fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Lasy chcą kopać zamiast sadzić

Fotorzepa, Jak Jakub Ostałowski
Dyrekcja Lasów Państwowych chce wydobywać surowce. Zamierza też ujednolicić stawki pobierane od firm za dzierżawę kopalń – dowiedziała się „Rz”
Złoża żwiru, piasku, torfu, dolomitu, marmuru, bazaltu, ropy naftowej, gazu ziemnego i wielu innych surowców nadleśnictwa dzierżawią dziś firmom, bo same Lasy Państwowe nie mają prawa eksploatować kopalin. Dyrekcja chciałaby to zmienić.
Na jutro zaplanowano spotkanie dyrektorów regionalnych, przedstawicieli Departamentu Leśnictwa i głównego geologa kraju – dowiedziała się „Rz”. Celem narady ma być m.in. wypracowanie propozycji zmian w ustawach: o lasach, prawie geologicznym i górniczym, a także o swobodzie działalności gospodarczej, które pozwoliłyby lasom wydobywać kopaliny na własne potrzeby.
Prawo do wydobywania surowców na pewno przyniosłoby lasom korzyści finansowe, choć nie wiadomo, jak duże są złoża na ich terenie. – Nie mamy takiej informacji – mówi Anna Malinowska, rzecznik LP.
[wyimek]300 mld zł - nawet tyle może wynosić wartość złóż, jakie znajdują się na terenach Lasów Państwowych[/wyimek]
Nie wie tego nawet główny geolog kraju. – Mamy dane zbiorcze dotyczące udokumentowanych złóż, ale nikt nie liczył, jaka ich część należy do Lasów Państwowych – mówi „Rz” Henryk Jacek Jezierski. Nie wiadomo też, ile są warte. – Tyle, ile rynek jest w stanie za nie zapłacić – komentuje Jezierski.
Według szacunków posła Piotra Cybulskiego, leśnika, który od kilku lat zajmuje się problemem kopalin, na terenie lasów jest ok. 10 tys. h gruntów, na których można prowadzić eksploatację. – Wszystkie zasoby złóż mogą być warte minimum 300 mld zł – mówi Cybulski. Twierdzi, że to i tak wartość zaniżona.
Jezierski i Cybulski co do jednego się zgadzają: nie trzeba zmiany prawa, aby Lasy Państwowe mogły eksploatować złoża. – Wystarczy, że powołają do tego celu firmę – twierdzą.
Kontrola w grudniu 2008 r. wykazała, że dyrekcje regionalne w sumie dzierżawią ok. 1800 h gruntów, na których eksploatowane są kopaliny, a roczny zysk z tego tytułu wynosi ok. 14 mln zł. Zyski firm, które zajmują się ich eksploatacją, są nieporównywalnie wyższe. – Jeszcze dwa lata temu za dzierżawę kopalni gabro, surowca wykorzystywanego przy budownie dróg, nadleśnictwo Bardo Śląskie brało od przedsiębiorstwa czynsz za hektar, który w przeliczeniu na tonę wydobytego surowca dawał niespełna 2 gr. Firma sprzedawała go na rynku średnio za 40 zł za tonę – mówi Piotr Cybulski.
Dodaje, że nawet po doliczeniu innych kosztów, jakie musi ponosić przedsiębiorca, taki interes mógł się tylko opłacać. We wrocławskiej dyrekcji wprowadzono już zarządzenie, które określa, jakie mogą być minimalne stawki za dzierżawę gruntów.
Podczas piątkowej narady mają zapaść decyzje, jak ujednolicić stawki za dzierżawę we wszystkich dyrekcjach. Dziś panuje w tej kwestii wolnoamerykanka. Na terenie tej samej dyrekcji regionalnej opłaty za dzierżawę zbliżonej powierzchni wydobycia dla tego samego surowca różnią się nawet o kilkadziesiąt tysięcy złotych rocznie.
Dla przykładu: nadleśnictwo Plewy za dzierżawę ponad 5 hektarów, na których wydobywane są piasek i żwir, bierze od jednej firmy nieco ponad 17 tys. zł rocznie, a od innej, korzystającej z ok. 3 ha – 88 tys. zł. Jedno z nadleśnictw pobiera od przedsiębiorcy wydobywającego żwir stawkę, która w przeliczeniu na hektar wynosi prawie 700 tys. zł rocznie, a inne taki obszar dzierżawi za zaledwie 862 zł rocznie, czyli za niespełna 72 zł miesięcznie.
Na ujednolicenie zasad liczą przedsiębiorcy. – Stawki są tak różne, że trudno mówić o zachowaniu zasad konkurencji, gdy już na wstępie jedna z firm jest uprzywilejowana, bo ma dostęp do złoża po znacznie niższych kosztach niż inna – mówi Sławomir Mokszysz, prezes Kopalni Surowców Mineralnych Suromin-Kaolin SA. Jego zdaniem ceny za dzierżawę powinny być powiązane z ceną, jaką dana firma jest w stanie za surowiec uzyskać na rynku.
[ramka][srodtytul]Opinia: Aleksander Kabziński, Polski Związek Pracodawców Producentów Kruszyw[/srodtytul]
To nie jest dobry pomysł, aby lasy, na terenie których jest dużo kruszyw, wchodziły w działalność polegającą na wydobywaniu surowców. Za nimi na taki pomysł mogą wpaść gminy. Dla branży oznaczałoby to właściwie konieczność wycofania się, bo kto zezwoli nam na wydobycie, jeśli sam będzie mógł prowadzić taką działalność? Nawet zapewnienia, że chodzi tylko o wydobycie na potrzeby własne, mnie nie przekonują, bo jestem pewny, że już w tej chwili tak się dzieje. Na 230 milionów ton piasków i żwirów aż jedna piąta pochodzi z nielegalnych źródeł i jestem przekonany, że również z kopalni na terenie lasów. Problemem branży jest fakt, że mamy zbyt tanie surowce. Piasek w zależności od regionu kosztuje od 3 do 30 złotych za tonę. Żwir: 30 – 40 złotych za tonę. Już teraz nie opłaca się przewozić kruszców, bo koszty transportu na odległość powyżej 50 km są wyższe niż cena surowca. Jeśli wydobywających będzie więcej, sytuacja branży będzie gorsza. Już teraz na Dolnym Śląsku tworzą się zapasy kruszców, a szacunki są takie, że za trzy lata zapotrzebowanie na nie zmaleje.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA