fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Złapać Justynę

Gdy zbieram się do napisania peanu na cześć Justyny Kowalczyk, od razu przypomina mi się złota myśl Tadeusza Dołęgi-Mostowicza (tego od Nikodema Dyzmy): „Bądź przekonany, że jeśli mówisz o kimś źle, zawsze ci uwierzą”.
A jak chcesz powiedzieć dobrze? Sądzę, że to nie jest odpowiedni pomysł na dzisiejsze czasy. Dobre wiadomości sprzedają się bowiem w mediach marniutko, oj marniutko. Co innego, gdy się kogoś na czymś złapie, skrytykuje, zbeszta, postawi zarzuty. I dołączy do tego zrobione z ukrycia zdjęcia. Z tego dziś żyją gazety, radia, telewizje, a zwłaszcza portale internetowe.
Tylko na czym można złapać i za co zbesztać Justynę Kowalczyk, która jest uosobieniem wszystkiego co najlepsze w życiu i sporcie. Z biegiem czasu coś się pewnie znajdzie. „Niech pan ma się na baczności, bo czytam pańskie teksty uważnie i na pewno na czymś pana złapię” – ostrzegł mnie kiedyś czytelnik przez telefon. Z Justyną poszukiwacze sensacji będą jednak mieli twardy orzech do zgryzienia, bo mistrzyni świata wykazuje zdrowy rozsądek, co może być dodatkową przeszkodą dla czekających na jej potknięcie reporterów. Kilka dni temu powiedziała coś wspaniałego w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”: „Jest miło, jak mnie nazywają królową nart, ale wiem, że 40-kilometrowy podbieg na zgrupowaniu w Sierra Nevada szybko sprowadzi mnie na ziemię. Tam nie będzie królów ani królowych. Będzie tylko ciężka praca. Aż do zimy”. Ktoś taki jak Justyna Kowalczyk nie musi przeżywać lęków, które podobno są udziałem menedżerów najwyższego szczebla. Przeczytałem niedawno w „Gazecie Wyborczej” szokującą informację, że wielu z nich uważa się za oszustów skazanych na zdemaskowanie. Jest to klasyczny syndrom Nikodema Dyzmy, który dotyczy także polityków, dziennikarzy i innych licznych profesji. Spójrzmy wokół siebie – świat jest pełen Dyzmów, z których wielu ma się tak dobrze, że nawet nie wykazuje lęku przed ujawnieniem. Sportowcy są pod tym względem wyjątkiem. W sporcie nie można przez lata udawać – niczym bohater powieści Dołęgi-Mostowicza – że jest się dobrym, i czerpać z tego korzyści. W sporcie ktoś, kto jest mistrzem, musi to potwierdzić w każdych kolejnych zawodach. Jeśli nie potwierdzi, przestaje być mistrzem. Lęk przed ujawnieniem oczywiście istnieje, ale dotyczy on tylko tych, którzy stosują środki dopingujące. To jest jednak, jak sądzę, temat na zupełnie inne opowiadanie.
Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/fafara/2009/03/24/zlapac-justyne/]blog.rp.pl/fafara[/link]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA