Publicystyka

Irańczycy wyrywają się z klatki

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Podczas demonstracji Irańczycy patrzyli na Zachód, między innymi na Stany Zjednoczone. Ale nie usłyszeli stamtąd zdecydowanego poparcia. To mogło być rozczarowujące – pisze były ambasador Izraela w Polsce
Od gwałtownych wydarzeń w Iranie minęło już kilka dni. Czas na podsumowania. Na wstępie muszę napisać, że jestem nieco rozczarowany postawą amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy, który nie poparł w zdecydowany sposób prowolnościowych demonstrantów. Oczekiwania wobec tego polityka – który zmienił panującą na świecie atmosferę i który tyle mówi o moralności oraz sprawiedliwości – były bardzo duże.
[wyimek]Wygląda na to, że w sprawie Iranu Obama poświęcił swoje poglądy na rzecz interesów i żelaznych zasad Realpolitik[/wyimek] [srodtytul]Nadmierna ostrożność Obamy[/srodtytul]
Niestety, wygląda na to, że w sprawie Iranu Obama poświęcił poglądy, znane nam z kampanii wyborczej, w której kładł nacisk na takie słowa jak „zmiana” czy „wolność”. Poświęcił je na rzecz interesów i żelaznych zasad Realpolitik. Według jednej z nich moralność w wielkiej polityce nie ma żadnego znaczenia. Liczy się równowaga sił i stabilność międzynarodowa, której nie wolno naruszać w imię abstrakcyjnych idei. Staram się znaleźć wytłumaczenie dla działań Baracka Obamy. Być może się obawiał, że zamiast pomóc, może zaszkodzić. Przez wiele lat reżim ajatollahów przedstawiał Stany Zjednoczone jako śmiertelnego wroga narodu irańskiego. W tej sytuacji poparcie udzielone demonstrantom przez prezydenta USA mogłoby skompromitować ich w oczach części rodaków. Ale tego typu ostrożność musi być ograniczona. Niestety, Irańczycy, którzy wystąpili przeciwko reżimowi, czuli się osamotnieni. Podczas demonstracji patrzyli na Zachód, między innymi na Stany Zjednoczone, ale nie usłyszeli stamtąd zdecydowanego poparcia. To mogło być rozczarowujące. Mam nadzieję, że Obama to zrozumie i nadal czekam na jego reakcję. [srodtytul]Gaszenie ognia[/srodtytul] To, co się działo w Iranie, na pewno będzie trwać nadal, choć w tej chwili panuje tam spokój. Reżim ajatollahów stworzył sztuczną kombinację między demokracją a dyktaturą klerykalną. Taka kombinacja może trwać tylko wtedy, gdy w kraju panuje atmosfera rewolucyjna, gdy ma się po swojej stronie entuzjazm mas, które żyją nadzieją totalnej zmiany sposobu życia i systemu politycznego. Naród można trzymać na takim wysokim ogniu przez 20 – 30 lat, nie więcej. Szczególnie w dziesiejszym świecie, który nie sprzyja dyktaturom. To bowiem świat Internetu i telefonu komórkowego, błyskawicznego obiegu informacji, w którym stosowanie cenzury i odcinanie obywateli od wiadomości jest niemal niemożliwe. Dzisiejszy świat jest miejscem, w którym za pomocą telefonu można nakręcić krótki film przedstawiający konającą na ulicy piękną Nedę, zamordowaną przez zbirów w służbie irańskiej dyktatury. I za kilka minut ten film ogląda cały świat. Na niekorzyść ajatollahów działa jednak nie tylko rozwój techniki, ale również głębokie zmiany, jakie zachodzą w irańskim społeczeństwie. Wytwarza się tam nowoczesna, światła elita, inteligencja. Ludzie o szerokich horyzontach, którzy wiedzą, co się dzieje na świecie, i mogą to porównać ze swoim krajem. W Iranie jest coraz więcej lekarzy, chemików, fizyków i matematyków. Kolejna sprawa to rosnąca siła kobiet. 60 proc. prawników i lekarzy w Iranie to kobiety! W samym Teheranie działa 45 uniwersytetów. Światli ludzie, którzy je kończą, są grupą, która przyniesie temu państwu sprawiedliwość. To prawdziwy atomowy potencjał Iranu. Ale może on „wysadzić” jedynie dyktaturę, która w żelaznych kleszczach trzyma irański naród. Nie ma bowiem na świecie siły, która byłaby w stanie bez końca trzymać w klatce tak wielką ilość ludzkiej inteligencji i energii, które rodzi dążenie do wolności. Polacy wiedzą o tym doskonale. Polska też miała odważnych ludzi, którzy poprowadzili ją do wolności. Ta rewolucja odważnych ludzi, która zaczęła się w sierpniu 1980 roku, trwała blisko dziesięć lat. Ale w końcu zapanowała wolność, a mury wzniesione przez reżim runęły. Czy Irańczycy też będą mieli tyle szczęścia i uda im się dokonać bezkrwawej rewolucji? Na to pytanie nie ma odpowiedzi. Jedno jest jednak pewne, bohaterami ostatnich tygodni są irańska młodzież i inteligencja, telefon komórkowy i Internet. A nie przywódcy wolnego świata z Barackiem Obamą na czele. [ramka]Szewach Weiss jest izraelskim politologiem i politykiem, był m.in. przewodniczącym Knesetu z ramienia Partii Pracy i ambasadorem Izraela w Polsce. Współpracuje z „Rzeczpospolitą”[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL