Banki

Brytyjczycy chcą ograniczyć bonusy

5,7 mld dolarów. Tyle w 2008 roku zarobiło 500 najlepiej opłacanych prezesów w USA.
Rzeczpospolita
Wyższe zarobki w instytucjach finansowych. Rośnie presja na ich kontrolę
Jeśli banki nadal chcą wypłacać hojne premie za krótkoterminowe zyski, to będą musiały utworzyć większe rezerwy na ewentualne straty – przewidują nowe brytyjskie regulacje, które mają zmniejszyć ryzyko powtórki z kryzysu finansowego.
– Niektórych bankowców znów trzeba sprowadzić na ziemię – wyjaśnia w rozmowie z dziennikiem „The Independent” Alistar Darling, kanclerz skarbu (minister finansów) Wielkiej Brytanii, który nowe przepisy ma ogłosić oficjalnie jutro. Brytyjskie władze uznały, że przyjęty niedawno przez City kodeks dobrych praktyk wynagradzania w firmach finansowych to za mało, w sytuacji gdy sami bankowcy cicho, a media coraz głośniej, powtarzają hasło „BAB”, czyli „bonuses are back” (bonusy wracają).
Dla polityków i związkowców przykładem BAB jest wynagrodzenie, jakie Royal Bank of Scotland, uratowany przed bankructwem za pieniądze podatników, przyznał nowemu prezesowi Stephenowi Hesterowi. Może on liczyć na 9,7 mln funtów rocznie (15,7 mln dol.) przez najbliższe trzy lata, jeśli w tym czasie podwoi się kurs akcji banku. Co prawda większość pakietu Hestera to długoterminowe opcje na akcje, ale uzależnienie jego wynagrodzenia od notowań firmy to praktyka z czasów niechlubnej „kultury bonusów”, i to w banku, gdzie 70 proc. akcji kontroluje teraz Skarb Państwa. Hasło „BAB” powtarzają też media w USA, gdzie coraz więcej instytucji zwraca rządową pomoc, by uciec przed ograniczeniami dotyczącymi wysokości wynagrodzeń. Bankowy gigant inwestycyjny Goldman Sachs, który niedawno oddał 10 mld dol. ratunkowego wsparcia, może zwiększyć swój tegoroczny budżet na wynagrodzenia (płace, premie i benefity) do rekordowych 20 mld dol. – przewiduje na bazie prognoz analityków „The Wall Street Journal”. W rezultacie średnie roczne zarobki sięgną tam 700 tys. dolarów, czyli prawie dwukrotnie więcej niż w minionym roku, przekraczając nawet rekordowe 661 tys. dol. z tłustego roku 2007. Jak przypominają analitycy, już w I kwartale, przy 20-proc. wzroście zysków, Goldman Sachs zwiększył pulę na wynagrodzenia do 4,7 mld dol., prawie o jedną piątą w porównaniu z tym samym okresem 2008 r. Ich zdaniem również rywal Goldman Sachs, Morgan Stanley, wróci w tym roku do rekordowej średniej sprzed dwóch lat (wynosiła 340 tys. dol.), przeznaczając na wynagrodzenia 11 – 14 mld dol. W mocno dotkniętych kryzysem bankach Merrill Lynch, UBS i Citi na razie nie słychać o powrocie bonusów, ale za to od kilku tygodni idą tam w górę płace specjalistów i menedżerów. Według „łowców głów” stawki dla dyrektorów zarządzających w Merrill Lynch wzrosły o 250 tys., do 400 tys. dol., co utrudnia teraz konkurencji podkupienie pracowników. Również we Francji szykują się nowe regulacje ograniczające pensje bankowców. – Zagraniczne banki znów proponują ekstrawaganckie pensje, by odbudować swoje zespoły i wrócić do wcześniejszych praktyk. Jednak tym razem sprzeciwimy się zbiorowemu szaleństwu – podkreśla Christine Lagarde, minister gospodarki Francji. Przed powrotem do zwariowanych praktyk płacowych ostrzegał też francuski prezydent Nicolas Sarkozy po wczorajszym spotkaniu z brytyjskim premierem Gordonem Brownem i rozmowach m.in. o stabilności systemu finansowego. Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=a.blaszczak@rp.pl]a.blaszczak@rp.pl[/mail]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL