fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Gdy człowiek zamienia się w bestię

Fernando Meirelles
Associated Press
- Myślałem o tej ekranizacji wiele lat temu - mówi Fernando Meirelles, reżyser "Miasta ślepców". Film od dziś jest już na naszych ekranach
[b]Rz: W pana nowym filmie ludzi dotyka epidemia ślepoty. Czego nie dostrzegają pana bohaterowie? [/b]
Przede wszystkim siebie samych i siebie nawzajem. Poznałem taki stan. Po „Wiernym ogrodniku” wpadłem w depresję. Nikt nie wiedział dlaczego, sam też nie potrafiłem sobie tego wytłumaczyć. Jestem życiowym szczęściarzem. Od ponad 20 lat mam tę samą żonę i bardzo szczęśliwe małżeństwo. Moja kariera rozwija się lepiej, niż mogłem zamarzyć, nawet w najśmielszych snach nie spodziewałem się, że zostanę laureatem Oscara. Nikogo z mojej rodziny nie dotknęło żadne nieszczęście ani choroba. A jednak nie mogłem się zmusić, by rano wstać z łóżka. Były chwile, kiedy myślałem, że nie chce mi się dalej żyć. Męczyłem się potwornie, a po kilku miesiącach zrozumiałem, że dałem się porwać wydarzeniom i oślepłem na siebie. Więc to był protest mojego organizmu. [b]Książka José Saramago trafiła więc na podatny grunt? [/b]
Myślałem o jej ekranizacji wiele lat temu, ale wtedy pisarz nie chciał oddać swojego dzieła debiutantowi. W wywiadzie dla „New York Timesa” powiedział wprost: „To jest refleksja na temat degradacji współczesnych społeczeństw. Nie mogłem pozwolić, by dostała się w niewłaściwe ręce”. Nie przejąłem się za bardzo, od tego samego wydawcy, który opublikował „Miasto ślepców” kupiłem prawa do „Miasta Boga”. Tematyka faweli była mi bardzo bliska, film odniósł sukces. Pewnie nie wracałbym do tamtego epizodu, jednak trzy lata temu dwaj producenci z Kanady zdobyli prawa do książki Saramago i przysłali mi scenariusz. Po raz drugi nawiązałem rozmowy z pisarzem. [b]Jak tym razem wyglądały? [/b] Spotkaliśmy się w Lizbonie i zacząłem go zasypywać dziesiątkami pytań. Wszystkie uciął bardzo szybko: „Ja napisałem książkę, pan robi film. To dwa różne sposoby wypowiadania się, więc proszę mnie nie prosić o rady. ” Miał tylko kilka życzeń. Chciał, by film był realizowany w angielskiej wersji językowe, żeby akcja toczyła się w bliżej nieokreślonym miejscu, a płaczący pies mia by duży. I tak się stało. Nie spełniliśmy tylko jednej jego prośby. Saramago sugerował, by żonę doktora zagrała Susan Sarandon. Szukałem jednak trochę młodszej aktorki, Julianne Moore wydawała mi się idealna. [b]Mówił pan o niedostrzeganiu siebie. Jednak pański film opowiada o czymś więcej. O ślepocie społecznej i degradacji cywilizacji. [/b] Początkowo zafascynował mnie ten obraz kruchości naszej cywilizacji. Myśl, że nasz świat może runąć w jednej chwili, jak domek z kart. Tak właśnie odczytałem książkę Saramago na początku. Ale potem znajdowałem coraz to nowe jej warstwy. Spojrzałem na nią także jak na opowieść o ludzkiej naturze: niewiele trzeba, by wyrafinowany człowiek zamienił się w bestię. Bardzo silna jest tu również refleksja polityczna na temat tyranii i demokracji. [b]Co pan wyniósł dla siebie z „Miasta ślepców”? [/b] Aktorzy przygotowując się do swoich ról, zawiązywali sobie oczy i przez kilka godzin starali się żyć i poruszać w ciemnościach. Stawali się dość bezradni, obijali się o sprzęty. Ale jednocześnie zaczynali inaczej ze sobą rozmawiać. Uważniej, głębiej. Zwracali większą uwagę na odruchy drugiego człowieka, jego timbre głosu, nastrój. I nagle okazało się się, że ślepota fizyczna niwelowała ślepotę uczuciową, emocjonalną. To było dobre doświadczenie. Może od czasu do czasu każdy z nas powinien sobie zawiązać oczy? [b]W jednej ze scen filmu bohater śpiewa piosenkę „I just called to say I love you” Stevie Wondera. To przypadek czy aluzja? [/b] Raczej najdroższy żart w moim życiu. Czekając na ujęcie Gael Garcia Bernal zaczął nucić tę piosenkę do mikrofonu. Grał strasznego łobuza, więc to miał być dowcip, ale pomyślałem: „Czemu nie?". Kosztowało nas to 50 tys. dolarów, by tyle zapłaciliśmy za prawa do piosenki. [b]„Miasto ślepców” dystrybuuje wielkie studio amerykańskie, ale film jest produkcji kanadyjsko-brazylijskiej. Pomimo zdobycia Oscara nie nakręcił pan jeszcze niczego za pieniądze hollywoodzkie. Nie uwierzę, że nie miał pan takich propozycji. [/b] Miałem. Ale ja się do tego nie nadaję. Amerykańskie hity o wielkich budżetach są całkowicie pod kontrolą studiów. A ja nie chcę, żeby specjaliści od PR dyktowali mi, jakie ma być zakończenie i gdzie obciąć scenę, żeby nie była zbyt drastyczna. Najwyżej cenię sobie wolność. [b]Każdy pana film jest inny. „Miasto Boga” było gniewne i gwałtowne, „Wierny ogrodnik” — bardzo subtelny, „Miasto ślepców” — okrutne i refleksyjne. Jaki będzie następny film? [/b] Jeszcze nie wiem. Ale rozglądam się za czym lekkim, zabawnym i niosącym ludziom nadzieję.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA