fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Nieudany atak

Fotorzepa, Robert Przybylski RP Robert Przybylski
Rosjanie próbowali administracyjnymi zakazami wypchnąć z rynku polskich przewoźników, co im się tym razem nie udało
Polskie Ministerstwo Infrastruktury i przewoźnicy mają powody do zadowolenia. Po kilku miesiącach utrudnień w wydawaniu zezwoleń Rosjanie wycofali się z blokowania polskiego transportu drogowego. Obiecali przyznać 160 tys. zezwoleń dwustronnych i 30 tys. trójstronnych, czyli liczbę uzgodnioną kilka miesięcy wcześniej podczas posiedzenia komisji mieszanej do spraw międzynarodowych przewozów drogowych, które odbyło się w Petersburgu 21 – 22 sierpnia 2008 roku.
– Działania Rosjan odebraliśmy jako próbę administracyjnego wyeliminowania polskich przewoźników z rynku – powiedział prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce Jan Buczek. Polskie przedsiębiorstwa transportowe nie otrzymały wcale zezwoleń trójstronnych, które pozwalały Polakom wozić towary z krajów Europy Zachodniej do Rosji. Rosjanie widać uznali, że te przewozy należą się wyłącznie ich transportowcom. Tymczasem – jak informuje Jan Buczek – z sobie znanych powodów przewoźnicy z Europy Zachodniej nie chcą jeździć do Rosji. Eksporter oraz importer mogą wybrać dowolnego przewoźnika i korzystają z tych firm, do których mają zaufanie. – A klienci ufają w większym stopniu przewoźnikom polskim niż rosyjskim. Polskie firmy pracowały na obecną pozycję kilkanaście lat i w walce o swoją pozycję nie wykorzystywały administracji państwowej, lecz podnosiły jakość usług – podkreśla prezes ZMPD. [srodtytul]Umowy drogowe i kolejowe[/srodtytul]
Polscy przedsiębiorcy podkreślają, że Rosjanom znacznie łatwiej kontrolować zezwolenia wydawane polskim przewoźnikom, bo są one stemplowane już na granicy polsko-białoruskiej, gdy ci, wjeżdżając przez kraje nadbałtyckie, unikają kontroli polskich służb granicznych. W rezultacie polskie zezwolenia są niestemplowane i mogą być wykorzystywane wielokrotnie. Polacy zarzucają administracji rosyjskiej także faworyzowanie swoich firm transportowych. Rosjanie prawem retorsji wprowadzili opłaty drogowe, ale tylko dla samochodów z tych państw, w których drogi są płatne. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby opłaty uiszczali wszyscy. Są jednak zwolnieni z nich przewoźnicy np. rosyjscy, białoruscy, norwescy i duńscy. Ta sprawa będzie omawiana na początku czerwca na wspólnym posiedzeniu komisji mieszanej. Podczas tego spotkania Rosjanie chcą doprowadzić do zniesienia ograniczeń dotyczących wwożenia paliwa w oryginalnych zbiornikach samochodów. 1 grudnia 2008 roku limit został zwiększony z 200 do 600 litrów. Pilnego rozwiązania wymagają także przewozy kolejowe. Pomiędzy Polską i Rosją nadal obowiązuje umowa z 1974 roku, która nie przewiduje istnienia prywatnych przewoźników kolejowych. Członek zarządu CTL Krzysztof Niemiec mówi, że cały czas są problemy z przekraczaniem granicy przez pociągi. Polacy chcieliby także zwiększyć przewozy linią LHS, co będzie możliwe tylko przy zainteresowaniu tym projektem Rosjan. Obie strony wypracowały projekt umowy dotyczącej żeglugi po Zalewie Wiślanym. Polsko-Rosyjska Międzyrządowa Komisja ds. Współpracy Gospodarczej, która zakończyła posiedzenie 11 marca, zaleciła przyspieszenie prac, aby żegluga rozpoczęła się jeszcze w tym sezonie nawigacyjnym. [srodtytul]Zawinił kryzys[/srodtytul] – Musimy zrobić wszystko, żeby kryzys nie wpłynął na wymianę handlową między naszymi krajami – powiedział 11 marca w Warszawie minister transportu Rosji Igor Lewitin. Polscy przewoźnicy obawiają się, że Rosjanie, którzy złamali niedawno podpisaną umowę, mogą znów podeptać porozumienie. Kryzys spowodował, że rosyjscy przewoźnicy mają kłopoty ze znalezieniem pracy dla swoich samochodów. Większość flot ma bazy wokół Moskwy oraz Petersburga i naturalnym kierunkiem ich działania jest Europa, a nie Chiny. Kraj Środka jest mało atrakcyjny także z powodu ograniczeń wjazdowych – Rosjanie mogą wjeżdżać w głąb Chin na 100 – 200 km, do centrów przeładunkowych. Polskie przedsiębiorstwa już od kilku miesięcy walczą z kryzysem. Dyrektor koordynator ds. agencji celnych Jas-FBG Piotr Sienkiewicz zauważa wyraźne osłabienie ruchu na granicy rosyjskiej i białoruskiej. Przyznaje jednak, że spadek jest mniejszy na przejściach kolejowych, co częściowo wynika z braku zezwoleń dla ciężarówek. Położenia firm branży TSL nie ratuje sytuacja na Ukrainie. Prezes zarządu Jas-FBG Jarosław Domin nie zauważa poprawy. Dyrektor Raben Ukraina Andrzej Kozłowski przyznaje, że kryzys jest szczególnie widoczny w transporcie międzynarodowym. Ukraińscy importerzy nie otrzymują kredytów, a załamanie wartości hrywny sprawia, że import jest bardzo drogi.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA