fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Praca

Dla cierpliwych dotacje są warte zachodu

Stanisława Brzezińska z Warszawy dzięki dotacji otworzyła zakład poprawek krawieckich
Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Piotr Mazurkiewicz
Bezrobotni, którzy chcą założyć firmę, mają wiele możliwości zdobycia bezzwrotnych dotacji. Choć trudno przebrnąć przez procedury, urzędy szturmuje tłum chętnych
Rosnące bezrobocie sprzyja podjęciu decyzji o starcie z własną działalnością gospodarczą, dlatego chętnych nie brakuje. Chociaż dotacje dostępne są od dawna, to jednak w ostatnich miesiącach zainteresowanie jest ogromne. Samo zdobycie potrzebnych dokumentów zajmuje co najmniej kilka dni, trzeba się też liczyć ze staniem w kolejkach rozpoczynających się nawet już przed budynkiem urzędu pracy. Ale bezrobotni z pomysłem na firmę mówią, że warto.
[srodtytul]Urzędnicy mogą być mili[/srodtytul]
– Muszę przyznać, że postawa urzędników bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Starają się pomóc, nie udają, że wiedzą wszystko – jak coś jest niejasne, po sprawdzeniu nawet zadzwonią z pewnymi informacjami – mówi Krzysztof z Poznania, który chce ruszyć z firmą szkoleniową. Inne doświadczenia ma Rafał, który zamierza otworzyć siłownię: – Urzędnicy są niemili i nigdy na nic nie mają czasu, choć jakoś nie widać po nich przemęczenia. Dominuje spychologia i strach przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji.
Mimo czasami bardzo otwartego i ludzkiego podejścia, przy zakładaniu firmy i tak grozi nam zderzenie z biurokracją w czystej postaci. W wymaganiach, które trzeba spełnić, by dostać dotację, nie brakuje oczywistych absurdów, z czego zdają sobie sprawę sami pracownicy urzędów przyjmujący wnioski. Wymagany jest np. status bezrobotnego, dlatego urząd usilnie próbuje, mimo że zainteresowany jest przecież zdecydowany działać na swoim, znaleźć mu pracę. – Muszę się zgłaszać co trzy miesiące i odbierać oferty, ale sami urzędnicy z porozumiewawczym uśmiechem mówili, że wystarczy nieszczególnie się starać na rozmowach kwalifikacyjnych, aby pracy nie dostać. Na pewno dużym ułatwieniem jest możliwość analizowania ofert razem z doradcą zawodowym, a nie bezpośrednio z firmą, która chciałaby nas zatrudnić, nawet wbrew naszej woli – opowiada Krzysztof z Poznania. Przyznaje – tak jak i inni nasi rozmówcy – że nie dostaje ofert poniżej swoich kwalifikacji, choć śmieje się, że powinny one trafiać do osób szukających pracy, a nie tych, które wolą pracować na swoim.
Nawet po przebrnięciu przez te procedury trzeba bardzo pilnować ogłoszenia listy wniosków o dotacje zakwalifikowanych do dalszego etapu – gdy prześpi się termin i nie złoży wymaganych dokumentów, trzeba czekać na kolejną transzę. – Akurat byłem za granicą i po powrocie zostało mi tylko kilka dni, więc oczywiście nie dałem rady – mówi Krzysztof.
[srodtytul]Znaczek na maszynie[/srodtytul]
Choć procedury są uciążliwe i trzeba zdobyć górę dokumentów, to jednak osoby, które skorzystały z tej formy pomocy, są zadowolone. Stanisława Brzezińska, która pod koniec 2007 r. dzięki dotacji na założenie własnej działalności gospodarczej otworzyła zakład poprawek krawieckich, mówi dziś, że była to ostatnia deska ratunku i w dobie kryzysu dla osoby takiej jak ona jedyne rozwiązanie.
– Bo kto od ręki zatrudniłby 53-letnią kobietę? – zastanawia się. Po stracie pracy usłyszała od koleżanek o szkoleniach dla kobiet, które chcą założyć firmę. Zgłosiła się do beneficjenta unijnych środków – firmy BIT, w której przeszła dwutygodniowe szkolenie m.in. z pisania biznesplanu, przepisów prawa pracy, negocjacji i komunikacji interpersonalnej oraz technik sprzedaży.
– Uczyłam się nie tylko jak założyć firmę, ale też jak utrzymać się na rynku – mówi pani Brzezińska. – W przygotowaniu biznesplanu pomagali konsultanci, z których pomocy, bezpłatnej jak całe szkolenie, mogłam potem korzystać jeszcze przez kolejne trzy miesiące – wspomina.
Dostała ponad 13 tys. zł dotacji. – Ale nie do ręki, tylko na podstawie faktur. Jednak bez tych pieniędzy przedsięwzięcie nigdy by się nie udało – ocenia.
– Przez pierwszy rok działalności BIT mógł skontrolować, czy rzeczywiście prowadzę firmę, a teraz przez dziesięć lat muszę gromadzić wszystkie dokumenty. Jedyne, co jeszcze musiałam zrobić, to na sprzęcie w pracowni nakleić znaczki, że jest współfinansowany ze środków unijnych – dodaje. I przyznaje, że największe szanse na dotacje mają firmy usługowe – to właśnie takie biznesplany na jej szkoleniu cieszyły się największym powodzeniem. Szkolenie zaczęła we wrześniu, a w grudniu miała już otwartą pracownię. – W znalezieniu lokalu pomogła mi moja spółdzielnia mieszkaniowa – dodaje Brzezińska.
[srodtytul]Nie dla wszystkich[/srodtytul]
Anna Nowakowska z Łodzi straciła pracę w ubiegłym tygodniu. Do własnej działalności gospodarczej zawsze podchodziła z dystansem. – Mój ojciec od lat prowadzi firmę i wydawało mi się, że nie dałabym rady z biurokracją – opowiada. – Jednak tata powiedział mi o programach szkoleń dla osób, które zakładają taką działalność, na których wszystkiego można się dowiedzieć, więc pomyślałam, że spróbuję.
Anna kończyła szkołę plastyczną, dlatego chce założyć firmę zajmującą się m.in. renowacją obrazów, ale też ich malowaniem na zamówienie. – Nie wiem, czy to jest oferta na czas kryzysu, ale to potrafię, a zanim założę firmę i biznes się rozkręci, to kryzys się skończy – żartuje. – Zwłaszcza że dotacje, o które można się ubiegać, są całkiem spore, więc jest o co walczyć – uważa.
Magda z Warszawy na dotację czekać nie chciała. Chociaż założycielka firmy MAGVENTUS nie należy do grona zwolnionych w trakcie kryzysu, to właśnie teraz zdecydowała się na założenie własnej firmy. Jednak na dotacje się nie decyduje. Ale uważa, że własna działalność gospodarcza to na czas kryzysu jeden z lepszych pomysłów. – Taka praca jest elastyczna, bo im większy zakres działalności wpisze się do PKD (Polska Klasyfikacja Działalności), tym większy rynek, na którym można działać. Czy będę chciała sprzedać zdjęcie, czy jakiś projekt graficzny, to będzie zależało od aktualnej potrzeby klientów.
Nad dotacjami się zastanawiała, jednak nagliła ją konieczność szybkiego wystawienia faktur, dlatego zdecydowała się założyć firmę bez zewnętrznego wsparcia. – Dotacji nie dostaje się przecież od ręki.
Zwłaszcza że problemem może być zdobycie szybko stosownych dokumentów, które są krótkoterminowe – np. zaświadczenie z ZUS o niezaleganiu ze składkami nie może być starsze niż miesiąc, a na jego wydanie i tak trzeba czekać ponad tydzień. Są jeszcze inne problemy, z którymi trzeba się liczyć. Jeśli ktoś chciałby zostać taksówkarzem, dotacji nie może wydać na auto, z kolei firma doradcza czy szkoleniowa nie może z tych pieniędzy wyremontować lokalu, gdzie będzie działać.
[ramka][link=http://www.kariera.pl/kariera/23/wlasna_firma/]Zobacz, jak założyć własną firmę[/link][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA