fbTrack

Mniejszości

„Olech” – ostatni z nowogródzkich komendantów

Komendant „Olech”
Rzeczpospolita
Powtórne zajęcie Kresów Północno-Wschodnich przez Armię Czerwoną w lipcu 1944 roku otworzyło nowy, najtragiczniejszy rozdział zagłady mieszkańców tych ziem
Ziemie wileńska i nowogródzka z ogromnym odsetkiem ludności polskiej na mocy decyzji Anglii i Stanów Zjednoczonych – cynicznych sojuszników Polski – zostały oddane we władanie Stalinowi. Ludność polska miała te ziemie opuścić, pozostali oporni mieli być wtłoczeni w ramy sowieckiego świata. Spauperyzowani, zamknięci w kołchozach, pozbawieni wiary i tradycji przodków.
Pierwszym celem Sowietów, skądinąd oczywistym, była likwidacja struktur akowskich. Po aresztowaniu w połowie lipca 1944 roku części oficerów sztabów okręgu Wilno i podokręgu Nowogródek w Wilnie i we wsi Bogusze na Wileńszczyźnie oraz zagarnięciu i wysłaniu do obozów żołnierzy partyzanckich oddziałów wileńskich i nowogródzkich NKWD i formacje Armii Czerwonej przystąpiły do walki z pozostałymi siłami AK na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie. Skuteczność działań sowieckich była niezwykle wysoka. Tylko w powiatach lidzkim i szczuczyńskim w dawnym województwie nowogródzkim – na obszarach, gdzie struktury akowskie były wyjątkowo liczne – pomiędzy sierpniem 1944 a lipcem 1945 roku – AK poniosła dotkliwe straty. 21 sierpnia 1944 roku zginął pełniący obowiązki komendanta okręgu ppłk Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz”. 3 grudnia w obławie Wojsk Wewnętrznych NKWD/NKBP poległ jeden z najbardziej znienawidzonych przez bolszewików komendantów Armii Krajowej ppor. Czesław Zajączkowski „Ragner”. 21 stycznia 1945 roku sowiecki nabój pozbawił życia por. Jana Borysewicza „Krysię” – jednego z najzdolniejszych partyzanckich dowódców na Kresach.
W pierwszej połowie 1945 roku mocno poszarpana przez Sowietów struktura AK na Nowogródczyźnie uległa istotnym zmianom. Kierownictwo okręgu w osobach „Boryny” i „Mazepy” podjęło akcję ewakuacji żołnierzy podziemia na Zachód – za tzw. linię Curzona. Komendantem obwodu Szczuczyn został ppor. Anatol Radziwonik „Olech”, a kierowanie obwodem Lida powierzono sierżantowi Anatolowi Urbanowiczowi „Lalusiowi”. Oba rejony otrzymały kryptonimy 49 i 67. W maju 1945 roku „Laluś”, otoczony na kolonii pod Lidą przez sowiecką obławę, został ciężko ranny. W drodze do szpitala popełnił samobójstwo. Na placu boju pozostał ostatni z komendantów – „Olech”. Skupił pod sobą żołnierzy obu ośrodków i jako dowódca połączonych obwodów przejął kierownictwo walki zbrojnej w północnych rejonach Nowogródczyzny. Tę walkę prowadził aż do swej śmierci w lesie pod wsią Raczkowszczyzna 12 maja 1949 roku. [srodtytul]Wiejski nauczyciel[/srodtytul] Kim był Anatol Radziwonik? Wiemy, że pochodził z niezamożnej rodziny spod Wołkowyska. Ojciec Konstanty był kolejarzem. Matka Nadzieja, z domu Makowiecka, pochodziła z wioski Piekary na Grodzieńszczyźnie i była prawosławna. W tym wyznaniu ochrzczono też Anatola. W czasie I wojny światowej rodziców Anatola ewakuowano na wschód, do Brańska. Tam Anatol przyszedł na świat 20 lutego 1916 roku. Z ogarniętej rewolucyjną pożogą Rosji udało się Radziwonikom wydostać i powrócić do Wołkowyska. Anatol otrzymał staranne wykształcenie. Po ukończeniu szkoły powszechnej kontynuował naukę w Seminarium Nauczycielskim w Słonimiu. Po uzyskaniu dyplomu został skierowany do pracy w szkole wiejskiej w Iszczołnianach w powiecie szczuczyńskim. We wspomnieniach swoich uczniów dał się zapamiętać jako dobry pedagog i wspaniały wychowawca. Służbę wojskową odbywał w piechocie. Niestety, nie wiemy nic o jego udziale w kampanii 1939 roku. Po zajęciu Kresów w 1939 roku przez ZSRR był w Iszczołnianach. Szczęśliwie nie został wywieziony przez bolszewików. Z okresu pierwszej okupacji sowieckiej zachował się w archiwum w Grodnie ciekawy dokument dotyczący Radziwonika. Jest to jego ankieta osobowa dla lokalnych władz sowieckich. W kwestionariuszu podał narodowość polską, choć jako prawosławny mógł deklarować przychylniej traktowaną przez bolszewików narodowość białoruską. Pozornie niewiele znaczący dziś gest nabierał wówczas wymiaru odwagi. Nauczyciel, harcerz, rezerwista WP i do tego Polak był w pierwszej kolejności narażony na represje. W czasie okupacji niemieckiej (po czerwcu 1941 r.) „Olech” był żołnierzem AK. Początkowo w konspiracji, następnie od zimy 1944 dowodził plutonem w VII batalionie 77. pp. AK. Brał udział m.in. w akcji Jewłasze 16 czerwca 1944 r., podczas której poległ ówczesny dowódca batalionu, legendarny mjr Jan Piwnik „Ponury”. W lipcu 1944 roku, po walkach o Wilno, uniknął rozbrojenia i aresztowania i przedostał się na macierzyste tereny. [srodtytul]Ja tu zostanę[/srodtytul] W drugiej połowie 1945 roku na północnej Nowogródczyźnie w konspiracji pozostawało tysiące ludzi podległych „Olechowi”. „Olechowcy” postanowili trwać na Kresach, zaświadczając swą obecnością o polskości tych ziem, a jednocześnie bronić miejscowego społeczeństwa przed represjami. „Olech” świadomie postanowił trwać na straconym posterunku. W relacjach nielicznych konspiratorów, którzy przeżyli drugą okupację w Nowogródzkiem, często pojawia się wspomnienie o tym, że stanowczo odmawiał przejścia za linię Curzona. W listopadzie 1945 roku miał powiedzieć: „dopóki choć jeden żołnierz zostanie ze mną na tej ziemi, ja tu zostanę”. Masowe aresztowania pod byle pretekstem, pozbawianie ludzi dobytku i zapędzanie ich siłą do kołchozów, gigantyczne podatki, wreszcie zamknięcie wszystkich szkół polskich i większości kościołów to ówczesna codzienność. Walka, którą prowadzili „Olech” i jego żołnierze, jakkolwiek z dzisiejszej perspektywy beznadziejna, to jednak wówczas przynosiła wymierne efekty. Bezwzględne traktowanie donosicielstwa, wymierzanie surowych kar osobom z sowieckiego aparatu administracyjnego znęcającym się nad ludnością, likwidacja posterunków milicji powodowały niemal paraliż lokalnego aparatu represji. Świadczą o tym raporty funkcjonariuszy. We wrześniu 1945 r. przewodniczący rejonowego komitetu partii, niejaki Kuzniecow, w liście do samego Józefa Stalina tak opisywał sytuację w Juraciszkach na wschód od Lidy: „Na kierownicze stanowiska nikt nie idzie pracować […] Brakuje nam 29 etatowych pracowników […] Od początku utworzenia rejonu bandyci zabili około 70 działaczy partyjnych i chłopów, którzy pomagają radom wiejskim… Józefie Wissarionowiczu! Proszę Was, podpowiedzcie, jak najszybciej zwalczyć bandytyzm”. Działania oddziałów „Olecha” utrudniały też tworzenie kołchozów. Zniszczone zostały m.in. spółdzielnie w Wielkim Siole, Hołdowie, Kulbaczynie (wzorcowy kołchoz imienia Stalina!) czy pod Nowym Dworem. „Olechowcy” mający wsparcie miejscowej ludności, zarówno polskiej, jak i białoruskiej, posiadali własną agenturę w lokalnych strukturach sowieckiej władzy, od poziomu sielsowietu po rajkomy, a także w milicji i… wśród funkcjonariuszy MBP. Długo byli nieuchwytni. Zagłada przyszła wiosną 1949 roku. [srodtytul]Śmierć „Olecha”[/srodtytul] Pod wieczór 11 maja 1949 roku w lesie nieopodal kolonii Raczkowszczyzna „Olech” wraz ze swą drużyną rozbił leśne obozowisko. Nazajutrz o świcie mieszkańców Raczkowszczyzny obudził huk wystrzałów. To chłopcy „Olecha” ze swym komendantem na czele próbowali się przebić przez obławę wojsk MSW. Stosunek sił wynosił niemal 100 do 1 na korzyść Sowietów. „Otoczyli nas poczwórnym pierścieniem” – wspominał jeden z trzech ocalałych ludzi z oddziału. – Pierwsze trzy pierścienie udało nam się przerwać. Nie udało się natomiast przełamać czwartego pierścienia. Zostaliśmy rozbici”. Ostrzeliwujący się ranny „Olech” wycofywał się, idąc dla zmylenia tropiących go psów korytem rzeczki Niewiszy. W końcu dosięgła go śmiertelna kula. Wraz ze śmiercią komendanta skończył się zorganizowany opór ludności Nowogródczyzny wobec bolszewików. Odosobnione grupy i pojedynczy żołnierze walczyli do połowy lat 50. [ul][li]**[/li][/ul]Na odwrocie jednego z nielicznych ocalałych zdjęć partyzantów „Olecha” widnieje jego odręczna dedykacja: „Nic dla siebie, wszystko dla Ojczyzny”. To motto, które wpajał swym niezłomnym chłopcom i którego trzymał się przez całe życie. 12 maja br. minie okrągła, 60. rocznica śmierci ostatniego komendanta nowogródzkiej AK. „Olech”, nieznany szeroko Polakom zarówno w RP, jak i na terenach obecnej Białorusi, nie ma nawet symbolicznego krzyża. Czas już najwyższy, by ojczyzna odwdzięczyła się mu choćby symbolicznym postumentem.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL