Wiadomości

Służby analizują kontrakt na rakiety

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
CBA i kontrwywiad wojskowy sprawdzają przetarg. Wojsko kupiło w nim 12 rakiet dla Marynarki Wojennej
– Potwierdzam, że CBA poprosiło MON o dokumenty. Dokonujemy analizy tej sprawy – mówi „Rz” Temistokles Brodowski, rzecznik CBA.
Jak ujawniliśmy w sobotę w wydaniu online, biuro sprawdza przetarg pół roku po rozstrzygnięciu. Dlaczego teraz? Brodowski odmawia ujawnienia powodów. Kulisami przetargu, za który odpowiada Terenowy Oddział Techniki Morskiej w Gdyni, cały czas zajmuje się też wojskowy kontrwywiad, który podlega premierowi. – W MON jest popłoch, nikt nie wie, o co może chodzić – mówi nam pracownik resortu. O niejasnościach wokół zakupu broni dla Nadbrzeżnego Dywizjonu Rakietowego „Rz” pisze od stycznia. Rakiety typu NSM za 420 mln zł brutto sprzedał Polsce norweski Kongsberg. W umowie, którą podpisano przed końcem 2008 r., jest klauzula mówiąca o możliwości dokupienia kolejnych 36 rakiet.
To już szósty typ rakiet używanych przez polskie wojsko. Dlatego wybór akurat tej oferty szef resortu Bogdan Klich nazwał wówczas głupotą i absurdem. Szwedzki Saab – konkurent Norwegów, od początku zarzuca MON faworyzowanie Kongsberga. Jego zdaniem NSM znajdują się dopiero w fazie testów, nie mogą być też stosowane zamiennie z zakupionymi wcześniej przez resort pociskami Saab – RBS 15 i Mk 3 – a taki bezwzględny wymóg przetargowy postawił resort obrony. MON od początku zapewniało, że kontrakt na rakiety dla Marynarki Wojennej podpisano, gdy „jego przebieg i rozstrzygnięcie zostały zweryfikowane przez audyt wewnętrzny resortu obrony ”. – Procedurę przetargową nadzorowały Służba Kontrwywiadu Wojskowego i Żandarmeria Wojskowa oraz pełnomocnik MON ds. procedur antykorupcyjnych. Żadna nie zgłosiła jakichkolwiek uwag do jej przebiegu i rozstrzygnięcia – odpowiadał na zarzuty rzecznik resortu Robert Rochowicz. Pod koniec lutego Saab pozwał MON do sądu cywilnego w Warszawie. Domaga się unieważnienia kontraktu. Będzie to trudne, bo pod koniec stycznia, co ujawniła „Rz”, resort obrony wypłacił norweskiej firmie 130 mln zł z tytułu zaliczki. Notabene w projekcie umowy kontraktu, którą akceptowały firmy przystępujące do przetargu, nie ma słowa o zaliczkach. Klauzulę, która na to zezwalała, dopisano już po wyborze Kongsberga. Decyzję podjął Klich, tłumacząc, że był to wynik negocjacji z oferentem. Wysokość zaliczki dla Norwegów to ok. 10 proc. wszystkich środków na tegoroczne wydatki MON na sprzęt.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL