Kolekcje

W krajowych antykwariatach ceny są najwyższe

Kazimierz Kozica - historyk kartografii
Fotorzepa, Piotr Cegłowski PC Piotr Cegłowski
Rozmowa z Kazimierzem Kozicą, historykiem kartografii
[b]Rz: Wielki kolekcjoner Tomasz Niewodniczański z Bitburga w Niemczech przekazał swe wspaniałe zbiory poloniców Zamkowi Królewskiemu w Warszawie.[/b]
Kazimierz Kozica: Przez dziewięć lat byłem jego bliskim współpracownikiem. Nie chcąc rozstać się z kolekcją, której poświęciłem tyle czasu, pracuję nad nią dalej na zamku. Dzisiejsza wartość zbiorów jest wielokrotnością kwot, które poszczególne obiekty kosztowały przed laty. Wiele z nich doktor Niewodniczański wyszukał i kupił w latach 70. i 80. ubiegłego wieku, gdy polonica miały relatywnie niewysokie ceny. Nic więc dziwnego, że później niejednokrotnie stwierdzał: „Szkoda, że w niektórych przypadkach zrezygnowałem z zakupu, uważając cenę za zbyt wygórowaną. Dzisiaj gotów byłbym zapłacić znacznie więcej”. [b]Dzieła sztuki najwyżej ceni się w krajach, z których pochodzą ich twórcy.[/b]
Podobnie dzieje się w przypadku map. Regułą jest to, że zbliżonej jakości dzieła kartograficzne pochodzące z tej samej oficyny mogą mieć bardzo zróżnicowane ceny tylko ze względu na to, co ukazują. Najdroższe są dawne mapy Ameryki, Cypru, Ziemi Świętej oraz widoki Jerozolimy, Wenecji czy Londynu. Kilka lat temu modna stała się Rosja i wszystko, co związane z tym krajem. Na efekt nie trzeba było długo czekać – ceny poszły w górę. Kolekcjonerzy zwykle zbierają mapy z terenu, który im jest najbliższy ze względu na miejsce zamieszkania czy też urodzenia. Ja sam szczególnym sentymentem darzę Wrocław i Dolny Śląsk. [b]Czy przekłada się to na zakupy?[/b] Pensja pracownika naukowego nie pozwala mi na realizację kolekcjonerskiej pasji, czasem jednak pokusa jest tak silna, że decyduję się na zakupy. Niedawno kupiłem za 1000 euro rzadką mapę Baronatu Żmigrodzkiego z 1676 roku Johanna Christiana Bergera. Z kolei będąc na Manhattanie, nie mogłem sobie odmówić przyjemności kupienia widoku Wrocławia z „Kroniki świata” Hartmanna Schedla z 1493 roku. Zapłaciłem około 430 dolarów, czyli 30 proc. ceny, która obowiązuje w Polsce. Ten przykład pokazuje, że interesujących okazów warto szukać w antykwariatach na całym świecie. Zwykle antykwariusze eksponują druki pochodzące z kraju lub miasta, w którym się znajdują, ale w ofercie mają mnóstwo innych ciekawych obiektów. Kto potrafi je odszukać – może trafić na wyjątkową okazję. Zanim upowszechnił się Internet, takie poszukiwania nierzadko dawały fantastyczne rezultaty. Dziś jest już trudniej, bo nic nie stoi na przeszkodzie, żeby antykwariusz z Nowego Jorku sprawdził, ile mieszkaniec Wrocławia jest skłonny zapłacić za druk związany z jego miastem. [b]Czy także droższe dzieła można kupić za ułamek ich wartości?[/b] Wrocławska Biblioteka Uniwersytecka i jej Zbiory Kartograficzne w latach 80. XX wieku kupiły unikatową mapę Rosji z 1562 roku, wykonaną przez Anglika Anthony’ego Jenkinsona. W środowisku naukowym historyków kartografii była to sensacja na światową skalę. Wartość tej niezwykłej mapy, którą chętnie kupiliby zarówno Rosjanie, jak i Brytyjczycy (British Library jej nie posiada), oceniam na co najmniej pół miliona euro. Przeróbka tej mapy została osiem lat później włączona do pierwszego w dziejach atlasu, wydrukowanego w 1570 roku w Antwerpii przez Abrahama Orteliusa. Wiadomo więc było, że musi istnieć, tylko długo nikt nie potrafił jej znaleźć. [b]Co decyduje o wartości mapy?[/b] Wszystko, co decyduje o jej unikalności: liczba zachowanych egzemplarzy, klasa artystyczna i jakość kartograficzna oraz – oczywiście – epoka, w której powstała. Wspomniany atlas Orteliusa miał ponad 40 wydań. Warto wspomnieć, że zawierał także mapę Polski, którą dziś można kupić za około 1 tys. euro, w zależności od stanu zachowania i kolorytu. Dla porównania – podobna mapa Polski pochodząca z atlasu Gerarda de Jode, który miał tylko dwa wydania – z 1578 i 1593 roku – musi kosztować więcej, na pewno powyżej 5 tys. euro. [b]A co z mapami z okresu poprzedzającego wynalazek druku?[/b] Używano wtedy przede wszystkim portolanów, czyli map morskich malowanych ręcznie na pergaminie. Większość z nich przedstawia zarys wybrzeży Morza Śródziemnego. Ze względu na trwałość specjalnie preparowanej skóry używano ich do końca XVI wieku. Wszystkie portolany zostały skatalogowane. Wiadomo, do kogo dziś należą, rzadko pojawiają się na aukcjach. W kolekcji doktora Niewodniczańskiego są tylko dwa egzemplarze. [b]W drugiej połowie XV wieku nastąpiła eksplozja wydawnicza porównywalna ze współczesną rewolucją informatyczną.[/b] Tak, ale z tego okresu zachowało się generalnie niewiele zabytków drukowanych. Łatwiej o druki z XVI wieku, natomiast szczególnym okresem jest wiek XVII, nazywany złotym wiekiem kartografii niderlandzkiej. W Niderlandach, a zwłaszcza w Amsterdamie, działało wtedy wielu wydawców i kartografów. Dziś piękną mapę z tego okresu można kupić już za kilkaset euro. Oznacza to, że generalnie można nie obawiać się fałszerstwa. Dla specjalistów podrabianie przedmiotów w tej cenie to żaden interes. [b]Czy zetknął się pan z podrobionymi mapami?[/b] Tylko raz. Ponadto w nielicznych przypadkach możemy mieć do czynienia z późniejszym drukiem, do którego użyto oryginalnych dawnych płyt. Niedawno musiałem wyprowadzić z błędu antykwariusza, który kupił datowany na 1635 rok plan Braniewa. Był to jednak druk z XIX wieku. [b]Jakimi mapami powinni zainteresować się inwestorzy, którzy szukają pewnych form lokowania swoich pieniędzy?[/b] – Podobnie jak w przypadku innych dzieł sztuki należy koncentrować się na obiektach bardzo rzadkich i cennych. Kosztują więcej, ale też najszybciej zyskują na wartości i – co równie istotne – łatwo je później sprzedać. [i] —rozmawiał Piotr Cegłowski[/i] [ramka][b] [link=http://www.rp.pl/temat/181797.html]Więcej w serwisie Kolekcje[/link][/b][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL