fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Rywale znów podali dłoń

Słoweńcy i Czesi grają dla Polaków: zremisowali w Mariborze po meczu bez bramek i bez wspomnień. Hiszpania śrubuje rekord, Portugalia tonie, Ribery ratuje Francję
Refren weekendu w Czechach składał się z dwóch słów: „Rada ven!” (odejdź, wynocha). Zaczęli kibice na stadionie w Słowenii, a potem ich wezwania do dymisji Petra Rady powtarzały gazety i portale internetowe.
Czesi zdobyli punkt w meczu z rywalem, który niczego nie oddaje za darmo, ale zanudzili widzów, pokazując, że bez kontuzjowanego Tomasa Rosicky’ego są drużyną bezzębną i przewidywalną. „Brzydkie i tchórzliwe Czechy remisują ze Słowenią” – napisał „Tyden”, a komentatorzy wyliczali: nie było ani jednej mądrej akcji w ataku, żadnej prawdziwej szansy na zdobycie gola, podczas gdy rywale mieli aż trzy. Milan Baros raz trafił w słupek, raz strzelił nad poprzeczką, ale w dobrych sytuacjach znalazł się przypadkiem, a nie dzięki kolegom. Krótko mówiąc: u trenera Rady bez zmian. W eliminacjach mundialu jego drużyna zdobyła tylko pięć goli, z czego trzy w meczu z San Marino i jednego w przegranym spotkaniu z Polską. To, że Czesi w ogóle liczą się jeszcze w walce, zawdzięczają tylko losowaniu. W żadnej grupie eliminacyjnej poziom nie jest tak wyrównany i niestety jest to równanie w dół.
Słoweńcy u siebie grali z kontrataku i byli o centymetry od zwycięstwa. O tyle pomylił się Zlatko Dedić, gdy po najgroźniejszej akcji meczu i podaniu od Milivoje Novakovicia miał przed sobą tylko Petra Cecha. Strzelił obok słupka i grupowi rywale kolejny raz podali pomocną dłoń piłkarzom Leo Beenhakkera. W środę Słoweńcy będą kontratakować w Belfaście, a Czesi zmierzą się ze Słowacją, która w sobotę grała towarzysko na Wembley i przegrała 0: 4, popełniając mnóstwo błędów w obronie, zwłaszcza przy stałych fragmentach. David Beckham wszedł w drugiej połowie i wyprzedził Bobby’ego Moore’a na liście piłkarzy, którzy zagrali dla Anglii najwięcej meczów. Ma ich teraz 109, wyżej na liście jest już tylko Peter Shilton (125). Niemal każdy wielki turniej ma swojego wielkiego nieobecnego. W mundialu 2010 może nim być beznadziejnie nieskuteczna Portugalia, która właśnie trzeci raz z rzędu zremisowała w meczu eliminacyjnym 0:0. Tym razem ze Szwecją osłabioną brakiem zawieszonego za kartki Zlatana Ibrahimovicia. Jeśli w środę Portugalczycy nie wygrają z Albanią na wyjeździe (a u siebie z nią nie wygrali), to zostanie im budowanie drużyny na Euro 2012. Raczej nie będzie tego robił trener Carlos Queiroz. Portugalia została nad krawędzią, uciekła znad niej Francja. Raymonda Domenecha uratował w meczu z Litwą Franck Ribery. Strzelił w Kownie jedynego gola, udowadniając, że dobry piłkarz poradzi sobie nawet na kartoflisku podobnym do tego na Windsor Park. Francuzi nadal są poza miejscem barażowym, ale mają już tylko dwa punkty straty do Litwy, a przed sobą rewanż z nią u siebie. W innych grupach faworyci wykonali zadanie. Niemcy odrobili pańszczyznę w meczu z Liechtensteinem (4:0), Włosi wygrali ważny mecz w Czarnogórze (2:0), Holendrzy po łatwym 3:0 nad Szkocją są już prawie w finałach w RPA. Tak jak Hiszpanie, choć akurat o ich wygranej 1:0 z Turkami, po golu Gerarda Pique, można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że przyszła im łatwo. Mistrzowie Europy – nie przegrali 30. spotkania z rzędu – tak trudnej próby jak z Turcją nie przeszli od ME. Ale jak napisał „El Pais”: „Wielkie drużyny to mają: wygrywają i wówczas, gdy na to zasługują, i wówczas, gdy niczym nad rywalem nie górują. Turcję Hiszpania wyprzedziła o centymetry. I tylko na tablicy wyników, bo w grze nie”. [i]Strona rozgrywek eliminacyjnych MŚ 2010 [link=http://www.fifa.com/worldcup]www.fifa.com/worldcup[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA