Ekonomia

Płyń, jakbyś chciał zwyciężyć

Rafał Szukała 15 lat temu w Rzymie został pierwszym polskim mistrzem świata w pływaniu
PAP, Adam Hawałej Adam Hawałej
Rafał Szukała, jak kilku pływaków z jego pokolenia, medale zdobywał dla Polski, ale życie związał z USA
Dziwi się, że ktoś chce z nim rozmawiać. Prosi o telefon o innej porze, bo jest zajęty. Od razu mówi, że nie pracuje w oddziale giełdy nowojorskiej w Chicago, jak ktoś błędnie napisał, tylko w firmie, która zajmuje się oprogramowaniami dla maklerów giełdowych. Pewien związek z giełdą więc ma, ale to nie to samo. Jest informatykiem jak kilku polskich pływaków, którzy podobnie jak on kończyli studia w Ameryce.
Oczywiście wie o rozpoczynających się w Rzymie mistrzostwach świata. Tam został w 1987 roku mistrzem Europy juniorów, a siedem lat później zdobył pierwszy dla Polski tytuł mistrza świata seniorów. Ale nie żyje przeszłością, choć pływanie czasem o sobie przypomina. Będzie wraz z koleżanką i kolegą reprezentował swoją firmę w zawodach triatlonowych. On popłynie, koleżanka pobiegnie, a kolega pojedzie rowerem. Nie mógł odmówić, gdy padła taka propozycja. W pracy wiedzą o jego pływackich sukcesach. On sam najwyżej ceni sobie olimpijskie srebro w Barcelonie na igrzyskach 1992 roku. Złoty medal przegrał zaledwie o 0,03 sekundy z Amerykaninem Moralesem. – Widać Pablo miał dłuższe paznokcie – żartował wtedy na olimpijskiej pływalni położonej tuż obok stadionu olimpijskiego na wzgórzu Montjuic. Nie narzekał na los, cieszył się szczerze z medalu, na który nie liczył. Dwa lata później w Rzymie był już jednym z faworytów i nie zawiódł. Został pierwszym polskim mistrzem świata w pływaniu.
Czesław Szulc, trener z Poznania, mówił przed laty, że Rafał Szukała jest stworzony do wygrywania. – Perfekcyjnie reaguje na stres, najszybciej płynie w najważniejszych zawodach. O jego stalowych nerwach najlepiej świadczy fakt, że nie popełnia falstartów – chwalił swego zawodnika. Szukała w USA mieszka od 19 lat. Stara się bywać w Polsce co roku, ale ostatnio to rodzina była u niego w Chicago. Za rok, kiedy 11-miesięczny syn Max podrośnie, znów pojadą do Poznania. Wtedy odwiedzi Szkołę Podstawową nr 14, w której zaczynał karierę. Szkoła Mistrzostwa Sportowego, w której ją kontynuował, już nie istnieje. Teraz to jest normalne liceum. Jeszcze nie wie, czy wróci tu na stałe. Żona Maile (hawajskie imię) jest Amerykanką japońskiego pochodzenia. Była już z nim w Polsce i bardzo jej się podobało. On do Japonii jeszcze nie pojechał, nie ma czasu. Nie zdążył też dobrze poznać Ameryki. – Ale na pewno kiedyś to zrobię. Wypożyczę ogromną turystyczną ciężarówkę i pojedziemy w podróż marzeń, od Wschodniego do Zachodniego Wybrzeża – obiecuje, choć Maile tego nie słyszy. Żona jest prawniczką i też ma bardzo dużo pracy. Miesiąc temu był w Pasadenie w Kalifornii i miał nadzieję, że spotka tam swojego trenera z Mission Viejo Terry’ego Stoddarta, ale go nie zastał. Mówi, że sportowo czuje się spełniony i od dawna koncentruje się już tylko na karierze zawodowej. – Jak masz pracę, nie czujesz kryzysu, taka jest prawda – powtarza. Konsekwentnie dąży do zdobycia niezależności finansowej. Najczęściej spotyka się z Arturem Wojdatem, najlepszym kraulistą w historii polskiego pływania, rekordzistą świata, medalistą olimpijskim. Wojdat do dziś jest kawalerem. Skończył biochemię na uniwersytecie w Iowa, ale też pracuje jako informatyk, tyle że dorywczo. Wojdat również mieszka w Chicago. Krzysztof Cwalina, kiedyś najlepszy polski sprinter, olimpijczyk z Barcelony, jest w Seattle i pracuje w Microsofcie. – To on nas pociągnął za sobą, sprawił, że zaczęliśmy grzebać w komputerach – mówi Szukała. – Kiedyś tworzyliśmy zespół muzyczny, ale już dawno razem nie gramy. Pozostali koledzy też radzą sobie dobrze. Wojtek Wyżga i Adam Grodzki pracują w Tuscon w Arizonie, niektórzy zostali przy pływaniu. Mariusz Podkościelny prowadzi szkołę pływacką na Florydzie, Marcin Maliński osiadł w Islandii, a Bartek Kizierowski w Hiszpanii jest nie tylko trenerem, ale sam jeszcze pływa. Na pytanie, co teraz radziłby młodym ludziom: wyjeżdżać czy trenować w Polsce, Szukała odpowiada zdecydowanie: – Dać wolny wybór, są inne czasy. Otylia Jędrzejczak, trenując w Polsce, została najlepszą pływaczką na świecie. Paweł Korzeniowski, Mateusz Sawrymowicz, Przemek Stańczyk wygrywali mistrzostwa świata. Nie ma więc żelaznej reguły. Wojdat i ja mieliśmy talent, dobrych trenerów i dużo szczęścia. [srodtytul]Dwadzieścia lat wcześniej[/srodtytul] Rok 1989. Bonn. Rafał wygląda na nieśmiałego, ale gdy zaczyna mówić, jego wypowiedzi są logiczne i refleksyjne. Odpowiada na pytania po angielsku. Mówi, że złoty i srebrny medal mistrzostw Europy to dla niego ogromna niespodzianka. W najśmielszych marzeniach nie liczył na ten sukces. Błyskają flesze, dziennikarze spisują opowieść 18-letniego poznaniaka. Szukała opowiada o trenerach, Leszku Szymkowiaku i Szulcu, o Szkole Mistrzostwa Sportowego, o Poznaniu, mieście, w którym się wychował, o swoim hobby, czyli grze na gitarze. Miał talent do muzyki i pływania, ale basen był bliżej przedszkola, więc zaczął pływać, choć do dziś nie lubi zimnej wody. Zapytany przez jednego z niemieckich dziennikarzy, kiedy uwierzył, że może być pierwszy na 100 metrów stylem motylkowym, odpowiada z uśmiechem: – Na sprinterskim dystansie nie ma czasu na myślenie. Od startu do mety płynie się na pełnym gazie. Ale po 75 metrach miałem jeszcze siły, by zaatakować. Ten moment zdecydował o zwycięstwie. Gdy teraz, po 20 latach, pytam go, czy pamięta, co wtedy przed startem do wyścigu, w którym został pierwszym polskim mistrzem Europy, mówił amerykański trener Terry Stoddart, w słuchawce zapada cisza. Po chwili słyszę: – Powiedział: Rafał, czy ty wiesz, że możesz wygrać? I zaraz dodał: – Proszę cię o jedno, płyń tak, jakbyś chciał zwyciężyć. Dwa lata wcześniej, podczas mistrzostw Polski w Rzeszowie, Szukała zdobył złoty medal na 100 i srebrny na 50 metrów motylkiem. Wtedy się dowiedział, że pojedzie na staż do Mission Viejo w Kalifornii, i nasłuchał tylu komplementów, że mniej odpornym zakręciłoby się w głowie. Dziś twierdzi, że od tego wyjazdu wszystko tak naprawdę się zaczęło. Nie wiedział, co robić – jechać, nie jechać. Długo się wahał. Ojciec powiedział tylko: – Zrób to, co uważasz za stosowne. Jednak w końcu poradził, żeby jechać. O stażach w USA było już wtedy głośno po sukcesach Artura Wojdata i Mariusza Podkościelnego, największych gwiazd polskiego pływania tamtych lat. Każdy młody zawodnik marzył więc o Mission Viejo i pracy z trenerem Stoddartem. – Na mnie też zrobił wrażenie, ale wtedy wszystko, z czym się tam zetknąłem, szokowało. Terry potrafił się dogadać z ludźmi, każdego traktował tak samo podczas treningu. To dzięki niemu zrozumiałem, że mistrz musi być mistrzem w każdej chwili, nie tylko na zawodach. I – co najważniejsze – uwierzyłem, że mogę być delfinistą światowej klasy. Wmawiał mi to do znudzenia. Bardzo ciepło wspomina też rodzinę, u której mieszkał 11 miesięcy. Nie bał się treningów, tylko tego, jak się odnajdzie w innym otoczeniu, oderwany od domu i kolegów. I jeszcze język. – Jadąc do Mission Viejo, miałem piątkę z angielskiego, ale tak naprawdę nic nie umiałem. Dopiero po trzech miesiącach zacząłem rozumieć, co do mnie mówią. [srodtytul]Zaproszenia nie było[/srodtytul] Nie śledzi dokładnie tego, co się dzieje w pływaniu. W amerykańskiej telewizji tego sportu jest bardzo mało. Tylko Michael Phelps przebił się do powszechnej świadomości. Jego osiem złotych medali olimpijskich w Pekinie zrobiło na Amerykanach wrażenie. Jest teraz w czołówce najsłynniejszych sportowców kraju. Najwięcej informacji Szukała czerpie z polskich gazet. Włącza Internet i wie, który z Polaków ma szansę na dobry występ w Rzymie, wie, że zabraknie tam Otylii Jędrzejczak, czyta o kontrowersyjnych kostiumach, w których pływa się dużo szybciej. Ale nie kryje, że zamiast siedzieć przed komputerem, woli zagrać dzieciom na gitarze, porozmawiać z nimi po polsku, przeczytać bajkę. To jest teraz jego świat. Gdy pytam, czy pojechałby do Rzymu, gdyby dostał zaproszenie dla pierwszego polskiego mistrza świata, który właśnie tam odniósł historyczne zwycięstwo, mówi, że chętnie, ale zaraz się zastanawia, co z pracą, z dziećmi. Właśnie idzie z synem Maksem do lekarza. 4,5- letnia córka Anastazja też pływa, na razie rekreacyjnie, ale kto wie? Nie mógłby tak nagle wszystkiego zostawić i polecieć do Włoch. Problemu jednak nie ma, bo nikt go nie zaprosił. [ramka][srodtytul]Rafał Szukała (1971),[/srodtytul] Wicemistrz olimpijski (Barcelona 1992), mistrz świata (Rzym 1994) i Europy (Bonn 1989) na 100 m stylem motylkowym. W Bonn zdobył też srebrny medal na 200 m. Absolwent University of Iowa. Ukończył psychologię i informatykę. Trzykrotny olimpijczyk (Seul 1988, Barcelona i Atlanta 1996). W Barcelonie oprócz srebrnego medalu na 100 m zajął jeszcze czwarte miejsce na 200 m st. motylkowym. Dziesięciokrotny mistrz Polski. Reprezentował Wartę i Olimpię Poznań oraz Mission Viejo Nadadores i University of Iowa. Chorąży polskiej reprezentacji olimpijskiej w Atlancie. Czterokrotnie był w dziesiątce plebiscytu „Przeglądu Sportowego” na najlepszego sportowca Polski. Żonaty, ma córkę Anastazję i syna Maksa. Mieszka w Chicago.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL