Wiadomości

Piskorski nigdy mnie nie zawiódł

Andrzej Olechowski
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
- W sytuacji, gdy polska scena polityczna działa jak kartel, Paweł Piskorski znalazł na nią wejście - mówi Andrzej Olechowski w rozmowie z "Rz"
[b]Rz: Zgadza się pan ze stwierdzeniem, że człowiek odradza się co siedem lat?[/b]
[b]Andrzej Olechowski:[/b] Siedem lat temu rzeczywiście powiedziałem, że nie będę już brał udziału w żadnych wyborach. I choć jeszcze się nie zdecydowałem, to poważnie zastanawiam się nad udziałem w wyborach prezydenckich. Mam nadzieję, że takie drobne nadużycie w sytuacji, gdy zmieniła się Polska i ja się zmieniłem, ujdzie mi w razie czego na sucho. Jestem bardzo namawiany przez ludzi. I nie mam na myśli przyjaciół i rodziny, bo oni raczej mi odradzają, tylko zwykłych ludzi. Dostaję dziesiątki e-maili i listów dziennie.
[b]Dopóki nie ogłosił pan, że może będzie kandydował, tych listów pan chyba jednak nie otrzymywał?[/b] Nie otrzymywałem. Głównym impulsem do ponownego zaangażowania się politycznego było moje niezadowolenie z Platformy i rozczarowanie sytuacją, w jakiej znajduje się Polska. Bo uważam, że Polska jest w zastoju. Na szczęście Polacy nie. I to mimo że pole styku z państwem dla ludzi jest polem, na którym nic dobrego ich nie spotyka. Mamy państwo anachroniczne. [b] I jako prezydent chce pan to zmienić? To dlaczego zamiast od razu ogłosić, że pan kandyduje, zapowiada pan, że najpierw pojeździ po kraju, a potem zdecyduje? Co ma z tego wyniknąć?[/b] Celem moich spotkań zaplanowanych na wrzesień i październik jest upewnienie się, że potrafię komunikować się skutecznie z Polakami. Że to, co mówię, mówię w sposób, który jest zrozumiały. [b] Może tym, którzy chcą, by pan kandydował, damy instrukcję, jak mają się zachowywać na tych spotkaniach?[/b] Przeważnie gdy pani mówi do kogoś, to widzi, czy on to rozumie, czy też nie. Nie będę stosował do tego specjalnych urządzeń. [b]To Paweł Piskorski był pierwszym, który powiedział do pana: Słuchaj, Andrzeju, kandyduj w wyborach prezydenckich 2010 r., a SD cię porze?[/b] Spotkały się dwa projekty. Pierwszy - Pawła Piskorskiego, który jest zawodowym politykiem i chce się spełniać w polityce. Postanowił więc do niej wrócić w sposób skuteczny. [b]Rzeczywiście wymyślił dość diabelski sposób, przyzna pan?[/b] Znalazł rozwiązanie, moim zdaniem, unikatowe. W sytuacji gdy polska scena polityczna działa jak kartel, on znalazł na nią wejście. Znalazł instytucję, pieniądze i dał siebie. Jego wigor i energia zapala ludzi. Często to widzę. [b]To z jakim drugim projektem spotkał się "wigor Piskorskiego"?[/b] Z moim. Chciałbym dać impuls do wznowienia procesu modernizacji Polski. Żeby znowu zaczęło się dziać, nie było tak beznadziejnie. Teraz nic się nie dzieje. Z jakimi ustawami, poza ustawą pomostową, kojarzy się pani PO? [b]Z ustawą medialną, mówiąc ironicznie. Lech Wałęsa już dawno temu ukuł powiedzenie: "Olechowski chce być trochę w ciąży".[/b] Choć cenię intuicję prezydenta Wałęsy, bo jest w tej dziedzinie nie do przebicia, mam wrażenie, że w tej sprawie się myli. Gdy rezygnowałem z różnych stanowisk, oceniałem, że dalsze na nich trwanie przyniesie Polsce i mnie więcej szkody niż pożytku. [b]Przecież nie o to chodzi w tym określeniu. Teraz stanął pan na czele rady programowej SD, czyli bardzo ważnego partyjnego gremium, ale do partii pan nie wstąpił. To chyba trochę dziwna konstrukcja?[/b] Nic nowego pod słońcem. Do PO przez długi czas nie wstępowałem. Nie jestem zwierzęciem stadnym, partyjnym. Konstrukcja naszej umowy z Piskorskim jest taka, że na podstawie tez, jakie on przygotował, ja przygotuję program. Razem z osobami, które są w SD, będą w SD bądź nigdy do tej partii nie wstąpią. I władze stronnictwa go zatwierdzą lub nie. [b]Kim są ci ludzie?[/b] Powiem we wrześniu, bo najpierw muszę mieć komplet tych osób. [b]Hanna Gronkiewicz-Waltz powiedziała, że jak pan zajmuje się programem SD, to nigdy tego programu nie będzie. Może dobrze wie, o czym mówi, bo przez lata był pan szefem rady programowej PO.[/b] To niech to będzie mój zakład z panią Gronkiewicz. A swoją drogą to były krótkie miesiące, a nie lata. [b]Czy pan zna ludzi SD, tych ze "starego" naboru?[/b] Tak. Nim zdecydowałem się na współpracę z SD, spotkałem się z zarządem, który składa się w większości z długoletnich działaczy Stronnictwa. Odniosłem wrażenie, że są to panowie, którzy czują się rzecznikami małych i średnich firm w Polsce. I tu pozostajemy w całkowitej zgodzie. A w pozostałych sprawach programowych są bardzo otwarci. Byłem też pod wrażeniem tego, że poczuwają się do obowiązku, aby sprawić, że SD wróci do poważnej polityki. Alternatywnym rozwiązaniem byłoby konsumowanie majątku Stronnictwa. Postanowili jednak ten majątek sprzedać i użyć go po to, by SD przełamało kartel partyjny w Polsce. [b]Ci ludzie nie "pachną", pana zdaniem, PRL-em?[/b] Nie. Pachną polską klasą średnią. [b]Jak to z panem właściwe jest: niedawno Ryszard Bugaj wypomniał panu w "Rz", że przy Okrągłym Stole, siedząc jako reprezentant ówczesnej strony rządowej, był pan bardzo antyzwiązkowy. A teraz mówi pan o solidarności społecznej.[/b] Każdy pamięta to, co chce. [b]A to nieprawda?[/b] Pamiętam, że pan Bugaj przy Okrągłym Stole przeforsował wiele rozwiązań, które były później przekleństwem Polski, tak jak słynna indeksacja płac. W żadnym wypadku nie jestem systemowym przeciwnikiem związków zawodowych. [b]Tylko?[/b] Wprost przeciwnie. Uważam, że związki zawodowe są istotnym reprezentantem obywateli w sprawach pracowniczych. W tym sensie miejsce związków zawodowych jest trwałe, chyba że sami związkowcy to schrzanią. [b]Jak mogą "schrzanić"?[/b] Zawsze byłem przeciwnikiem mocnego angażowania się związków w politykę i dokonywania tak silnych wyborów partyjnych, jak to bywało. [b]Wracjąc do Piskorskiego. Było oczywiste, że jeśli chcecie obaj wrócić do polityki, musicie ten związek zawrzeć. Uzupełniacie się w sensie ról politycznych.[/b] Bardzo lubię Piskorskiego i jeśli się na nim kiedyś zawiodłem, to nie pamiętam. W ostatnich latach spotykaliśmy się co parę miesięcy, żeby poplotkować o polityce. [b] Po odrzuceniu przez PO, w was obu była chyba chęć dalszego działania w polityce i dania pstryka po nosie Donaldowi Tuskowi, a Piskorski znalazł sposób, jak można to zrobić?[/b] Pewnie natura ludzka jest taka, że coś jest na rzeczy w tej diagnozie. Ale ja staram się, by tak nie było. Bardzo długo się zastanawiałem, jak podpisać list do Tuska. [b]Ten rozwodowy z PO?[/b] Ostatecznie podpisałem go "Z poważaniem i sympatią". I te dwa słowa nie są hipokryzją. Choć jestem rozczarowany giętkością kręgosłupa programowego PO, to nie uważam pana Tuska za szkodnika, którego trzeba z polskiej polityki wyeliminować. Takie poczucie miałem, gdy konkurowałem w wyborach prezydenckich z panem Krzaklewskim. [b] Jak wyglądało pana ostateczne rozstanie z Platformą?[/b] Dzień przed wysłaniem listu spotkałem się z Grzegorzem Schetyną. Powiedziałem: będę występował i moja decyzja jest ostateczna. Schetyna się zmartwił. Krótko porozmawialiśmy i poszedłem sobie. [b] Schetyna nie zadał pytania: co możemy dla ciebie zrobić, by cię zatrzymać?[/b] Do takiego pytania bym nie dopuścił. Gdybym chciał być na przykład ambasadorem, to bym nim został w przeszłości. Choćby minister Cimoszewicz proponował mi placówkę w USA. Żywo pamiętam, że pan Tusk był z tego bardzo niezadowolony i bardzo odradzał. Dlaczego miałby mi teraz to stanowisko proponować? [b] Jaki ma pan stosunek do lewicy w polskim wydaniu, czyli właściwie do SLD?[/b] Jestem typowym współczesnym liberałem, dla mnie socjaldemokrata jest doskonałym towarzyszem podróży. [b]A stosunek do religii?[/b] Socjaliści mają problemy z Kościołem, radykalni lewicowcy. Ale nie współcześni socjaldemokraci. [b]Jakie są pana kontakty z Aleksandrem Kwaśniewskim?[/b] Widziałem się z nim w ubiegłym tygodniu. Chciałem mu podziękować za to, że się o mnie ciepło wypowiedział, co wcale nie było takie oczywiste. I posłuchać jego oceny sytuacji w Polsce, bo jest wybitnym analitykiem. [b]Czyli nieprzypadkowo trwają rozmowy z częścią SLD, by pana poparli w wyborach?[/b] Nic nie wiem o zakulisowych rozmowach. Proszę pytać Piskorskiego. Ja nie jestem od roboty partyjnej. Gdybym się zdecydował kandydować, wówczas zwrócę się do partii politycznych o poparcie. Dopiero wówczas. [b]Partii w liczbie mnogiej?[/b] Tak. Ale których, niech mnie pani nie pyta, bo na razie nie mam pojęcia, gdzie będą w tym momencie. [b]Jak to?[/b] Na pewno zwrócę się do SD i PO. [b]Do PO? Przecież pana pogonią wściekłą miotłą.[/b] Tam jest masa ludzi, których dobrze znam. Jest tam wiele osób, które dostały się do parlamentu, bo posługiwały się moim zdjęciem w wyborach 2001 r. Jeździłem do nich ofiarnie na wiece. Dlaczego mam się do nich nie zwrócić? Zrobię duży wysiłek, by być akceptowanym przynajmniej przez części różnych środowisk. Choć nie opiszę pani, jak to operacyjnie zrobić, bo jeszcze nie wiem. [b]A jak to właściwe jest z wypowiedzią generała Czempińskiego o tym, że uczestniczył w powstaniu PO i intensywnie rozmawiał w tej sprawie i z panem, i z Piskorskim? [/b] Kształt PO określiły cztery osoby: Bielecki, Tusk, Piskorski i ja. Następnie stworzyły ją dwie z nich, plus Maciej Płażyński. Nie było wśród tych osób Gromosława Czempińskiego, ale był wśród tych, którzy postulowali stworzenie nowej formacji politycznej i których zdanie się liczyło. Był w tym energiczny. Na pewno rozmawiał na ten temat i ze mną, i z innymi. [b]I namawiał pana, by w to wejść?[/b] Co to znaczy, że mnie namawiał, abym w to wszedł? Ja byłem kluczowy w tym wszystkim. Ale po wyborach prezydenckich nie miałem ochoty tworzyć jakiejś figury partyjnej. [b] Co mogło być dość oburzające, przede wszystkim dla ludzi z poświęceniem zaangażowanych w pana obywatelskie komitety wyborcze.[/b] Tak. I wypominając mi to, pani też się przyczyniła do tego, że postanowiłem w jakiś sposób spełnić oczekiwania ludzi, którzy na mnie głosowali. Z moich żmudnych zabiegów o fuzję UW z SKL nic nie wyszło. Wreszcie odpaliliśmy pomysł z Platformą. A gen. Czempiński jak dziesiątki innych do tego zachęcał. [b] Ma pan nadal kontakt z Czempińskim?[/b] Znam go od lat początku lat 80. - mówiąc wcześniej publicznie, że od lat 70. niezbyt dobrze pamiętałem - i jako oficera w wywiadu, i na gruncie towarzyskim. Moim zdaniem pierwszy raz spotkaliśmy się wyłącznie na gruncie towarzyskim. To było w Genewie. Ja byłem pracownikiem ONZ, a on polskiej misji przy ONZ. [b] Czempiński był pana oficerem prowadzącym?[/b] Nie mam zielonego pojęcia. [b] Jak to?[/b] Bo nikt nigdy w życiu nie przedstawiał mi się jako oficer prowadzący. Nie byłem ani oficerem służb, ani przeszkolonym agentem. Nie wiedziałem, jaki mam pseudonim. [b] Ale wiedział pan, że jest współpracownikiem służb?[/b] Oczywiście, że wiedziałem. [b] Ma pan jakiś pomysł, dlaczego Czempiński to powiedział? Przecież jako wyszkolonemu byłemu oficerowi służb nie mogło mu się to po prostu wymknąć?[/b] Akurat nie miałem okazji z nim o tym rozmawiać. Nie sądzę jednak, żeby przeszłość jako szefa wywiadu miała z tym coś wspólnego. [b]Naprawdę nie miał pan ochoty zadzwonić do Czempińskiego i spytać?[/b] Jak się spotkamy, to się dowiem. Byłem zdziwiony tym, co powiedział. Potem zresztą swoją wypowiedź złagodził. [b]Ziarno zostało jednak zasiane?[/b] Nie widzę, gdzie ma się przyjąć takie ziarno. [b] Co pan właściwe robi dzisiaj zawodowo?[/b] Musze się przygotować do dyskusji na temat biznes a polityka. Wywieszę w pewnej chwili na swojej stronie internetowej pełen wykaz funkcji w swojej karierze zawodowej. Dzisiaj zasiadam w radach nadzorczych Banku Handlowego, Euronetu, Layetana Developments Polska oraz MCI Management S.A. Jestem również doradcą kilku firm. Widzi pani, gdzie tu czas na lenistwo? [b] Image salonowca, który niewątpliwie pan ma, pomoże panu w wyborach?[/b] Życie tak się ułożyło, że mogę się poruszać w salonach, a nie w stodole czy oborze.

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL