fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Szatnia, proszę pana, była najważniejsza

Fotorzepa, Bartosz Siedlik
Jerzy Gruza o kortach warszawskiej Legii, siostrach Williams, Szarapowej i grających w tenisa aktorach
[b]RZ: Co było takiego fascynującego w dawnych kortach Legii?[/b]
[b]Jerzy Gruza:[/b] To, co się działo w szatni. Obserwowałem na przykład, jak w tej przebieralni – i co za tym idzie, także na kortach – pojawiały się kolejne fale władzy. To zjawisko powtarzało się od czasów Gomułki do późnego Gierka. Nie była to jednak władza aktualna, tylko akurat ta, która poszła w odstawkę. Ci odsunięci mieli bowiem więcej czasu i mogli częściej bywać w szatni i na kortach.
[b]Co pan ciągle z tą szatnią?[/b]
Bo szatnia, proszę pana, była najważniejsza. Dla wielu graczy istotne znaczenie miał ten cały ceremoniał związany z tenisem. Człowiek się przebierał w strój sportowy, rozmawiając przy tym oczywiście, potem trochę pograł w tenisa i znów się przebierał, brał prysznic i rozmawiał. Poznałem faceta, który powoli zaczął minimalizować znaczenie tenisa w tym rytuale, aż w końcu całkowicie wyeliminował swoje wyjścia na kort. Przebierał się, brał prysznic i znowu przebierał. Gawędząc przy tym, rzecz jasna.
[b]Były jeszcze jakieś barwne typy na Legii?[/b]
Niemal wyłącznie. Pamiętam pana Karola, który był tu trenerem. Miał swoje powiedzonka, które potem krążyły w szatni. Kiedyś do pewnego prominenta powiedział: „Pan ryje kort jak zwierzę”. Prominent nie odważył się nawet pisnąć. Pan Karol grywał do późnej starości i z wiekiem coraz częściej strzelał po autach. Mówił wtedy: „Sorry”. Przyszedł niestety moment, w którym z kortu, gdzie grał pan Karol, słychać było bez przerwy: „Sorry, sorry, sorry”.
[b]Prezes sekcji tenisowej Legii mecenas Jerzy Lewiński też grywał po osiemdziesiątce.[/b]
Ja z nim grałem, kiedy był znacznie młodszy. Gdy przegrywał, stosował swoją starą sztuczkę. Nagle zaczynał rozmawiać z kortowym, któremu jako szef obiektu wydawał jakieś polecenia. Człowiek po drugiej stronie siatki się gotował, bo chciał kończyć mecz, a mecenas mówił, że tu trzeba polać, a tu przejechać walcem. I rozpraszał rywala całkowicie.
[b]Z kim pan jeszcze grywał?[/b]
Z różnymi ludźmi, np. z Bohdanem Tomaszewskim. Grał elegancko, klasycznie.
Z Erwinem Axerem, który źle znosił uwagi na temat swojej gry. „Co ty powiesz? Źle uderzam z bekhendu?” – mówił, nie ukrywając rozdrażnienia. Łatwiej było krytykować reżyserowane przez niego sztuki.
Z kolei Adam Hanuszkiewicz nawet jak przegrywał, potrafił znaleźć swoje przewagi. „Owszem, wygrałeś, ale ja ładniej poruszałem się na korcie” – argumentował.
[b]Tenis może być inspiracją dla reżysera czy scenarzysty?[/b]
Napisałem sztukę o tematyce tenisowej. Niech pan zgadnie, jaki ma tytuł. „Szatnia”, jakżeby inaczej. Ale na razie nie wzbudziła zainteresowania. W swoich filmach z rozmysłem nie wprowadzałem wątków tenisowych. Drażni mnie, gdy widzę aktorów udających tenisistów. Wygląda to żałośnie dla kogoś, kto ma jako takie pojęcie o tenisie. Może tylko Jan Englert nadawałby się do roli tenisisty.
[b]W telewizji podziwia pan zawodowców?[/b]
Z tym podziwianiem to lekka przesada. Po prostu oglądam i widzę, jak bardzo się zmienili. Kiedyś tenisista to był wysoki, szczupły mężczyzna, a teraz są to umięśnione osiłki. Panie niestety też.
[b]Kogo pan wybiera: Szarapową czy siostry Williams?[/b]
Siostry Williams powinny mieć zakaz gry w tenisa. One mają tak wielką przewagę genetyczną nad delikatnymi pannami z Europy, że rywalizacja jest pozbawiona sensu. Te genetyczne nierówności najbardziej mnie denerwują w sporcie. Weźmy biegi długodystansowe. Jakie szanse mają białe dziewczyny, które do szkoły jeździły metrem, w starciu z Etiopkami, które w dzieciństwie biegały po kilka kilometrów dziennie?
[b]Nadal czy Federer?[/b]
To walka barbarzyńcy ze szlachetnie urodzonym.
W historii świata barbarzyńcy często brali górę w tym boju. Nie tylko w licznych wojnach, ale i w sztuce.
[b]Ale może zdarzają się szlachetnie urodzeni, którzy na korcie są barbarzyńcami?[/b]
Ja właśnie taki jestem (śmiech).
[b]Rozpoczął pan już sezon?[/b]
Jeszcze nie. W ubiegłym roku miałem przerwę z powodu choroby, a zimą nie lubię grać, bo tenis w hali czy pod balonem traci urok. Ale w tym sezonie wracam. Na korty, a przede wszystkim do szatni.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA