fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biznes

Mądre wydatki publiczne mogą chronić przed kryzysem

Rzeczpospolita, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Maciej Radziwiłł, prezes zajmującej się budową i remontem torowisk kolejowych spółki Trakcja Polska
[b]Rz: Jest pan zadowolony z wyników spółki za 2008 rok?[/b]
[b]Maciej Radziwiłł: [/b]To był kolejny bardzo udany rok dla Trakcji. Przychody ze sprzedaży wzrosły o ponad 22 proc. a zysk netto był prawie dwukrotnie wyższy niż rok wcześniej. Mamy lepsze kontrakty, podnosimy wydajność pracy i lepiej wykorzystujemy nasze zdolności przerobowe. [b]Czy Trakcja Polska jest niebezpiecznie zaangażowana w zabezpieczenia walutowe?[/b]
Stosujemy politykę zabezpieczenia kontraktów tylko po to by zabezpieczyć marże na wygranych kontraktach. Nie spekulujemy nigdy. Nie sądzę by inwestorzy oczekiwali od nas, że będziemy spekulować na walucie. To jedna z najtrudniejszych rzeczy, a Ci, którzy się tym zajmują – z reguły krótko żyją. Zabezpieczamy się używając prostych i bezpiecznych produktów jakimi są kontrakty typu forward. Seria takich kontraktów odpowiada okresowi realizacji danego kontraktu. W naszych księgach wyceniamy kontrakty wg ceny rynkowej. Na wysoko zaawansowanych zadaniach ujemna wycena kontraktów na koniec roku kompensowana jest wyższą marżą, ujemnej wyceny nie da się w pełni kompensować na kontraktach, których realizacja rozpoczęła się niedawno. W takich przypadkach część marży przesuwa się na następne miesiące. Najważniejsze dla inwestorów jest to, że zysk na koniec kontraktu jest taki, jaki zaplanowaliśmy. [b]Dużo jest takich kontraktów?[/b] Umowy w Euro to obecnie ok. 60 proc. naszego portfela. Na początku roku mieliśmy kontrakty o wartości ok. 880 mln zł z czego za 730 mln zł do zrealizowania w tym roku. [b]Obecny kurs w euro, sprzyja pozyskiwaniu kontraktów w tej walucie...[/b] Nam niekoniecznie. Mamy wymianę waluty zabezpieczoną na niższym poziomie niż jest warta obecnie. W tej chwili więc na wahaniach waluty nie korzystamy, ale też przez ostatnie cztery lata, kiedy złoty się osłabiał, uniknęliśmy wielkich strat. [b]Jakie jeszcze kontrakty chce Trakcja Polska pozyskać w tym roku?[/b] Obecnie toczą się postępowania na wybór wykonawców na dwóch kontraktach na trasie Gdynia – Warszawa, czyli LCS Działdowo i LCS Ciechanów. Pierwszy wart jest ok 400 mln euro, drugi ok 200 mln euro netto.Szykują się też przetargi na modernizację trasy Grodzisk – Skierniewice między Warszawą i Łodzią. W dalszej kolejności spodziewamy się ogłoszenia postępowań dotyczących budowy kolejnych odcinków między Warszawą a Gdynią. Jeszcze w tym roku powinien na dużą skalę ruszyć projekt modernizacji linii Poznań – Wrocław, i być może zostaną ogłoszone pierwsze przetargi ma remont trasy Warszawa – Radom. Niedawno ogłoszono też przetarg na dokończenie połączenia kolejowego z lotniskiem Okęcie. Pierwszą część tego zadania skończyliśmy w zeszłym roku. Do tego dochodzą mniejsze kontrakty. [b]Tymi też TP jest zainteresowana?[/b] Jak najbardziej. To prace warte kilkanaście, czasem kilkadziesiąt mln zł, ale takie małe kontrakty też lubię. Można je łatwiej dopasować do naszych mocy przerobowych. Trwają z reguły kilka miesięcy, łatwiej je dopasować do naszych mocy przerobowych niż duże zadania. [b]Wydaje się, że modernizacja linii kolejowych nie jest konkurencyjnym rynkiem.[/b] Mamy całkiem sporą konkurencję. Na wielu przetargach pojawia się 7 – 8 ofert. Może nie wszystkie są poważne, ale...Prawdą jest, że bariera wejścia na ten rynek jest całkiem spora i nie jest prosta do pokonania. Potrzebna jest m.in. specjalistyczna kadra, w Polsce jest ok. 200 osób, które mają uprawnienia budowlane związane z koleją, liczba ta jednak stale rośnie. Dodatkowo ta wysoko wykwalifikowana kadra musi być gotowa do częstych podróży i pracy poza miejsce zamieszkania. Kolejnym wyzwaniem jest zdobycie specjalistycznego sprzętu. Nie da się go łatwo pożyczyć czy szybko kupić. Czeka się na niego latami, a do budowy potrzebujemy wiele różnych wyspecjalizowanych maszyn. [b]Jakieś przejęcia w planach?[/b] Złożyliśmy ofertę na zakup Przedsiębiorstwa Robót Komunikacyjnych Kraków do Skarbu Państwa. Do krótkiej listy zakwalifikowało się 10 oferentów. Za około 2 miesiące trzeba będzie składać wiążące oferty, wtedy okaże się, jak duża jest konkurencja.Mamy sporo planów dotyczących akwizycji na rynku. Na razie chcemy się skupić na obszarze transportu szynowego. Potencjalnie bardzo ciekawy jest też rynek tramwajowy. Drugim obszarem, który wciąż badamy jest energetyka wiatrowa. W dalszej przyszłości chciałbym akcjonariuszom zaproponować połączenie Trakcji z kimś dużym, kto nie działa jeszcze na rynku kolejowym a posiada mocna pozycję na innych obszarach infrastruktury. Takie rozmowy możemy podjąć w drugiej połowie tego roku lub na początku przyszłego. [b]A jeżeli na rynku pojawi się spółka Feroco Zbigniewa Jakubas, już z wyczyszczoną kwestią z opcjami?[/b] Jest to pomysł do rozważenia. [b]Czy obecne czasy recesji w gospodarce sprzyjają szybkim transakcjom?[/b] W obecnych czasach nie warto się spieszyć. Od czasu naszej emisji publicznej mija prawie rok. Wielu wówczas uważało, że niepotrzebnie bierzemy pieniądze bo nie mamy żadnych pomysłów na ich zagospodarowanie. Pomysły były, ale nie było pośpiechu i ta strategia się opłaciła. Teraz gotówka jest w cenie, aktywa budowlane staniały. Od naszego debiutu wig budownictwo spadł o ponad 55 proc. a ceny TP spadła tylko o pół procenta. [b]Jak spółka odnalazła się w czasach spowolnienia gospodarczego? Dotknęło ją już jakoś?[/b] W najbliższym czasie nas ono nie dotknie. Premier zapewniał niedawno, że nakłady na infrastrukturę nie będą ograniczane. Jeżeli jednak sytuacja gospodarcza, a co za tym idzie stan budżetu państwa miałaby się pogarszać jeszcze przez dwa – trzy lata dopóki nie wyjdziemy z kryzysu, trudno oczekiwać że nakłady na inwestycje na rynku kolejowym dalej będą rosły tak jak w ubiegłych latach i jak jest to w planach.Na szczęście wszyscy zgadzają się że mądrze zaplanowane i realizowane wydatki publiczna są czymś co może uchronić nas przed kryzysem lub nawet wyciągnąć z niego gospodarkę, tak jak miało to miejsce na świecie w latach 30. [b]Można powtórzyć scenariusz sprzed 80 lat?[/b] Dzisiaj struktura gospodarki w najwyżej rozwiniętych krajach jest inna. W obecnych czasach budując drogi czy tory nie da się w takim samy stopniu wspomóc gospodarki jak wówczas. Ale w przypadku inwestycji infrastrukturalnych, każda złotówka z budżetu uruchamia 2 euro dotacji unijnej. Tak stosunkowo małym kosztem powstaje potężny efekt w polskim PKB. [b]Wspominał Pan o wyjście z kryzysu w ciągu 2- 3 lat...[/b] Nie mam pojęcia co będzie. Można mówić raczej o pewnym prawdopodobieństwie. Prawdopodobieństwo złego scenariusza na świecie jest bardzo duże i to z kilku powodów. Po pierwsze poziom zadłużenia jest bardzo wysoki. W najbardziej rozwiniętych krajach konsumpcja indywidualna stanowi nawet do 70 proc. PKB. Mieszkańcy USA, W. Brytanii i wielu innych krajów z reguły są już znacznie zadłużeni i powinni zacząć zaciskać pasa. Jeżeli zaczną tak robić, będzie to miała fatalny efekt dla gospodarki. Jeżeli nie – powiększy się spirala zadłużenia. Obecnie znacznie mniejszy niż w latach 30 udział w PKB ma przemysł, ale firmy z tych sektorów finansują się z dużym zakresie długiem i obciążone są wysokimi kosztami stałymi. Spadek popytu na wyroby jest boleśnie odczuwany. Dźwignia finansowe i operacyjna jest ogromna. Prawa pracownicze uniemożliwiają łatwe redukcje zatrudnienia. W latach 30. łatwiej się redukowało koszty poprzez zwalnianie pracowników. Na szczęście dzisiaj ludzie są znacznie zamożniejsi, stosunkowo znacznie mniej wydaje się na żywność i inne podstawowe produkty. W latach 30 statystyczny Amerykanin wydawał pewnie ponad 50 proc. na jedzenie, obecnie żywność stanowi ok. 12proc koszyka. Z jednej strony Amerykanie powinni oszczędzać i oddłużać się a z drugiej strony, kiedy amerykańscy konsumenci zamienią się w ciułaczy oznaczać to będzie wielki spadek popytu. W większości jesteśmy w stanie żyć bez wielu rzeczy i usług, które kupowaliśmy, kiedy była dobra koniunktura. Większość Amerykanów pracuje w usługach, z których dość łatwo rezygnować, lawinowo spada eksport japoński i chiński do USA. Konsumpcja w Ameryce to 9 trylionów dolarów rocznie, dla porównania w Chinach zaledwie 1 trylion. Spadek amerykańskiej konsumpcji o 5 proc. musiałby być zrekompensowany wzrostem chińskiej o 50 by zastała zachowana równowaga. Taki wzrost w Chinach wydaje się niewyobrażalny, w ostatnich 10 latach w tym kraju udział konsumpcji w strukturze PKB nawet spadł o ok. 10 punktów procentowych. [b]Więc może jednak udzielać kolejnych kredytów i ułatwiać dostęp do pieniądza?[/b] Tak się dzieje na świecie, głownie w Ameryce, ale to gaszenie pożaru benzyną. Staramy się zadłużonym ludziom dać możliwość dalszego konsumowania. Jeszcze do niedawna Amerykanie mieli ujemna stopę oszczędzania, każdy mógł wydawać więcej niż na bieżąca zarabiał, bo miał dom i portfel akcji, wartość aktywów rosła szybciej niż zadłużenie. I tak się cały czas bogacił, bo jego majątek pracował. W ekonomii ogromne znaczenie ma tzw. wealth effect, oznacza on, że ludzie konsumują więcej, kiedy czują się bogatsi. Niestety kiedy ich majątek kurczy się, konsumpcja może szybko spadać. [b]Jak w takim razie zarządzać majątkiem w czasach kryzysu?[/b] Trzeba mieć zdywersyfikowany portfel i mieć dużo gotówki. W tych czasach sprawdza się zasada, że tylko ten inwestor, który nigdy się nie myli może nie dywersyfikować swojego portfela. Takich inwestorów nie ma, ja na pewno takim inwestorem nie jestem. Trzeba też starać się zmniejszać długi, bo te mogą nas zadusić. Wiele osób żyje ponad stan. [b]A jak powinny postępowa rządy ze swoimi budżetami.[/b] Uważam, że podejście naszego ministra finansów jest słuszne, kiedy mówi, że nie powinniśmy powiększać wydatków i deficytu. Obawiam się jednak, że dochody naszego państwa mogą okazać się mniejsze, natomiast ograniczanie wydatków będzie trudne, bo większość to pozycje sztywne. Znacznie więcej kosztować może natomiast m.in. obsługa długu, z powodu deprecjacji złotego i możliwego znacznego zwiększenia stóp rynkowych. Pompowanie pieniądza przez banki centralne i rządy w krajach zachodnich na razie okazuje się mało skuteczne. Ratowanie banków jest konieczne, ale wzrostu gospodarczego nie widać na horyzoncie. Nie możemy zostawić następnym pokoleniom długów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA