Budżet i Podatki

Sposób Rostowskiego

Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Resort finansów Łata dziurę w budżecie pieniędzmi z Brukseli. To, co dziś ratuje polskie finanse, będzie obciążeniem w kolejnych latach – twierdzą ekonomiści
Dochody podatkowe są znacznie niższe, niż planował rząd, ale dochody ogółem są prawie zgodne z harmonogramem – wynika z wykonania deficytu budżetowego po czerwcu. Minister finansów planował, że wyniosą one po półroczu 137,2 mld zł, a sięgnęły 134,3 mld zł. Stało się tak jednak tylko dzięki zaliczeniu w poczet dochodów państwa 21 mld zł środków unijnych z planowanej na cały rok kwoty 33,6 mld zł.
Co więcej, w nowelizacji budżetu minister zabezpieczył się na drugie półrocze i dopisał kolejne 8 mld zł jako przewidywane dochody z Unii Europejskiej. – Deficyt utrzymywany jest w ryzach jedynie przez dużą dynamikę dochodów unijnych – wyjaśnia Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu. Z jego wyliczeń wynika, że dochody podatkowe i niepodatkowe łącznie były w pierwszej połowie roku o 5 proc. niższe niż w podobnym okresie 2008 r. – Jeśli podobna sytuacja utrzyma się do końca roku, ubytek dochodów krajowych w stosunku do zapisanego w ustawie budżetowej może sięgnąć 42,4 mld zł – wyjaśnia ekonomista. – Tak więc dochody krajowe na koniec roku nie przekroczyłyby 229,3 mld zł.
A w autopoprawce rząd przewiduje pozyskanie 231,1 mld zł ze źródeł krajowych. Minister finansów stara się łatać dziurę, zapisując jako dochody zaliczki na realizację inwestycji, jakie nasz kraj otrzymuje z Brukseli. Dzięki temu dochody ogółem na koniec czerwca są o 5,1 proc. wyższe niż w pierwszym półroczu 2008 r. – Nic dziwnego, skoro w wykonaniu budżetu rząd wykazał blisko 2,5-krotny w porównaniu z pierwszym półroczem 2008 r. wzrost dochodów unijnych – wskazuje Jankowiak. Piotr Kalisz, główny ekonomista Citi Handlowego, porównuje działania ministra finansów do działania prezesa spółki, który odchodzi od zasad biznesu, aby ukryć ubytki w dochodach i zamaskować problemy budżetowe. – To może budzić wątpliwości, a co gorsza, może wpływać na decyzje inwestorów, którzy w końcu zaczną się interesować poczynaniami szefa resortu finansów – mówi ekonomista. Z kolei Jacek Wiśniewski z Raiffeisen Banku dodaje, że te pieniądze ratują nasz tegoroczny budżet, ale będą stanowiły obciążenie w kolejnych latach, kiedy zaliczki trzeba będzie oddać korzystającym z funduszy. – Jeśli wtedy minister nie będzie stosował żadnych sztuczek, myślę, że Komisja Europejska nie będzie miała do nas o takie zapisy pretensji – uważa ekonomista. Resort finansów nie chciał wypowiadać się na ten temat. [ramka][srodtytul]Rozmowa z Mirosławem Gronickim, byłym ministrem finansów[/srodtytul] [b]Rz: Minister finansów zapisał po stronie dochodów w ciągu ostatnich dwóch miesięcy ponad 13 mld zł z pieniędzy unijnych. Czy to wybieg, aby załatać dziurę, czy kreatywna księgowość?[/b] [b]Mirosław Gronicki:[/b] Minister wymienił leżące na lokacie pieniądze, gdy zaczęły wzrastać potrzeby pożyczkowe. To uspokoiło sytuację. Jednak zgodnie z europejskimi zasadami liczenia ESA 95 otrzymane w ten sposób złote to finansowanie potrzeb pożyczkowych, a nie dochód państwa. Nasze przepisy wprawdzie dopuszczają taki zapis, ale są one niezgodne ze standardami europejskimi i wymagają zmiany. Mimo to obawiałbym się nazywać ten manewr kreatywną księgowością, jest to raczej wybieg ministra, aby zmniejszyć poziom długu. [b]Czy kraje europejskie także stosują tego typu wybiegi?[/b] Kraje należące do eurolandu muszą stosować zasady rachunkowości ESA 95 i rozliczać się, pokazując deficyt całego sektora finansów publicznych. Jeśli zastosowalibyśmy takie liczenie przy nowelizacji, okazałoby się, że deficyt nie zwiększył się o 9 mld zł, ale o ponad 35 mld zł. Trzeba bowiem uwzględnić jeszcze kilkanaście mld zł ze środków unijnych, którymi w całym roku minister zamierza się kredytować. Dodatkowo ponad 15 mld zł, które na rynku mają pożyczyć ZUS i fundusz drogowy. [b]Minister zaproponował jednak przewalutowanie środków i podwyższenie w ten sposób dochodów dopiero w nowelizacji, tymczasem od paru miesięcy taki manewr stosuje.[/b] Nowelizacja dotyczy całego roku i mówi o brakach rzędu 46,6 mld zł, jeśli od tej kwoty odejmiemy wyższe dochody z dywidendy, mamy 41,3 mld zł, które w części pokryjemy, wymieniając waluty. Być może do końca roku uda się te pieniądze rozdysponować na konkretne projekty, choć to mało prawdopodobne. W tej chwili na rachunku walutowym MF zostało ponad 2 mld euro, tak więc to już koniec ratowania budżetu środkami z Unii. [b]Gdyby minister nie zapisał w maju i czerwcu 13 mld zł z UE po stronie dochodów, w połowie roku założony w ustawie poziom deficytu budżetowego zostałby przekroczony.[/b] Gdyby minister stosował unijne standardy, deficyt przekroczyłby już w połowie roku 30 mld zł. Czy można w ciągu roku przekroczyć założony deficyt? Moim zdaniem tak, ale słyszałem opinie, że absolutnie nie. [i]Rozmawiała Elżbieta Glapiak[/i][/ramka] [i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mail=e.glapiak@rp.pl]e.glapiak@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL