Sport

Kenia czeka na Henia

Prezes wielce zasłużonego dla polskiej piłki klubu Górnik Zabrze oraz trener tego zespołu zastosowali kuriozalny sposób motywowania piłkarzy do lepszej gry. Wpuścili na trening stu osiłków, którzy otoczyli zawodników i zmusili ich do założenia koszulek z następującym napisem: „Nie wystarczy tylko biegać i trochę się starać, z naszym herbem na sercu trzeba zap…ć”.
Prezes Jędrzej Jędrych stwierdził potem, że akcja była z nim uzgodniona. Również bywały w świecie szkoleniowiec Henryk Kasperczak nie widział w całej sytuacji nic nagannego. Gdy kibole terroryzowali jego zawodników, stał z boku i spokojnie czekał, aż skończą.
Sprawa jest skandaliczna i powinien się nią zająć prokurator, ale by tak się stało, potrzebne by chyba było doniesienie ze strony pokrzywdzonych, czyli piłkarzy. A ci takiego doniesienia raczej nie złożą. W końcu nie zostali wywiezieni do lasu, nikt ich nie pobił, a żaden z członków ekipy motywacyjnej nie miał w ręku nawet maleńkiego kija bejsbolowego. W zasadzie nie ma więc sprawy. Dla jakiegoś tam poniżenia nie warto ryzykować utraty pracy w trudnych czasach. Piłkarze Górnika mogą to akceptować, ale ja nie muszę. Zastanawiam, co skłoniło prezesa klubu i zasłużonego trenera do przyzwolenia na takie działania. Przemożna chęć utrzymania się w ekstraklasie, to oczywiste. Także chyba poczucie bezkarności. Jędrych i Kasperczak byli przekonani, że w Polsce nikt za poniżanymi piłkarzami się nie ujmie. Polski piłkarz handluje meczami, obija się na treningach, regularnie upija i w dodatku nie odnosi międzynarodowych sukcesów. Można więc go obrażać i mieszać z błotem, a opinia publiczna to zrozumie i rozgrzeszy.
Nie dziwi mnie, że tak rozumuje szef klubu, nawet jeśli to - jak w tym wypadku - politolog z wykształcenia i były poseł. Ale że gangsterskim działaniom kibiców przyklaskuje jeden z najwybitniejszych polskich trenerów, człowiek, który sam kiedyś grał w piłkę i który kawał życia spędził we Francji? Przerażające. Henryk Kasperczak powiada cynicznie, że koszulki były czyste, więc nie było żadnych przeszkód, by zawodnicy je założyli. Bardzo jestem ciekaw, co zrobiłby słynny trener, gdyby Górnik spadł z ligi (czego oczywiście nie życzę drużynie, której za czasów Lubańskiego i Szołtysika zawzięcie kibicowałem) i przyszliby do niego ci sami ludzie, przynosząc koszulkę ze stosownym rymowanym napisem. Na przykład „Kenia czeka na Henia”. Domyślam się, że sprawdziłby stopień czystości i założył. Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/fafara/2009/05/19/kenia-czeka-na-henia/]blog.rp.pl/fafara[/link]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL