Sylwetki

Banki: najgorszy scenariusz możliwy

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
- Dzisiaj najważniejszą kwestią w sektorze jest kapitał. Najprostszą formułą jest więc zatrzymanie zysków - mówi Stanisław Kluza, przewodniczący KNF
[b]Rz: Mirosław Gronicki i Jerzy Hausner w opublikowanej 14 maja w „Rz” opinii napisali, że obecny kryzys jeszcze się pogłębi. Nie wykluczają nawet, że któryś z mniejszych polskich banków może upaść. Czy pan jest świadom takiego zagrożenia?[/b]
[b]Stanisław Kluza:[/b] Obecnie w polskim systemie finansowym praktycznie nie występuje ryzyko upadku żadnej instytucji. Jednak trzeba pamiętać, że to, co dzieje się na rynkach międzynarodowych, przekłada się na kondycję polskiej gospodarki i podmiotów działających w sektorze finansowym. Oznacza to, że trudno wykluczyć wystąpienie ryzyka, które może doprowadzić do krytycznych sytuacji. [b]Jakiego typu ryzyko jest najgroźniejsze – upadek nawet małego banku mógłby kosztować podatnika miliardy złotych?[/b]
Na pewno te związane z koniunkturą makroekonomiczną – mają one wpływ na jakość portfeli kredytowych banków. Ponad pięć lat temu udział niespłacanych kredytów w całym portfelu przekraczał aż 20 proc., dziś jest na poziomie około 5 proc. [b]O ile może podnieść się ten wskaźnik w tym roku?[/b] O co najmniej parę punktów procentowych. [b]Istnieje taka możliwość, że akcje Banku Zachodniego WBK od irlandzkiego AIB mogliby odkupić polscy menedżerowie wsparci funduszami private equity lub pieniędzmi inwestorów prywatnych. Taki wariant wyjścia Irlandczyków podaliśmy ostatnio w „Rz”. Czy KNF zaakceptowałby takich właścicieli polskiego banku?[/b] Każdy proces wydawania zgody na przejęcie akcji banku jest przeprowadzany indywidualnie. Ważna jest m.in. skala działalności banku, baza klientów, kondycja finansowa, a także to, jakich ma pozostałych właścicieli. Nie można powiedzieć, że nigdy nie zaakceptowalibyśmy takich właścicieli. Najważniejsze jest pytanie, czy inwestorzy są w stanie zagwarantować bezpieczeństwo i stabilne zarządzanie w trzech interesujących nadzór okresach, czyli krótkim, średnim i długim. Istotne są także deklaracje złożone przez potencjalnych nabywców oraz realizacja wcześniej przedstawionej polityki. [b]Spotyka się pan z wieloma inwestorami. Czy w pana odczuciu zainteresowanie polskimi bankami się zwiększyło? Czy ktoś sonduje nadzór pod względem możliwych fuzji i przejęć?[/b] Owszem, spotykam się z wieloma instytucjami, zarówno polskimi, jak i zagranicznymi, jednak nie mogę z całą pewnością powiedzieć, czy te spotkania wynikają z rzeczywistego zainteresowania, czy jest to tylko testowanie nas jako nadzoru. [wyimek]Dzisiaj najważniejszą kwestią w sektorze jest kapitał. Jego poziom decyduje o potencjalnej przyszłej akcji kredytowej. Co można zrobić, żeby te kapitały były większe? Najprostszą formułą jest zatrzymanie zysków[/wyimek] [b]Ministerstwo Finansów chce, żeby PKO BP wypłaciło jednak dywidendę z zysku za 2008 r. Ma to pomóc zmniejszyć ubytek w budżecie państwa. W większości banki, w tym wszystkie duże, posłuchały zalecenia nadzoru, który sugerował, żeby zysk zwiększył ich kapitały. Jak więc KNF będzie oceniać decyzję głównych akcjonariuszy PKO BP, jeśli do wypłaty dywidendy dojdzie?[/b] Dzisiaj najważniejszą kwestią w sektorze jest kapitał. Jego poziom decyduje o potencjalnej przyszłej akcji kredytowej. Co można zrobić, żeby te kapitały były większe? Najprostszą formułą jest zatrzymanie zysków. Zachęcaliśmy do tego banki i instytucje finansowe. Zalecenie nadzoru odnosi się do całego sektora, co oznacza, że odnosi się do każdego banku z osobna. [b]Ale to bank państwowy i choć przed nim możliwa emisja nowych akcji i duże oczekiwania wobec zwiększenia udzielania kredytów dla polskich firm, to jednak deficyt budżetowy to nie przelewki. Ulegnie pan presji ministra i przymknie oko na obniżenie kapitałów PKO BP poprzez inne niż pana oczekiwania podziały zysku? [/b] Wzmocnienie kapitałowe banku będzie potrzebne – tak jak inne instytucje musi być on przygotowany na pogorszenie jakości portfela kredytowego. Presja na budowanie kapitałów jest widoczna także w innych krajach. Wystarczy spojrzeć na Stany Zjednoczone i Europę. Bezpieczne prowadzenie działalności przez banki nie jest możliwe bez odpowiedniego poziomu kapitałów. Trzeba też zwrócić uwagę na to, jak działania i decyzje podejmowane przez duże banki przekładają się na cały rynek, także na akcję kredytową. Ostatnie słowo należy do akcjonariuszy. [b]KNF na początku roku mocno sugerował bankom, żeby utrzymywały 10-proc. współczynnik wypłacalności. Potem nadzór zaczął się z tego wycofywać. Jakie jest w takim razie ostateczne stanowisko nadzoru?[/b] Od początku nasze stanowisko było jednoznaczne – minimalny współczynnik wypłacalności jest ustawowo określony na 8 proc., ale banki powinny dążyć do wzmocnienia kapitałowego, czego konsekwencją jest także podniesienie współczynnika. Dlaczego? Na koniec 2007 r. współczynnik wypłacalności banków wynosił 13,8 proc., na koniec zeszłego roku 10,9 proc., na koniec I kw. 2009 r. nadal jest zbliżony do 11 proc. Czy banki w Polsce potrzebują bufora bezpieczeństwa, np. ze względu na ryzyko kursowe? Tak, potrzebują. Czy każdy bank potrzebuje tyle samo? Nie, każdy bank ma trochę inną sytuację. Czy tylko ryzyko zmiany kursów może obniżyć współczynnik wypłacalności? Nie, różnych czynników ryzyka jest zdecydowanie więcej i są one związane ze spowolnieniem gospodarczym. Jeżeli wskaźniki makroekonomiczne będą się pogarszać albo nie będą stabilne, przełoży się to na wypłacalność gospodarstw domowych i firm, co wpływa negatywnie na terminową spłacalność kredytów, a w konsekwencji na wysokość współczynnika wypłacalności. [b]Czyli optujecie za wysokim poziomem współczynnika wypłacalności?[/b] W Szwajcarii, Holandii czy Hiszpanii współczynniki wypłacalności są wysokie. Szwajcarzy są zaniepokojeni tym, że współczynnik wypłacalności w UBS, ich największej grupie finansowej, spadł do 11 proc. Chcemy, żeby nasi bankowcy brali pod uwagę potencjalne ryzyko i różne scenariusze makroekonomiczne. [b]Jak w takim razie KNF będzie karał banki, które mają niższy niż 10-proc. wskaźnik, który mówi o ich bezpieczeństwie płynnościowym? [/b] Mogę potwierdzić, że są banki, których współczynnik wypłacalności oscyluje wokół 9 proc. Jeżeli ten współczynnik spada albo jest na to narażony, to oczekujemy od zarządu banku pomysłów na prowadzenie działalności w bezpieczny sposób, a od zagranicznych właścicieli deklaracji, że będą odpowiadać za bezpieczeństwo i stabilność podmiotów zależnych w Polsce. [b]A jeśli właściciel nie ma możliwości zwiększenia kapitałów? Mniej go też interesuje kondycja polskiej gospodarki, a bardziej jest zainteresowany wzmożoną akcją kredytową na swoim macierzystym rynku...[/b] Nadzór nie jest dedykowany temu, żeby zastępować właścicieli bądź rozwiązywać kwestie właścicielskie, dopóki kwestie te nie zagrażają bezpieczeństwu i stabilności zarządzania instytucją finansową. Jeżeli mielibyśmy sygnały, że któryś z akcjonariuszy albo się uchyla od wsparcia, albo jego działanie na arenie międzynarodowej skutkowałoby zwiększeniem ryzyka dla funkcjonowania banku w Polsce, to nadzór natychmiast poinformuje o tym NBP, który ma za zadanie dostarczać bankom płynności oraz ministra finansów, który ma możliwość rekapitalizacji banków. [b]Czy różnice osobowościowe pomiędzy panem, ministrem finansów Jackiem Rostowskim i prezesem NBP Sławomirem Skrzypkiem mają jakiś wpływ na funkcjonowanie Komitetu Stabilności Finansowej? W sytuacjach alarmowych, które mogą wynikać np. z ryzyka upadku któregoś z banków w Polsce, koordynacja działań odbędzie się bez problemów?[/b] Nie ma ludzi takich samych, o identycznych osobowościach, co potwierdza się na spotkaniach Komitetu Stabilności Finansowej. Każdy ma swoje ustawowe zadania, robocza współpraca między instytucjami jest dobra i jesteśmy przygotowani na różne scenariusze. b]Chciałby pan, żeby banki w Polsce w ogóle nie udzielały kredytów hipotecznych w walutach obcych?[/b] Banki ze względu na zasadę bezpiecznego i stabilnego zarządzania powinny poważnie rozważyć właściwy dla nich poziom i skalę udzielania kredytów walutowych. Co nie oznacza, żeby w ogóle zakazać ich udzielania. To jest kwestia proporcji. Te kredyty powinny być dopełnieniem do oferty produktowej, dedykowanym do wąskiej i specyficznej grupy klientów, a niepodstawowym produktem. [b]Czy sądzi pan, że wymyślony przez NBP pakt z bankami, którego celem ma być rozruszanie akcji kredytowej ma szansę sukcesu?[/b] W latach 2003-2004 mieliśmy do czynienia z efektem odroczonych inwestycji.W 2003 r. nie wiadomo było, czy koniunktura się w Polsce poprawi czy też nie, więc firmy zdecydowały się zaczekać z inwestycjami. Wiosną 2004 r.,przed wejściem Polski do Unii Europejskiej, w związku z oczekiwaną zmianą reguł prowadzenia działalności biznesowej, firmy uznały, że lepiej wejść do gry wtedy, kiedy będą znane nowe reguły. To oznaczało dalsze odroczenie inwestycji. Dodatkowo w momencie wejścia Polski do wspólnoty europejskiej doszło do wyrównań cenowych. Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe, w nagłówkach gazet straszono, że stopy mogą zbliżyć się nawet do 10 proc. Firmy stwierdziły,że przy takim wysokim koszcie pieniądza inwestycje nie są opłacalne i znów je odroczyły. W podobną spiralę zaczynamy wchodzić obecnie. Przedsiębiorcy nie są pewni tego, co będzie się działo w gospodarce. Firmy nie mówią, że nie chcą inwestować, tylko decydują się odłożyć inwestycję właśnie ze względu na niepewność gospodarczą. [b]Czyli wszelkie akcje zwiększenia akcji kredytowej tak naprawdę są bezcelowe[/b] W kryzysie pakiety medialne mają swoje pozytywne znaczenie, bo poprawiają nastroje na rynkach, chociaż w dłuższej perspektywie nie zastąpią realnych działań. Trzeba pamiętać, że przy kredycie są dwie strony: bank i klient.Obie strony kalkulują, czy kredyt i inwestycja są opłacalne, jaka będzie stopa zwrotu. Banki dziś bardzo dużo płacą za depozyty, za pieniądz,którym mogą zarządzać. Jeżeli chcą zarobić, muszą ten pieniądz z zyskiem pożyczyć. Brak przychodów z kredytów wpływa negatywnie na cały wynik.Banki nie mogą nie udzielać kredytów, są na nie skazane.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL