fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Kobieta Brooka

Miriam Goldschmidt i muzyk Francesco Agnello w spektaklu „Warum Warum”
FREEPRESS.PL
Festiwal Kontakt w Toruniu: Skromne widowiska wychodzą zwycięsko z konfrontacji z wielkimi rozbuchanymi inscenizacjami
Słynny Peter Brook przedstawił w Toruniu przewrotnie inteligentny esej sceniczny "Warum Warum" przygotowany w Schauspielhaus w Zurychu. Jest to monodram czarnoskórej gwiazdy Miriam Goldschmidt, ilustrowany muzyką na żywo Francesca Agnello, który gra na instrumencie zwanym hang. Wygląda on jak skrzyżowanie tybetańskich mis i gongów – dwie spojone brzegami miedziane kształtki przypominające miniaturę pojazdu UFO.
Pod palcami muzyka oryginalny instrument wypełniał teatr niesłychanym bogactwem dźwięków. Od kojących, harfianych brzmień do potęgi grozy żywiołów perkusisty walącego pałkami w kotły. Tu wystarczył wirtuoz gry na hang. Była to oczyszczająca kąpiel dla uszu i duszy, z której widz wychodził jak nowo narodzony. Nic dziwnego, że płyty "I Hang" Francesca Agnello rozeszły się jak świeże bułeczki.
Przedstawienie Brooka to teatr mistrzowskiego rzemiosła, jakiego już coraz mniej. Aktorka dostała tekst przygotowany przez samego Brooka i Marie-Hélene Estienne. Był to kolaż cytatów z dzieł reformatorów teatru, takich jak Craig, Meyerhold, Artaud czy Dullin, z odwołaniami do traktatów japońskiego aktora i reżysera Zeami Motokiyo, jednego z twórców klasycznego teatru no, a także do fragmentów dzieł Szekspira.
Miriam Goldschmidt dała solowy popis, w którym mieściło się wszystko, czym powinien dysponować twórczy aktor. Bez skrępowania ujawniała tajniki warsztatu, pokazując np. różne intencje, z jakimi wykonawca może wejść i wyjść... przez drzwi. Albo jakimi technicznymi środkami uzyskuje efekt łez lub śmiechu.
Frapujący przegląd aktorskich środków dała Miriam Goldschmidt również podczas przeciągniętego długo w noc spotkania z widzami.
Wszyscy wiedzieli, że świetnie umie sterować ich emocjami, a jednak dali się uwieść jej fascynującej osobowości. W aktorskich chwytach pozostawała bowiem nieodmiennie sobą, oryginalną artystką z zespołu Brooka, nikomu więc nie przeszkadzało, że momentami balansowała na granicy afektacji.
W doskonałym monodramie "Głos człowieczy" pióra Jeana Cocteau, reżyser Ivo van Hove z holenderskiego Toneelgroep z Amsterdamu ukazał cierpienia bohaterki porzuconej przez mężczyznę. To odmienna w temperaturze, choć równie wspaniała kreacja Haliny Reijn zamkniętej w klaustrofobicznej klatce pustego pokoju, gdzie ściska słuchawkę telefonu lub zapomnianą parę butów niewiernego partnera. Trzeba nie lada talentu aktorskiego, żeby stworzyć tak gęste od emocji, wciągające widowisko.
Pomijając "Muszkę owocową" Christopha Marthalera z berlińskiej Volksbühne, rodzaj musicalu omawiany już w "Rz" po pokazie we Wrocławiu, pozostałe duże widowiska aż tak nie inspirowały widzów. "Proces" Kafki w bezstylowej reżyserii Dušana Davida Pařizka z Teatru Kameralnego z Pragi skutecznie nudził. Mimo efektownych inscenizacji ciekawszych od samych tekstów przereklamowanego Włodzimierza Sorokina ("Kapitał" wystawił Aleksander Bogdanow w moskiewskim Teatrze Praktika, a "Lód" Kornél Mundruczó w budapeszteńskim Nemzeti Szinhaz), w pamięci zapisały się spektakle kameralne. Skromne w formie, a jakże bogate w treści monodramy z niezapomnianymi kobiecymi rolami.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA