Biznes

Małe auta z polskich fabryk coraz trudniej dostępne

Ford KA
Fotorzepa, Tom Tomasz Jodłowski
Koniec samochodowego eldorado. Na zakup małego auta w salonach w naszym kraju trzeba czekać nawet do przyszłego roku
– Dopiero teraz odebrałem forda ka, którego zamówiłem w lutym. A samochód miał być jeszcze w marcu – żali się klient warszawskiego dilera Auto Plaza. Sprzedawcy rozkładają ręce: trzeba czekać, bo popyt na małe auta zwiększył się kilkukrotnie. – Wszystko na pniu wykupują Niemcy – tłumaczą.
Kto dziś zdecyduje się na kupno małego samochodu, będzie mocno zaskoczony. Choć motoryzację gnębi kryzys, salony odprawiają chętnych z kwitkiem. Zwłaszcza tych, którzy chcieliby kupić małe auta produkowane w polskich fabrykach – fiaty panda i 500 czy fordy ka. Jeszcze kilka miesięcy temu można je było odbierać niemal od ręki. [wyimek]25 tys. aut kupionych w polskich salonach trafiło w pierwszym półroczu 2009 r. do klientów za granicą[/wyimek]
Natarcie zza Odry na polskie salony ruszyło po wprowadzeniu przez niemiecki rząd dopłat za złomowanie wyeksploatowanych aut. Kto oddaje stary samochód, dostaje przy kupnie nowego premię w wysokości 2,5 tys. euro. Nic więc dziwnego, że gdy złoty na początku roku dramatycznie się osłabił, korzystny przelicznik zadziałał na Niemców jak magnes. Jeszcze wiosną u poznańskiego dilera Forda – w firmie Auto Watin – Niemcy stanowili większość klientów. Teraz jedną trzecią. Ale i tak na produkowanego w Tychach forda ka trzeba czekać nawet do stycznia. Niewiele krócej, bo do grudnia, czeka się na nieco większą fiestę. – Mamy także chętnych z innych krajów objętych dopłatami, np. z Holandii czy Wielkiej Brytanii – mówi Anna Orłowska z Auto Watin. W szczecińskim salonie Auto Gryf zamawianą dziś 500 produkowaną w tyskich zakładach Fiata można odebrać dopiero w październiku lub w listopadzie. Tu także sprzedaż napędzają Niemcy. – Status zamówień cały czas się zmienia. Samochód może przyjść wcześniej, ale może też później, w zależności od sytuacji w fabryce – zaznacza Jacek Rachwał z Auto Gryfu. Jak przyznał jeden z dilerów z Wrocławia, na Zachód wyjeżdżają ciężarówki wyładowane kupionymi w Polsce nowymi samochodami. Według danych monitorującego rynek Instytutu Samar od stycznia do czerwca sprzedaż najmniejszych aut wzrosła w porównaniu z pierwszym półroczem 2008 r. o ponad 28 proc. Coraz więcej firm rezygnuje z rabatów, które miały napędzać sprzedaż. Niestety, ten boom nie przekłada się na nasz rynek. Według Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego liczba rejestracji nowych samochodów spadła o blisko 17 proc. – Szkoda, że polski rząd nie zdecydował się na wsparcie dla kupujących. Wtedy spora część aut zostałaby w kraju – uważa prezes PZPM Jakub Faryś. Zmniejszyłoby to liczbę wraków na naszych drogach.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL