Kraj

„Twarze bezpieki” wbrew prawu

Wystawa "Twarze bezpieki" w Warszawie
Fotorzepa, Kuba Kamiński Kub Kuba Kamiński
NIK uznała, że starostwo w Stalowej Woli złamało przepisy, organizując wystawę „Twarze rzeszowskiej bezpieki”
Powód? Plansze z podobiznami byłych ubeków i esbeków znajdowały się na chodniku i trawniku należącym do drogi powiatowej. NIK uznała, że zorganizowanie wystawy nie należy do zadań własnych powiatu. Starostwo nie miało też zezwolenia na wystawienie plansz w miejscu publicznym i powinno uiścić stosowną opłatę.
„Czyn ten stanowi naruszenie dyscypliny finansów publicznych” – ocenia NIK. Winnymi w ocenie kontrolerów są starosta i podlegający mu dyrektor Zarządu Dróg Publicznych. – To jakiś absurd – mówi oburzony starosta Wiesław Siembida. – Nie mogę uwierzyć, że tak poważna instytucja zajęła się taką błahostką, a wnioski wprawiają w osłupienie.
– Jednym z zadań IPN jest edukacja społeczeństwa i samorządy zabiegają o takie wystawy – dodaje szefowa rzeszowskiego IPN Ewa Leniart. – Przepisy są po to, by ich przestrzegać. Była skarga i przeprowadziliśmy kontrolę – odpowiada dyrektor delegatury NIK w Rzeszowie Stanisław Sikora. Rok temu starostwo w porozumieniu z rzeszowskim oddziałem IPN zorganizowało w Stalowej Woli wystawę „Twarze rzeszowskiej bezpieki”. Przez miesiąc kilkadziesiąt plansz z podobiznami ubeków i esbeków było wystawionych przy ul. Popiełuszki. Zajmowały część chodnika i trawnika należącego do tzw. pasa drogi powiatowej. W związku z tym jeden z radnych złożył skargę do NIK. – Przez półtora miesiąca kontrolerzy sprawdzali w starostwie, jakie szkody powstały z tego tytułu – opowiada starosta. Przed kilkoma dniami dostał z NIK wystąpienie pokontrolne podpisane przez dyrektora Sikorę. NIK wyliczyła, że starostwo powinno zapłacić podległemu mu Zarządowi Dróg Publicznych 3720 zł. „Nie ma znaczenia, że środki z opłaty stanowią dochód budżetu powiatu” – uznali kontrolerzy. – To nie była reklama kosiarek czy wódki – odpowiada starosta. Nie zgadza się z ustaleniami kontroli i zapowiada odwołanie. – Może to jakaś walka między IPN a dyrektorem NIK i ja stałem się jej ofiarą? – zastanawia się. Chodzi o to, że pion śledczy IPN w Rzeszowie skierował do sądu wniosek stwierdzający, że dyrektor delegatury NIK Stanisław Sikora skłamał w oświadczeniu lustracyjnym. Z zebranych dowodów wynika, że miał być tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie Robin. – Nic nie wiem o żadnym doniesieniu – mówi dyrektor.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL