fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Literatura

Pieskie życie po kosmicznym szczycie

Rzeczpospolita
Z 16-letnim poślizgiem na polskim rynku wylądował „Spacedog”. Pies - kosmonauta stworzony przez niemieckiego rysownika Hendrika Dorgathena to zdaniem krytyków „najlepsza rzecz, jaka powstała w Niemczech od czasu Volkswagena”
Śmiałam się w głos, śledząc historię podwórzowego burka, który podbił kosmos, zyskał ludzkie umiejętności i zrobił gwiazdorską karierę.
Nie wiem, czy Dorgathen, autor scenariusza i rysunków w jednej osobie znał „Psie serce” Bułhakowa – ale mnie nieodparcie jego komiks kojarzył się z „potworną historią” (wyjaśniam: takim podtytułem rosyjski pisarz opatrzył swoje dzieło, powstałe w 1925 roku, a wydane dopiero po 62 latach). W ogóle, w noweli graficznej Dorgethena można znaleźć wiele „linków” prowadzących w stronę różnych kultur lub kultowych postaci.
Plastycznie Spacedog jest skoligacony z amerykańskim pop-artem, afrykańską naiwną sztuką, niemieckim neue wilde oraz z komputerową, znakową informacją graficzną (tzw. ikonkami). Gdyby szukać powiązań z psim rodem, to z kwadratowego pyska przypomina sznaucera. Jednak od wszystkich ras odróżnia go wściekle czerwone umaszczenie – co w tym przypadku nie jest aluzją polityczną, raczej cechą charakteru.
Skoro o komunistycznych koneksjach mowa: niemiecki odpowiednik Łajki ma więcej szczęścia, niż jego poprzednik z ZSRR. Bohater komiksu przeżył eksperyment, wrócił na nasz glob i to w doskonałej formie. Ale choć wylądował w zdrowiu i glorii, opuściła go szczęśliwa gwiazda.
A było tak. Znudzony pozbawioną atrakcji codziennością wsiowy kundel wskakuje do przejeżdżającego pociągu. Jedzie do miasta. Po licznych perypetiach urządza się u sympatycznego murzyna. Jego nowy pan muzykuje w nocnym klubie, dokąd zabiera pupila. Jednak czterołapy awanturnik wchodzi w konflikt z portierem, który celnym kopem posyła go na bruk.
Łzy rozpaczy osusza psu urocza suczka, do której – co tu kryć – ostro się dowala. Tym razem interweniuje rakarz. Jednak los wciąż jest dla bohatera łaskawy. Spośród dziesiątek bezpańskich zwierząt, to on zostaje wytypowany do kosmicznej próby. Pomyślnie przechodzi badania w NASA i fru!… Na inną planetę.
Okazuje się, że bestia wyróżnia się ponadludzką inteligencją. Nawiązuje kontakt z zielonymi ludkami, opanowuje ich język oraz obyczaje, zaprzyjaźnia się. Gdy wraca na Ziemię – przewraca świat do góry nogami.
Oto pies, który mówi! Udziela wywiadów w mediach, śpiewa i stepuje, pisze wspomnienia. Staje się idolem masowej kultury. Niestety, nie wytrzymuje stresu. Stacza się, rozpija, gryzie. Osiągnął maksimum – i stracił sens życia. Jakie to życiowe, psychologicznie prawdziwe. I podobne do historii kundla z „Psiego serca”.
Z nałogu i depresji wyciąga go wspomniana powyżej suczka. Dopiero z nią Spacedog osiąga niebo. Wraca na wieś, do swej budy; zostaje szczęśliwym ojcem czwórki udanych szczeniąt. Taka bajka-traktat o wartościach. Lekka rzecz z ważkim przesłaniem.
Co również istotne – w opowieści Dorgathena nie pada ani jedno słowo. Autor naszkicował fabułę wyraziście, w nowoczesnej i oryginalnej formie. Wydobył komizm z sytuacji, z „mimiki” psa oraz innych postaci. Słusznie przyznano mu nagrodę Max und Moritz (w 1994 roku) dla najlepszego niemieckiego rysownika.
[i]Hendrik Dorgarthen - Spacedog
Wyd. Ladida Books, Warszawa, 2009[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA