Kraj

Jak pijany Franio wywołał przewrót majowy

Okładka książki Antoniego Położyńskiego
materiały prasowe
Odniesienie do rzekomych odwiedzin pijanego Frania znajduje w „Kalendarium...” Wacława Jędrzejewicza tylko krótki passus: „Od rana rozeszły się wieści, że w nocy z wtorku na środę (tj. z 11 na 12 maja – red.) dom Piłsudskiego w Sulejówku był ostrzeliwany”.
O wiarygodności opowiastki Położyńskiego może świadczyć zdanie: „Piłsudski, przerażony niedoszłym zamachem na jego życie, na zalecenie lekarza spędził dwa dni w łóżku. To był typowy objaw u Piłsudskiego, że przy groźnych wydarzeniach dostawał szoku i rozstroju nerwowego”. Po pierwsze nie spędziłby „dwóch dni w łóżku”, bo kierował wojskami idącymi na Warszawę. Po drugie nieraz udowodnił pogardę śmierci i męstwo w prawdziwej walce.
„(...) Żeby pozbyć się Frania gaduły, marszałkowa dała mu na odczepnego złotówkę na wódkę i Żywek odprowadził go do bramy. Ta złotówka stała się kartą wstępu dla Frania do dworku Piłsudskiego. Po trzech tygodniach zgłosił się ponownie po działkę ziemi jako były legionista. Pani marszałkowa, nie wdając się w rozmowę, znów odprawiła go ze złotówką. Te odwiedziny Frania stały się już rutyną i jakby obowiązkiem dla niego, a złotówka też coś warta (pół butelki wódki). (...) Pewnego wieczoru na początku maja 1926 r. Franio ze swoim kolegą Józiem w knajpie postanowili pójść do dworku Marszałka i sprawdzić, czy Marszałek naprawdę pracuje tak długo, a dochodziła już godzina 12 o północy. Do dworku nie mogą wejść przez bramę o północy, bo tam stoją ułani z karabinami i szablami i mogą im poucinać głowy chwiejące się od wódki. (...) obaj po wódce mieli miękkie nogi. Wziął więc Józia na bary i, trzymając się ściany, podniósł go na wysokość okna. Jak zobaczył Józio żywego, prawdziwego Marszałka przy biurku stojącym przy oknie, to z radości wydał dziki wrzask. A jak Piłsudski zobaczył w oknie zasmarowaną twarz wrzeszczącego wielkoluda, to odskoczył od biurka jak porażony prądem elektrycznym. Wybiegł z pokoju na korytarz do telefonu i zaalarmował na pomoc 7. Pułk Ułanów z Mińska Mazowieckiego. Następnie podniósł alarm w całym domu i przywołał na pomoc wartowników, żołnierzy od bramy. Pierwsza na pomoc przybiegła Piłsudskiemu w nocnej koszuli gosposia Adelcia. Przybyłym wartownikom polecił z wojskową dokładnością, aby złapali zamachowców przy bocznym oknie w agreście. Żołnierze wystrzelili umówione alarmowe rakiety świetlne, wzywając na pomoc szwadron ułanów z Mińska Mazowieckiego.
Biedny Franio z kolegą nie zdążyli dobiec do dziury w płocie, bo nad ich głowami gwizdały pociski karabinowe. Ze strachu upadli na ziemię przy płocie w agreście. Obu leżących na ziemi zamachowców na życie Marszałka dopadli żołnierze. (...) U Frania znaleźli w kieszeni ćwierć butelki nadpitej wódki i dwa złote z groszami. U jego kolegi zaś tylko woreczek z machorką do kręcenia papierosów. U żadnego nie znaleźli żadnej broni palnej czy noży rzeźnickich. (...) Policja natychmiast rozpoznała leżących, powiązanych przestępców i powiedziała, że to przecież nasz kochany Franio i jego kolega Józio. Gdy Pani marszałkowa stojąca w pobliżu usłyszała słowo „Franio”, podeszła bliżej do leżących przestępców i również rozpoznała Frania. Ze złością powiedziała mu: „Już nigdy więcej nie dostaniesz złotówki”. (...) Szwadron alarmowy wrócił do Mińska. Warta żołnierzy wróciła na posterunek do bramy. Domownicy, bez rozlewu krwi, poszli spać. Tylko Piłsudski, przerażony niedoszłym zamachem na jego życie, na zalecenie lekarza spędził dwa dni w łóżku. To był typowy objaw u Piłsudskiego, że przy groźnych wydarzeniach dostawał szoku i rozstroju nerwowego. Wiadomość o tym zajściu nocnym w Sulejówku na drugi dzień błyskawicznie dotarła do Warszawy. Naczelny dyrektor od tworzenia legendy i sławy o Piłsudskim Adam Skwarczyński, kontrolujący też całą prasę ze swego biura w Zamku Królewskim, natychmiast zrobił z tego sensację na skalę narodową. Prasa na czołowych stronach, tłustym drukiem podała, że ubiegłej nocy była nieudana próba zamachu na życie Piłsudskiego w Sulejówku. (...) Także to zajście wykorzystał, bezpośrednio po zamachu majowym 16.05.1926 r., min. spr. zagranicznych August Zaleski. Rozesłał komunikaty do wszystkich polskich przedstawicielstw dyplomatycznych w państwach zaprzyjaźnionych, by w tych krajach podawali do wiadomości publicznej przez prasę, że między 12 a 15 maja nie było zamachu stanu, tylko spontaniczny odruch społeczeństwa Warszawy i wojska przeciw próbie zamachu na życie Piłsudskiego”. Antoni Położyński (1914 – 2003; miał godny szacunku szlak żołnierski podczas II wojny światowej), „Marszałek Józef Piłsudski Odbrązowiony”, Warszawa 2005
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL