Polityka

Prezydent: co z gospodarką?

Po raz pierwszy w historii III RP prezydent wygłosił orędzie do posłów. Sięgnął po to nadzwyczajne narzędzie, by zwrócić uwagę na stan gospodarki. – Deklaruję pomoc – zapewnił
– Poczucie odpowiedzialności nie pozwala mi pozostawać biernym wobec narastającej niepewności co do losów gospodarki – tak Lech Kaczyński wyjaśniał posłom powód, dla którego zdecydował się wystąpić przed nimi.
Zwrócił uwagę, że cały świat przeżywa kryzys, jakiego nie było od dziesięcioleci. – Oczywiste jest, że czeka nas okres silnego spowolnienia. Skutki społeczne tego mogą być bardzo poważne – ostrzegał. Zdaniem prezydenta osoby i instytucje odpowiedzialne za rozwój gospodarczy nie doceniają jednak powagi sytuacji. Tymczasem czas nagli. – Trzeba postawić pytania o kondycję gospodarki i sposoby radzenia sobie z kryzysem. Czuję się zobowiązany, by zadać te pytania w imieniu Polaków. Co rząd zamierza uczynić w obliczu kryzysu? – dociekał Lech Kaczyński.
Zdaniem głowy państwa dane o gospodarce budzą coraz większy niepokój, choćby dlatego, że kolejne prognozy są dla Polski coraz gorsze. Prezydent uważa, że złych informacji nie można ukrywać przed społeczeństwem. – Produkcja przemysłowa od stycznia do marca spadła o 10 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku – mówił Kaczyński. Zwracał też uwagę na spadające tempo inwestycji zagranicznych, które zmalały o 40 proc. – Kondycja przedsiębiorstw będzie się pogarszać. A ich kłopoty oznaczają kłopoty dla pracowników – ostrzegał. Podkreślił, że w pierwszym kwartale tego roku firmy zgłosiły prawie 25 proc. mniej nowych ofert pracy niż rok temu. – Niektóre prognozy mówią, że bezrobocie może sięgnąć 14, a nawet 16 proc. Pracę może więc stracić prawie milion Polaków w ciągu roku – zdaniem prezydenta takich danych nie wolno lekceważyć. Lech Kaczyński mówił też o wykorzystaniu prawie całości deficytu zaplanowanego na ten rok, spadającym tempie wzrostu i deficycie sektora finansów publicznych. Pesymiści twierdzą, że może on sięgnąć 40 mld zł. Zdaniem głowy państwa proponowane przez rząd przyjęcie euro nie jest panaceum. Tym bardziej że perspektywa ta się oddala. – Sytuacja jest bezprecedensowa. Polska znalazła się w cieniu kryzysu – mówił Lech Kaczyński, deklarując gotowość współdziałania w tworzeniu planu antykryzysowego. Konstytucja nie przewiduje dyskusji nad orędziem głowy państwa, ale PO, PSL i SLD zdecydowały, że po godzinnej przerwie Sejm wysłucha informacji rządu na temat stanu gospodarki. Przedstawili ją premier Donald Tusk oraz minister finansów Jacek Rostowski. Politycy PiS chcieli, by ten punkt obrad odłożyć do środy. Zwracali uwagę, że informacja jest nadużyciem konstytucyjnym. Ich wniosek został odrzucony. Formalnie wszystko jednak było w porządku. Wicepremier Grzegorz Schetyna nie ukrywał zaś, że rząd nie chciał dopuścić, by słowa prezydenta pozostały bez komentarza. [ramka][b]Rzadkie wizyty w Sejmie[/b] Konstytucja mówi, że prezydent może się zwrócić z orędziem do Sejmu. To rodzaj apelu głowy państwa do posłów, bo po orędziu nie ma debaty. Do tej pory żaden z prezydentów nie wygłaszał w Sejmie orędzia. Piątkowe wystąpienie Lecha Kaczyńskiego jest tym donioślejsze, że przyszedł do Sejmu po raz trzeci od swojego zaprzysiężenia. Prezydenta nie było nie tylko podczas dorocznych debat o polityce zagranicznej, ale nawet przy wygłaszaniu przez jego brata oraz Donalda Tuska exposé. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL