Piłka nożna

Beckham od gwizdów do owacji

Ronaldinho i Beckham - największe gwiazdy meczu
AFP
Aż 30 tysięcy widzów oglądało genialną momentami grę Ronaldinho w hitowym meczu pomiędzy Los Angeles Galaxy a AC Milan w Home Depot Center. Davida Beckhama przywitały obelgi i gwizdy, a żegnały brawa.
"Beckham nie otrzymał królewskiego przyjęcia" - napisał po meczu "Los Angeles Times". Rzeczywiście, wszyscy spekulowali, że były kapitan Galaxy zostanie wygwizdany w swoim pierwszym występie przed miejscową publicznością od dziewięciu miesięcy. Anglika przywitały przed meczem gwizdy i buczenie, które następnie towarzyszyły mu przy każdym kontakcie z piłką - do pewnego momentu. Beckham rozgrywał bowiem świetną partię przeciwko drużynie, do której pod koniec ubiegłego roku odszedł na wypożyczenie, czego nie mogli mu wybaczyć kibice w Los Angeles.
Reputacji angielskiego pomocnika nie pomogła niedawno wydana książka, napisana przez dziennikarza "Sports Illustrated" Granta Wahla, a zatytułowana "Eksperyment z Beckhamem". "Landon Donovan to prawdziwy lider, a nie żaden eksperyment" - głosił jeden z transparentów wywieszony tego dnia na trybunach Home Depot Center. Anglik zrobił jednak tego dnia wszystko, aby odzyskać sympatię tłumu. Biegał ambitnie do każdej piłki, starał się rozgrywać, angażował się w walkę w defensywie. Był niezmordowany, zmobilizowany, a momentami - genialny, jak za najlepszych momentów swojej kariery. Jak choćby w 7. minucie, posyłając precyzyjne długie podanie do Eddiego Lewisa, który nie potrafił jednak wykorzystać sytuacji sam na sam z Zeljko Kalacem i fatalnie spudłował. Po dokładnie pół godziny gry kolejny cross Anglika umożliwił Alanowi Gordanowi zaliczenie asysty. W ten sposób zespół Galaxy doprowadził do remisu, bo kwadrans wcześniej do siatki trafił Thiago Silva.
Po przerwie sytuacja się powtórzyła. Goście odzyskali prowadzenie po genialnym zagraniu Ronaldinho do Filippo Inzaghiego, ale Beckham znów wypracował gola dla ekipy Los Angeles - po stałym fragmencie i bardzo precyzyjnym dośrodkowaniu na głowę Bryana Jordana. Skończyło się więc na 2:2, a gdy Anglik w 75. minucie schodził z boiska, kibice okazali mu zdecydowanie więcej sympatii. - Jeżeli będzie nadal grać na takim poziomie, to na pewno będzie ich miał po swojej stronie - skwitował po meczu Donovan. Tego dnia publiczność w HDC więcej sympatii okazała jednak Ronaldinho - upadłemu gwiazdorowi, który przecież jeszcze trzy lata temu był uznawany jednogłośnie za najlepszego piłkarza świata. W niedzielę udowodnił - dlaczego. Jak za swoich najlepszych chwil w Barcelonie bawił się z piłką przy nodze, przerzucał ją nad głowami rywali. Czy grał "pod publiczkę"? Oczywiście, ale właśnie to się wszystkim najbardziej podobało. Amerykańscy kibice przyzwyczajeni do poprawnej solidności bez polotu w wykonaniu piłkarzy MLS z otwartymi ustami oglądali techniczne fajerwerki w wykonaniu 29-latka. Ronaldinho był bezsprzecznie największą gwiazdą i najlepszym piłkarzem tego meczu. Amerykańscy kibice piłki nożnej wreszcie doczekali się gry na najwyższym, światowym poziomie. A to dopiero początek. We wtorek w Pasadenie zagrają towarzysko Inter Mediolan (ciągle ze Zlatanem Ibrahimovicem, wystąpił w niedzielnym sparingu z meksykańską Americą) z FC Chelsea, a 1 sierpnia do L.A zawita wielka Barcelona. [i]Marcin Harasimowicz z Los Angeles[/i]

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL