Telewizja

Tęskniąc za demonami

Marisa Tomei
Corbis
Na propozycję rozbieranej sceny piękna Marisa Tomei czekała dłużej niż na Oscara! Statuetkę dostała już na początku kariery w 1993 roku za drugoplanową rolę w komedii „Mój kuzyn Vinny”. A pokazała się nago dopiero ostatnio: w filmach „Nim diabeł dowie się, że nie żyjesz” Lumeta oraz „Zapaśniku” Aronofskiego
To nie jest sprawa odwagi – mówi Tomei, 45-latka. – Kiedy pojawia się okazja zagrania u takiego reżysera jak Lumet albo Aronofski, nie wydziwiasz i jesteś po prostu gotowa na pewne ustępstwa.
W głośnym „Zapaśniku” zagrała striptizerkę, matkę samotnie wychowującą dziecko, przyjaciółkę starzejącego się gwiazdora ringu (wielki comeback Mickeya Rourke). – Właściwie nie łączy ich romans, to po prostu dwoje ludzi, podobnie poranionych przez życie, którzy spotykają się w trudnym momencie i próbują sobie nawzajem pomagać – opowiada aktorka. Na planie bardzo przydatne okazało się przygotowanie taneczne Marisy, która w dzieciństwie ćwiczyła balet. – Wbrew obawom, kręcąc scenę striptizu, całkiem dobrze się bawiłam – wyjaśnia. – Było trochę tak jak w teatrze: mała scena, światła, widownia... Przygotowując się do roli, rozmawiałam z wieloma striptizerkami. Mówiły, że taniec dodaje im pewności siebie, czują się silniejsze, dowartościowane. Często trudno im zrezygnować z uprawiania tego zawodu właśnie dlatego, że są uzależnione od występów na scenie. Tak jak aktorki. To było ciekawe doświadczenie, i bardzo podobały mi się kostiumy – dodaje ze śmiechem.
Aktorka chwali współpracę z Darrenem Aronofskim: – Nieczęsto zdarza się, żeby ludzie od razu świetnie się rozumieli, a właśnie tak było z nami – podkreśla. – To dlatego, że mówimy tym samym językiem: oboje wychowaliśmy się na Brooklynie, chodziliśmy do tej samej szkoły, chociaż w innych latach, mieliśmy wspólnych przyjaciół. Urodziła się 6 grudnia 1964 roku w Nowym Jorku, w rodzinie o włoskich korzeniach. Wciąż ma podwójne, amerykańskie i włoskie obywatelstwo. W rodzinie nie było osób związanych z show-biznesem, ale matka i ojciec bardzo kochali teatr i swoją miłość zaszczepili dzieciom. Oboje – córka i syn – zostali aktorami. Początkowo Marisa marzyła jednak o karierze archeologa. Ale już po roku nauki na uniwersytecie w Bostonie zrezygnowała – pochłonęła ją praca dla telewizji i teatr właśnie. Popularność zdobyła, grając m.in. w serialu „As the World Turns”. Potem był filmowy debiut w „The Flamingo Kid” (1984) i kolejny popularny serial „A Different World” (1987). W 1993 roku niespodziewanie zdobyła Oscara za rolę w komedii „Mój kuzyn Vinny”. Zaskoczenie było tak wielkie, że natychmiast zrodziła się plotka, jakoby Jack Palance przy ogłaszaniu werdyktu... pomylił koperty z nazwiskiem zwyciężczyni w tej kategorii. Nieprzyjemne komentarze popsuły Marisie radość z wyróżnienia i spowodowały, że przez wiele kolejnych lat robiła wszystko, by udowodnić, że na statuetkę zasłużyła. Udało się. Stworzyła wiele ciekawych ról, zwykle drugoplanowych, m.in. w biograficznym „Chaplinie” Richarda Attenborough (1992), „Skrytej namiętności” (1993), „Rodzinie Perezów” (1995), „Odmienić los” Nicka Cassavetesa (1996), dramacie wojennym „Aleja Snajperów” (1997), niezależnej produkcji „Slumsy Beverly Hills” (1998) oraz komedii romantycznej „Czego pragną kobiety” (2000). W 2002 roku otrzymała kolejną nominację za kreację w mrocznym dramacie „Za drzwiami sypialni”. Zagrała potem m.in. w komediach „Wszystko zaczyna się od pocałunku” (2002), „Dwóch gniewnych ludzi” (2003) z Jackiem Nicholsonem i Adamem Sandlerem, a także w „Factotum” (2005) – ekranizacji autobiograficznej książki Charlesa Bukowskiego. Zapytana, co woli: dramat czy komedię, odpowiada: – Jedno i drugie. Zrobisz kilka komedii i już zaczynasz tęsknić za demonami, chcesz zagrać w mroczniejszym repertuarze. A potem znowu myślisz sobie: „Wystarczy, trzeba dodać trochę światła”. To przychodzi falami. Cóż, najlepiej mieć możliwość grania i w dramatach, i w komediach. Jest zresztą coś, co łączy oba gatunki – prawda. Tu i tu aktor musi być autentyczny i wiarygodny. Ale przyznaję, że komedie bardzo lubię. I wciąż marzę o tym, żeby zagrać w takiej naprawdę zwariowanej. Niespełnionym marzeniem aktorki pozostaje też udział w musicalu. Tomei chętnie wraca do teatru, który nieraz był dla niej azylem w trudnych chwilach. Występuje w nowojorskim Teatrze Nagich Aniołów. Na Broadwayu wystąpiła m.in. w tytułowej roli w sztuce „Salome” Oscara Wilde’a u boku Ala Pacino. – Nigdy nie zależało mi na tym, żeby grać wyłącznie główne bohaterki – mówi aktorka. – Zawsze lubiłam wcielać się w postaci drugoplanowe. Owszem, lubię patrzeć na gwiazdy, które na planie i poza nim muszą być perfekcyjne „do bólu”, ale mnie samej trudno się w takiej pozie odnaleźć. Za rolę Cassidy w „Zapaśniku” Tomei dostała kolejną, trzecią już nominację do Oscara. Znowu jest na fali. [i]Wojenny biznes | 20.00 | Canal+ | SOBOTA Oskar | 12.45 | Polsat | NIEDZIELA Serce nie sługa | 20.30 | czwórka | NIEDZIELA[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL