki sądzi, że ministrowi finansów może już być ciężko ściągać kolejne zaliczki ze środków unijnych i zapisywać je po stronie dochodów. – Raczej będzie się starał szukać dochodów jednorazowych – np. dywidend ze spółek, które nie wypłacą ich w tym roku. PZU mogłoby zasilić państwową kasę kwotą sięgającą 8 mld zł. Prof. Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC, wskazuje też na możliwość uzyskania kredytów z międzynarodowych instytucji finansowych. [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mail=e.glapiak@rp.pl]e.glapiak@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL