Smutas czeka na wiosnę

fot: Nigel Roddis
Reuters
Gordon Brown zbudował potęgę swojej partii, ale kiedy już został premierem, pozostaje mu tylko wątła nadzieja, że zostanie uznany za mniejsze zło w czasie kryzysu
Jeszcze nieco ponad miesiąc temu wydawało się, że to już koniec Gordona Browna. Teoretycznie wszystkie składniki potrzebne do wymiany lidera były pod ręką: wewnętrzne wrzenie w partii po dramatycznych dla Partii Pracy wynikach wyborów lokalnych i europejskich (w niektórych regionach laburzyści zajęli w nich czwarte, a nawet piąte miejsce, uzyskując ogółem marne 16 procent głosów), skrajne oburzenie Brytyjczyków po ujawnieniu przez gazetę „The Telegraph” nieuprawnionych wydatków posłów – skierowane we wszystkie partie, ale szczególnie w partię rządzącą, fatalny stan gospodarki i kulawe próby jej naprawienia, wreszcie gotowy do przejęcia schedy następca – obecny minister spraw wewnętrznych Alan Johnson. Na początku czerwca wyglądało na to, że najbardziej honorowym i sensownym politycznie rozwiązaniem będzie jak najszybsze rozpisanie wyborów.Jednak kilka tygodni to w polityce długo. Dziś rewolta ucichła, oprócz paru niższych rangą postaci rezyg...
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL