Świat

Zakazane książki Obamy

Barack Obama
AFP
Terrorystom i gangsterom nie wolno czytać dzieł prezydenta
Zakaz taki wydały władze więzienia we Florence w stanie Kolorado. To więzienie forteca, przez Księgę rekordów Guinnessa uznawane za najbezpieczniejsze na świecie. Czujniki ruchu i nacisku, wiązki laserowe, 1400 stalowych drzwi kontrolowanych elektronicznie, podłączone do prądu ogrodzenia z drutem kolczastym i wyszkolone psy. Wszystko to ma sprawić, że z Alcatraz Gór Skalistych nie ucieknie żaden z ponad 400 niebezpiecznych więźniów.
Wystarczy rzut oka na listę osadzonych, by się przekonać, że taki zestaw zabezpieczeń to nie przesada: „Unabomber” Theodore Kaczyński siedzi tu obok Richarda Colvina Reida – słynnego islamskiego terrorysty („Shoe Bombera”) oraz zamieszanego w ataki z 11 września Zacariasa Moussaouiego, a także szefów najgroźniejszych gangów, baronów narkotykowych, szpiegów i seryjnych morderców. [wyimek]400 terrorystów, gangsterów i morderców siedzi w więzieniu we Florence[/wyimek]
Więźniowie mają sporo czasu na czytanie, ponieważ zgodnie z regulaminem przez 22 – 23 godziny na dobę przebywają w izolatkach. I właśnie poczytać chciał Ahmed Omar Abu Ali skazany na 30 lat za członkostwo w al Kaidzie i szykowanie spisku na prezydenta George’a W. Busha. Abu Ali już w zeszłym roku poprosił o dwie książki napisane przez Baracka Obamę: „Dreams from My Father” („Odziedziczone marzenia. Spadek po moim ojcu”) oraz „The Audacity of Hope” („Odwaga nadziei”). Władze więzienia odmówiły jednak spełnienia prośby skazanego. Dlaczego? Otóż na podstawie specjalnych instrukcji FBI strażnicy uznali, że obie książki obecnego przywódcy USA zawierają informacje „potencjalnie szkodliwe dla bezpieczeństwa państwa”. FBI nie ujawniło mediom, które konkretnie fragmenty wzbudzają niepokój służb bezpieczeństwa. Wiadomo tylko, że chodzi o jedną stronę w wydanych w 1995 r. „Odziedziczonych marzeniach” i o 22 strony w „Odwadze nadziei” z 2006 r. Jak zauważa agencja Associated Press, ponad połowa kwestionowanych stron znajduje się w rozdziale poświęconym polityce zagranicznej. – W ten sposób sprawdzana jest każda książka, o którą poprosi więzień. Jeśli strażnicy stwierdzą, że zawiera informacje, których nie powinien znać, mają oczywiste prawo, by odmówić do niej dostępu. Podobnie sprawdzany jest też każdy list, który otrzymują skazani – tłumaczy „Rz” Frank McClure, który przez 24 lata pracy dla policji w Atlancie przeszkolił setki specjalistów od resocjalizacji.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL