Cywilizacja

Nieustraszeni odkrywcy kości

Homo erectus to jeden z przodków Homo sapiens. Potwierdziły to badania prowadzone przez Leakeyów
AFP
Gdyby nie trzy pokolenia niezłomnie kopiących w ziemi członków rodziny Leakeyów, nie mielibyśmy dowodów na to, że to Afryka przed milionami lat stała się kolebką ludzkości. To oni zmienili wiedzę o ewolucji człowieka
Przebojowy, robiący wokół siebie wiele hałasu Angliko-Kenijczyk bardziej wyglądał na pierwowzór Indiany Jonesa niż na nobliwego naukowca. Dzięki wizjonerstwu, ogromnemu szczęściu i uporowi Louis Leakey, kobieciarz i niespokojny duch, przysłużył się antropologii bardziej niż jakikolwiek inny człowiek nauki.
Największą jego zasługą na tym polu okazała się... jego rodzina. Żona, syn i synowa dokonali najbardziej znaczących odkryć w historii antropologii. Wszystkie one potwierdziły przyświecającą głowie rodu tezę: że kolebką ludzkości jest Afryka, a nie Azja, jak niektórzy wówczas sądzili. Leakeyowie odkryli, że obok siebie żyły różne gatunki istot praludzkich i że ich najdawniejsze dzieje sięgają kilku milionów lat wstecz. Teraz to podstawa naszej wiedzy o ewolucji człowieka. W połowie XX wieku większości antropologów wydawało się to nie do pomyślenia.
– Prace Leakeyów w Tanzanii zmieniły sposób postrzegania ewolucji i historii rodzaju ludzkiego – powiedział dr Norbert Andrew Kayombo, dyrektor generalny muzeów narodowych Tanzanii. – Jesteśmy dumni, że to nasz kraj był miejscem tych wielkich odkryć. Dziś Tanzania czci Leakeyów jak bohaterów narodowych, organizując wielki kongres z okazji 50. rocznicy ich największego odkrycia w tym kraju – odkopania szczątków osobnika z nieznanego wówczas gatunku: Zinjanthropus boisei (nazwany dziś Australopithecus boisei).     Już w wieku 13 lat urodzony w Kenii Louis Leakey, syn misjonarzy nawracających plemię Kikuju, wiedział, że będzie archeologiem. Znalazł kilka narzędzi kamiennych należących niewątpliwie do bardzo dawnych przodków człowieka. Jak dawnych? Aby się tego dowiedzieć, Louis pojechał do Anglii studiować paleontologię na Uniwersytecie w Cambridge. Po studiach miał wszelkie zadatki na antropologiczną gwiazdę: obronił doktorat, kierował kilkoma wyprawami archeologicznymi we wschodniej Afryce, a w 1932 roku odkopał w Kenii skamieniałe szczątki, które ogłosił najstarszymi pozostałościami praludzkimi. W tym momencie szczęście się od niego odwróciło: komisja naukowa zakwestionowała jego odkrycie, a sam Leakey wywołał skandal obyczajowy, który zszargał jego dobre imię w oczach wyczulonych na punkcie moralności brytyjskich badaczy. Kiedy jego ciężarna żona Frida z powodu złego samopoczucia nie była w stanie ilustrować książki antropologicznej Louisa, ten zatrudnił na jej miejsce inną ilustratorkę, 20-letnią Mary Nicol. Znajomość szybko przerodziła się w romans. Kiedy Frida urodziła Louisowi dziecko (drugie w tym małżeństwie), ten natychmiast wystąpił o rozwód. Mentorzy i koledzy po fachu przez wiele lat nie mogli mu tego wybaczyć. Źródła finansowania wykopalisk w Afryce nagle wyschły. Louis i Mary znaleźli się w dramatycznym położeniu: w mieszkaniu bez prądu i kanalizacji, z rzadkimi publikacjami naukowymi jako źródłem dochodów. Kiedy Frida w końcu zdecydowała się dać mu rozwód, Louis prędko poślubił młodszą o dziesięć lat nową partnerkę. Okazało się, że – z punktu widzenia dobra nauki – nie mógł lepiej postąpić. U jego boku z archeologa amatora Mary przeistoczyła się w rasowego naukowca. I stopniowo przejęła od niego kierownictwo afrykańskich wykopalisk. To, co znalazła, miało na zawsze zmienić oblicze antropologii.     Podczas gdy Louis odgrywał rolę szpiega w służbie Jej Królewskiej Mości i był mediatorem między zbuntowanym plemieniem Kikuju a kenijskim rządem, Mary nieprzerwanie kopała. Również wtedy, gdy jej mąż uganiał się za spódniczkami, co w latach 50. i 60. stało się częścią ich małżeńskiej codzienności. Od początku lat 50. przez następne ćwierć wieku cierpliwie i systematycznie przeczesywała znajdujący się w Tanzanii wąwóz Olduvai, cmentarzysko prehistorycznych kości i narzędzi. Louis bywał tam coraz rzadszym gościem, jednak kiedy w 1959 roku jego żona znalazła szczątki liczącego sobie 1,75 mln lat australopiteka (początkowo nazwała go Zinjanthropus boisei), znów obwieścił światu, że to najstarszy przodek człowieka. I tym razem się mylił, choć nie do końca. Rzeczywiście, znalezisko miało niesłychaną wartość: były to najstarsze znane wówczas szczątki przedstawiciela rodziny człowiekowatych. Nowego gatunku nie można było jednak nazwać przodkiem człowieka. To kryterium znacznie lepiej spełniał odkryty kilka lat później przez Mary i Louisa osobnik z gatunku Homo habilis (człowiek zręczny), najstarszy przedstawiciel rzędu naczelnych, u którego wreszcie udało się zidentyfikować ludzkie cechy, w tym dwunożność. To był kolejny wielki sukces i krok milowy w antropologii. Dumni z odkrycia „brakującego ogniwa” Leakeyowie utrzymywali, że pod względem rozwoju gatunek ten znajdował się wpół drogi między Homo sapiens a australopitekami. Jego szczątki, oszacowane na taki sam wiek jak poprzednie znalezisko, odkopano również w wąwozie Olduvai. „Do tego czasu pomysł, że dwa hominidy mogą zajmować te same tereny w tym samym czasie, wydawał się nie do pomyślenia dla większości naukowców” – napisała później Mary Leakey w autobiografii. Popularna wówczas teoria dotycząca płynnego zastępowania jednych, prymitywniejszych gatunków hominidów przez inne, bardziej zaawansowane, zaczęła się chwiać. – Bezpieczne linearne drzewo genealogiczne nagle stało się znacznie mniej uporządkowanym krzakiem z wieloma odgałęzieniami – podsumował wiele lat później Richard Leakey, syn Louisa i Mary. Wśród gęstwiny różnych gatunków dzisiejsi antropolodzy naszą linię rodową wywiedli od Lucy, osobniczki z gatunku Australopithecus afarensis. „Pramatka Ewa” żyła w Afryce przed 3,2 mln lat i poruszała się na dwóch nogach. Kryteria postawy wyprostowanej i dużej objętości mózgu wskazały kolejnych prawdopodobnych przodków człowieka: Homo habilisa (2,5 – 1 mln lat temu), Homo erectusa (1,8 mln – 360 tys. lat temu) i Homo heidelbergensisa (600 – 250 tys. lat temu). Naukowcy wciąż się spierają, czyje geny dziś w sobie nosimy.     Dla Louisa wykopaliska w Tanzanii były już tylko działalnością poboczną, bo pochłonęła go walka o ochronę afrykańskich małp człekokształtnych. Podszedł do tego zagadnienia we właściwym sobie stylu: wybrał trzy młode badaczki, których karierami umiejętnie pokierował. Nazwane później „aniołkami Leakeya” okazały się cenną inwestycją: Jane Goodall zasłynęła przełomowymi badaniami nad szympansami, Dian Fossey zaangażowała się w ochronę goryli, a Birute Galdikas skupiła się na orangutanach. Stały się niekwestionowanymi autorytetami w swoich dziedzinach. Louis jeździł po świecie, dawał wykłady i cieszył się zasłużoną sławą, kiedy dopadły go kłopoty zdrowotne. Zmarł na atak serca w 1972 roku w wieku 69 lat. Nieco wcześniej odwiedził go syn Richard, również antropolog, który pokazał ojcu wykopaną przez siebie czaszkę Homo habilisa. To znalezisko zdawało się potwierdzać teorię forsowaną przez seniora rodu, że człowiek współczesny nie wywodzi się od australopiteków, ale od istot bardziej przypominających dzisiejszych ludzi. Kolejnym potwierdzeniem tej teorii miało być odnalezienie przez Richarda szczątków jeszcze bardziej „ludzkiego” gatunku – Homo erectus (człowiek wyprostowany). Prawdziwą sławę antropologowi przyniosło odkopanie szczątków tzw. chłopca znad jeziora Turkana: niemal pełnego szkieletu 9 – 12-letniego Homo erectusa, który zmarł 1,6 mln lat temu. Richardowi udało się jeszcze odkryć nowy gatunek australopiteka, kiedy to zaangażował się w ryzykowną batalię przeciwko kłusownictwu w Kenii, a zwłaszcza przeciw nielegalnemu handlowi kością słoniową. Stał się orędownikiem kontrowersyjnego przepisu umożliwiającego strzelanie do kłusowników bez ostrzeżenia. Kiedy więc w 1993 roku samolot z 49-letnim Leakeyem na pokładzie spadł na ziemię, nikt nie miał wątpliwości, że stał za tym sabotaż. Richardowi cudem udało się przeżyć, ale amputowano mu obie nogi tuż pod kolanami. Po wypadku nie przerwał walki na rzecz ochrony przyrody. Zaangażował się też w działalność opozycyjną wobec kenijskiego rządu.     Richard pod wieloma względami powtórzył życiowy scenariusz stworzony przez ojca. Pierwszą żonę Margaret opuścił zaraz po tym, gdy urodziła dziecko. Nie zwlekając, związał się z Meave Epps, zoologiem specjalizującym się w badaniu małp naczelnych. To ona przejęła po mężu pałeczkę w dziedzinie prac terenowych, wciągając do tego ich starszą córkę Louise. Miała ona zaledwie sześć tygodni, kiedy wraz z rodzicami po raz pierwszy znalazła się na terenie wykopalisk nad jeziorem Turkana. Do dziś pracuje nad jego brzegami, wraz z matką kierując ekspedycjami poszukującymi kolejnych praludzkich skamieniałości. W 1999 roku ich zespół dołożył nowy element do układanki tworzonej od 50 lat przez ród Leakeyów. Niedaleko miejsca, w którym Richard wydobył szczątki słynnego „chłopca znad jeziora Turkana”, Meave i Louise odkopały liczące 3,5 mln lat kości nieznanego dotąd gatunku hominida. Nazwały go Kenyanthropus platyops, co oznacza „człowiek kenijski o płaskiej twarzy”. Genealogiczny gąszcz jeszcze bardziej się zagmatwał, bo w nowo odkrytym osobniku niektórzy badacze chcą widzieć jeszcze jednego przedstawiciela gatunku Homo. Według Meave tajemnica pochodzenia człowieka wciąż czeka na rozwiązanie. – Mieliśmy najpierw jednego kandydata do miana naszego przodka, teraz jest ich dwóch czy trzech – mówiła badaczka w jednym z wywiadów. – Trudno powiedzieć, który z nich jest lepszy. Głęboko wierzę w to, że znajdziemy ich jeszcze więcej.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL