fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Dzielność tarczą w szkole

Rzeczpospolita, Robert Gardziński Robert Gardziński
Samodzielne, niezniechęcające się łatwo i umiejące uzasadnić swoje zdanie. Takie sześciolatki poradzą sobie w szkole – mówi Monika Rościszewska-Woźniak
[b]Rz: Obniżamy w Polsce wiek szkolny. To dobre czy złe dla dzieci? [/b]
Monika Rościszewska-Woźniak: Powiedzenie po prostu dobre lub złe byłoby strasznym uproszczeniem. To pytanie, na które nie można jednoznacznie odpowiedzieć. Na problemy dzieci w wieku od pięciu do siedmiu lat nie ma bowiem prostej recepty. Są dzieci, dla których pójście do szkoły w wieku sześciu lat jest wręcz wskazane – bo w zerówce przedszkolnej się nudzą, marnują swój talent i czas, są i takie, dla których szkoła będzie problemem również wówczas, gdy skończą siedem lat.
[b]Słyszała pani o akcji „Ratuj maluchy” rodziców dzieci, które obejmie teraz reforma? Rodzice boją się likwidacji zerówek w przedszkolach. Ich obawy są uzasadnione?[/b]
W Warszawie rodzice protestowali głównie przeciwko pomysłowi, by posyłać dzieci do zerówek szkolnych. Nie było tu problemu związanego z obniżaniem wieku szkolnego. To, że maluchy mają wcześniej zacząć przebywać w środowisku szkolnym, jawiło się jako problem.
[b]Jest różnica między atmosferą przedszkola a szkoły. W tej drugiej dzwonią dzwonki, tabuny starszych kolegów pędzą korytarzami, na przerwie ustawia się kolejka do toalet...[/b]
Nowy sposób organizacji czasu jest szokiem i dla siedmiolatka. Tu wiele zależy od nauczycieli. Mogą np. organizować najmłodszym przerwę na siusianie w czasie lekcji. Poza tym w większości szkół dzieci najmłodsze mają swój własny rewir. W nim często nie obowiązują dzwonki, a zajęcia odbywają się w atmosferze zbliżonej do tej z przedszkola – np. na dywanie. Dlatego zamiast przejmować się tym, czy w szkole jest dzwonek czy nie, radzę się zainteresować i przejąć tym, kto będzie uczył nasze dziecko.
[b]Mamy na to jakiś wpływ?[/b]
Oczywiście. Nie musimy posyłać dziecka do szkoły, gdzie uczą osoby, o których mamy złe informacje. Są różne zebrania i spotkania dla rodziców, podczas których nauczyciele się prezentują. Nie żyjemy w próżni i najlepiej wiedzę o nauczycielach zdobywać poprzez tzw. wywiad środowiskowy. Poza tym spróbujmy poznać program szkolny przygotowany dla naszego malucha. W przyszłym roku będzie to dość łatwe, bo będziemy wiedzieli już, jak wygląda program pierwszej klasy i zerówki. W tym roku znane są na razie tylko podstawy programowe. Można poczytać o nich na całkiem przystępnie napisanej stronie internetowej MEN.
[b]Można założenia dla klas pierwszych i zerówek porównać?[/b]
Dokładnie. I tym samym samodzielnie próbować ocenić, jakiemu programowi sprosta intelektualnie nasze dziecko. To powinno znacznie ułatwić podjęcie decyzji: posyłać czy nie posyłać mojego sześciolatka do szkoły.
[b]Wielu pedagogów popierających inicjatywę „Ratuj maluchy” uważa, że przyspieszony rozwój umysłowy wiąże się z zapóźnieniami emocjonalnymi.[/b]
W mojej opinii nowa podstawa programowa dla pierwszej klasy jest ułożona zgodnie z możliwościami umysłowymi przeciętnego sześciolatka. Nie ma tu niebezpieczeństwa w postaci sztucznego przyspieszania rozwoju umysłowego malucha. Gdybym była dziś rodzicem dzieci w wieku wczesnoszkolnym, to raczej martwiłabym się faktem, że moje idące do pierwszej klasy dziecko siedmioletnie będzie powtarzało program zerówki.
[b]Co robić w tej sytuacji?[/b]
Jeśli siedmiolatek jest po solidnej zerówce, w której w dodatku robił szybko postępy i miał dobre wyniki, to zastanawiałabym się, czy nie posłać go do drugiej klasy. W pierwszej klasie może się nudzić, bo nauczyciel nauczania początkowego, zwłaszcza w okresie przeprowadzania reformy, będzie pod ogromną presją i obserwacją i zrobi wszystko, by sześciolatkowi nie stała się krzywda. Szczerze mówiąc, najbardziej w całej tej sytuacji współczuję właśnie nauczycielom. Mając tylko podstawy programowe, muszą stworzyć jakiś program nauczania i próbować pogodzić interesy sześcio- i siedmiolatków znajdujących się w tej samej klasie.
[b]A więc obawy rodziców, którzy nie chcą rezygnować z przedszkolnych zerówek, są nieuzasadnione?[/b]
Myślę, że nie chcą z nich rezygnować przede wszystkim z powodu warunków, jakie daje przedszkole. 40 godzin tygodniowo bardzo dobrej opieki, z obiadami i poczuciem sześciolatka, że rządzi przedszkolem. Przez 15 lat byłam dyrektorką przedszkola i zapewniam, że sześciolatki mają w nich bardzo dobrą sytuację i naprawdę rządzą. Nic dziwnego, że rodzice takich dzieci nie chcą zmieniać im tych warunków i małego, bezpiecznego przedszkola zamieniać na szkolny moloch, którego maluchy nie zdominują.
[b]Może nie są emocjonalnie gotowe na to, by się zmierzyć ze szkolnym molochem?[/b]
Tak jak dzieci w wieku sześciu lat różnią się między sobą intelektualnymi możliwościami, tak różnią się też bardzo emocjonalną dojrzałością. Niektóre są gotowe do tego, by znaleźć się w szkole, w której jest 300 dzieci, bo są kontaktowe, odważne, ciekawe, a inne nawet w małej grupie będą czuły się zagrożone.
[b]Jak ocenić, czy dziecko emocjonalnie sprosta szkole?[/b]
Trzeba zwracać uwagę na to, na ile dziecko jest samodzielne. I nie mam tu na myśli tego, czy umie zapiąć guziki, ale czy umie planować, co zrobi jutro, a co zrobi za chwilę. Chodzi mi też o pewną odpowiedzialność, której można wymagać od dziecka w tym wieku: czy wie, że jeśli nie przyjdzie na kolację, to będzie głodne? Czy umie dokonać wyboru pomiędzy różnymi przyjemnościami i nie ma do nikogo pretensji, że zyskując jedno, traci drugie?
[b]Dziecko powinno też umieć dyskutować i uzasadniać, dlaczego ma inne zdanie. Jeśli ma te umiejętności, umie opowiedzieć obcej osobie, co mu się podoba, a co nie oraz dlaczego, to jest gotowe, by pójść do szkoły. [/b]
Zapewniam, że takie dziecko poradzi sobie, gdy złamie mu się ołówek – powie o tym nauczycielowi lub pożyczy coś do pisania od kolegi.
Ma już wówczas w sobie ten rodzaj dzielności, który pomaga przetrwać w grupie. Samodzielność w sensie dzielność jest tutaj najważniejsza. Plus brak perfekcjonizmu. Nie wymagajmy za dużo od naszego dziecka. Ono nie może się bać, że coś mu się nie uda.
[b]To znaczy?[/b]
Dojrzałe emocjonalnie dziecko, gdy nie uda mu się rysunek, zamiast rozpaczać, powinno wziąć kartkę i próbować rysować znowu. Wykształcenie tych cech u dziecka w dużej mierze należy do rodzica.
Jak je wykształcić?
Podczas wielu codziennych sytuacji. Na przykład podczas gry w piłkę. Niech próbuje rzucać do kosza, czasem trafi, czasem nie, trudno. Gdy się zmoczy podczas długich spacerów, trudno, idziemy dalej i nie lamentujemy. Chce mu się pić, niech wytrzyma aż do powrotu do domu. Nie chuchajmy ciągle na nasze dziecko, ćwiczmy je w jego dzielności.
[b]Obniżanie wieku szkolnego ma ponoć tę zaletę, że wyrównuje szanse edukacyjne. Robi się to w całej Europie.[/b]
Oczywiście. Mam czasem wrażenie, że zapominamy, że Polska nie składa się tylko z trzech, czterech wielkich miast z dużymi szkołami. 70 procent z nas żyje poza nimi.
Dzieci w dużych miastach swój czas na rozwój mają wypełniony aż nadto. Ich rodzice zapisują je na angielski, tańce, judo i dramę. Tymczasem dzieci na wsiach i w małych miastach, w sytuacji gdy nie było w Polsce obowiązku przedszkolnego i w momencie, gdy udowodnione jest, że umysł dziecka jest najchłonniejszy do piątego i szóstego roku życia, zaczynały dotąd edukację zdecydowanie zbyt późno.
[ramka][b]Sześciolatki do pierwszej klasy, pięciolatki do przedszkola[/b]
Sejm uchwalił ustawę zakładającą m.in. upowszechnienie edukacji przedszkolnej i obniżenie wieku szkolnego. Gminy od września 2009 roku powinny gwarantować sześciolatkom bezpłatną edukację szkolną, a pięciolatkom – przedszkolną. Wprowadzenie obniżonego wieku szkolnego ma być rozłożone na trzy kolejne lata szkolne – 2009/2010, 2010/2011 i 2011/2012. W tym przejściowym okresie to rodzice – bez konieczności zasięgania opinii poradni psychologiczno- -pedagogicznych, jeśli dziecko uczęszczało do przedszkola,i z obowiązkiem zasięgnięcia takiej opinii, jeśli do przedszkola nie uczęszczało – będą decydować, czy chcą posłać swoje dziecko do szkoły w wieku sześciu czy też siedmiu lat.
Teoretycznie na decyzję rodzice mają czas do 1 września.
W praktyce jednak część szkół już zamyka listy przyszłorocznych klas, a reszta zrobi to do końca maja. Wątpliwości rodziców wzbudza nie tylko fakt, że mogą, a w przyszłości (od 2012 r.) będą musieli posłać dziecko do szkoły rok wcześniej. Problematyczne jest też to, że w tzw. momencie przejściowym sześciolatki mają się uczyć w tej samej klasie z siedmiolatkami będącymi już po zerówce. [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA