Euro 2012

Polska i Ukraina wstrzymują oddech

Michel Platini
AFP
O godz. 11 dowiemy się, w jakich miastach odbędzie się turniej. Szefowie federacji piłkarskich Polski i Ukrainy Grzegorz Lato i Hryhorij Surkis, jeszcze wczoraj byli przyjaciółmi, od dzisiaj na linii Warszawa – Kijów może być już trochę chłodniej
To drugi po Pentagonie największy budynek na świecie. Żeby go obejść, trzeba półtorej godziny. 65 tysięcy metrów kwadratowych, w których mieści się teraz rumuński parlament, a zmieściłoby się pięć niemieckich Bundestagów, ma ponad 5 tysięcy pomieszczeń. Wpisy w księdze gości mówią, że dla takiego dzieła warto było głodować.
[wyimek]Grzegorz Lato przed wczorajszą uroczystą kolacją przyznał, że jest trochę zdenerwowany [/wyimek] Wybudowany został na rozkaz komunistycznego dyktatora Nicolae Ceausescu wyłącznie z rumuńskich materiałów, w czasach, gdy mieszkańcy Bukaresztu nie mieli co jeść. Teraz wydaje się, że sprzedaż jednego żyrandola mogłaby pokryć deficyt budżetowy.
[srodtytul]Grisza[/srodtytul] Wczoraj wieczorem Pałac Parlamentu opanowali ludzie futbolu. Stulecie istnienia rumuńskiej federacji piłkarskiej zorganizowano z przepychem. Josep Blatter, Michel Platini, Lennart Johansson, Franz Beckenbauer no i rodzime gwiazdy, jak Gheorghe Hagi czy Dan Petrescu, zajęci będą zabawą, dobrym jedzeniem i przyjmowaniem pamiątkowych medali. Dwóch gości uśmiechało się zapewne z pozorowaną swobodą – Grzegorz Lato i Hryhorij Surkis. Michał Listkiewicz, prezes PZPN z czasów, gdy Michel Platini w Cardiff informował świat o odważnej decyzji UEFA, mówił otwarcie, że turniej Polsce i Ukrainie załatwił Grisza. Grisza to właśnie Surkis, rządzący ukraińskim futbolem w stylu wschodniego watażki. Grisza zna wielu ludzi i wielu ludzi Griszę szanuje, a może bardziej się go boi. Surkis lubi warknąć i postawić do pionu tych, którzy myślą inaczej niż on. Do Bukaresztu przyjechał dopiero wczoraj po południu, w ostatniej chwili zdążył na początek obrad Komitetu Wykonawczego UEFA. Do hotelu Marriott w centrum miasta niemal wbiegł, po chwili wyściskał się z Platinim i sekretarzem generalnym Davidem Taylorem. Podobnie jak Lato nie wyglądał na zdenerwowanego. Surkis na Ukrainie imponuje tym, czym na Wschodzie można zaimponować najbardziej – zmysłem do interesów i umiejętnością unikania kar za popełnione grzechy. Pomysł z mistrzostwami Europy był jego, ale wiedział, że sama Ukraina nie będzie miała w UEFA wystarczającego przebicia. Cień Surkisa jest długi i groźny. Kiedy w PZPN wybierano nowego prezesa, gość z Ukrainy przyjechał do Warszawy i nakazał głosować na Zbigniewa Bońka, a że Polacy nie lubią, jak ktoś im coś każe, wygrał Grzegorz Lato. Jedną z pierwszych decyzji nowego prezesa było jednak wybaczenie Surkisowi, bo „Grisza na pewno nie chciał źle i jest naszym przyjacielem”. Kiedy rząd wprowadzał kuratora do PZPN, Surkis krzyczał, że Polacy mogą popsuć pracę wielu ludzi. Po ostatniej wizycie Michela Platiniego na Ukrainie i w Polsce okazało się, że wyprzedzamy sąsiadów niemal na każdym polu, więc Surkis znowu zaczął krzyczeć, że Polacy zachowują się nieelegancko. Od tej pory Lato nie wypowiada się na temat Euro. [srodtytul]Milczenie prezesów[/srodtytul] Przed wizytą w pałacu też nie chciał nic mówić, bo „Grisza zarzuci mu, że jest zdrajcą”. Oficjalnie oba kraje przekonywały UEFA do zorganizowania turnieju w ośmiu miastach – po cztery w każdym kraju. Michel Platini na kolacji w Warszawie, zapytany, jak ocenia problemy Polaków związane z przygotowaniami, powiedział podobno, że to problemy ludzi bogatych, bo naprawdę martwić powinni się Ukraińcy. Dzisiejsza decyzja nie będzie szukaniem złotego środka. Jeśli Ukraina nie przekonała Platiniego, że jest w stanie gościć finalistów w minimum czterech miastach, dostanie ich mniej. Wczorajszy spokój Surkisa i Laty niektórzy interpretowali jako sygnał, że wszystkie kwestie dotyczące Euro zostały wyjaśnione w poprzedni piątek w Nyonie na spotkaniu Komitetu Sterującego UEFA, na którym poza prezesami federacji gościli też ministrowie sportu. To podobno nieprawda, Surkis i Lato zostali poproszeni o milczenie nie dlatego, że wiedzą, ale by nie podgrzewać gorącej już atmosfery. Na dzisiaj zaplanowano odczytanie „raportu dotyczącego postępu prac w sprawie Euro 2012”, później wybrane zostaną miasta gospodarze. Losy Krakowa, Poznania czy Chorzowa rozstrzygały się tak naprawdę w nocy w pałacu. Lato, zanim wybrał się na kolację, stwierdził tylko, że możemy być zaskoczeni jej efektami, i przyznał, że trochę się denerwuje. Powiedział, iż nie będzie żadnych przecieków, bo to nie jest posiedzenie zarządu PZPN, które, choć tajne, natychmiast jest opisywane w gazetach. [srodtytul]Nieważne echa[/srodtytul] UEFA będzie wybierać spośród 12 miast. Polska zgłosiła Warszawę, Gdańsk, Poznań, Wrocław, Kraków i Chorzów, a Ukraina Kijów, Donieck, Dniepropietrowsk, Odessę, Lwów i Charków. Dziennik „L’Equipe” napisał, że Euro odbędzie się w czterech polskich i dwóch ukraińskich miastach. Dziennikarze ukraińscy – że w ośmiu, a z polskich skreślą Chorzów i Poznań. Giełda tak zwanych pewnych przecieków jest bogata. Najciekawsze wersje mówią o pozostawieniu dziesięciu miast, a kolejne eliminować się będą same, stwierdzając za rok czy dwa: „Nie damy rady”. Albo że UEFA w Bukareszcie ogłosi tylko polskie miasta, które na pewno zorganizują turniej, a ukraińskim zarządzi dogrywkę. Burza, jaką wywołałby nierówny podział między Polskę a Ukrainę, słyszalna będzie tylko w Kijowie i Warszawie. Jeden z delegatów UEFA tłumaczył wczoraj, że jego firma nie będzie się przejmować echami swojej decyzji, bo to jej Euro i sama ma prawo zadecydować, gdzie impreza będzie wyglądała najlepiej. [i]Strona Europejskiej Unii Piłkarskiej: [link=http://www.uefa.com]www.uefa.com[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL