fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolekcje

Warto sprawdzać autentyczność ekspertyz

Małgorzata Lalowicz, prezes krakowskiej Desy
Fotorzepa, Bartosz Siedlik
- Bardziej opłaca się wstawić przedmiot w komis do antykwariatu lub do domu aukcyjnego, a nie sprzedawać go w szarej strefie - mówi Małgorzata Lalowicz, prezes krakowskiej Desy
[b]Rz: W Warszawie widuję coraz częściej drukowane ogłoszenia nalepiane na drzwiach klatek schodowych lub na rynnach domów. Podany jest telefon bez adresu i oferta: „Kupujemy wszystkie antyki. Płacimy gotówką”. Poprosiłem znajomą staruszkę, aby pod wskazany adres zaniosła rzekomo na sprzedaż przedmiot wart minimum 5 tys. zł. Zaoferowano jej... 300 zł.[/b]
Małgorzata Lalowicz: W antykwariacie transakcja ma charakter oficjalny. To stwarza warunki do rzetelnej wyceny. Z dużym zdziwieniem obserwuję, jak właściciele sprzedają obrazy, antyki, nierzadko pamiątki rodzinne, bez jakiejkolwiek weryfikacji wartości merytorycznej i handlowej przedmiotów i ich cen. Ludzie między sobą bez pośredników sprzedają np. auta, jest rzeczą naturalną, że na tej samej zasadzie między sobą sprzedają też obrazy. Ale jeśli ktoś chce sprzedać obraz z ręki do ręki i nawet ma już umówionego prywatnego nabywcę, to moim zdaniem zawsze warto zainwestować w wycenę. Wtedy możliwa jest racjonalna kalkulacja warunków sprzedaży. Może się okazać, że bardziej opłaca się wstawić przedmiot w komis do antykwariatu lub do domu aukcyjnego, a nie sprzedawać go w szarej strefie. [b]Ile może kosztować wycena?[/b]
To zależy od przedmiotu. Jeśli jest to drobiazg, np. filiżanka lub żelazko na duszę, to wycena jest bezpłatną konsultacją. Gdy wycena wymaga czasu, bo trzeba zbadać np. punce na srebrze, to taka ustna konsultacja może kosztować 50 – 100 zł. Natomiast jeśli ktoś żąda wyceny na piśmie, bo w grę wchodzi np. podział spadku lub informacja potrzebna jest do ubezpieczenia, to taka usługa kosztuje 3 proc. wartości wycenianego przedmiotu. Oczywiście przy znaczących kwotach wyceny istnieje możliwość negocjacji kosztów, może to być np. 0,5 – 1 proc. wartości dzieła sztuki. [wyimek]Dobry obraz powieszony w domu lub służbowym gabinecie pracuje na nas, np. buduje nasz wizerunek[/wyimek] [b]Panuje kryzys. Niektórzy będą musieli sprzedać obrazy lub antyki, warto pamiętać o trafnej wycenie.[/b] To powinien być podstawowy warunek sprzedaży! [b]Mija 20 lat od powstania wolnego rynku sztuki i antyków, skłania to do bilansu plusów i minusów. Rośnie liczba falsyfikatów. Jeśli gdzieś w Polsce trzeba zająć fałszywy obraz, to przyjeżdża dwóch policjantów z Krakowa. W policji brak specjalistów od patologii na tym rynku.[/b] Fałszerstwa dzieł sztuki istnieją, odkąd istnieje ludzkość. Wszyscy powinniśmy być przygotowani na rozwój tego typu zagrożeń. Resort sprawiedliwości powinien zdecydowanie więcej uwagi poświęcać patologiom na rynku sztuki. W tej chwili ta przestępczość tak naprawdę staje się poważnym zjawiskiem społecznym i gospodarczym. Krążą po rynku już nie tylko fałszywe obrazy, ale także fałszywe ekspertyzy z fałszywymi pieczęciami. [b]Zanim zapłacimy za obraz powinniśmy sprawdzić autentyczność ekspertyzy?[/b] Tak. Sprawdzanie autentyczności ekspertyzy powinno być naturalnym nawykiem klienta! Nakazuje to zwykła troska o własne pieniądze. [b]W skali kraju, wzorem innych państw, powinien powstać bank ekspertyz.[/b] Jeśli rzeczoznawcy Desy wydają ekspertyzy, to one wszystkie są zarejestrowane i można poznać ich kopie. Jest to na pewno forma banku ekspertyz Desy. Przy okazji przypomnę, że do ewentualnej reklamacji należy przechowywać wydruki z kas fiskalnych i dowody sprzedaży z opisem pozwalającym na identyfikację kupionego dzieła sztuki. [b]Skoro mówimy o zagrożeniach, to prokuratury zbyt często stosują umorzenia. Przez to praca policji idzie na marne.[/b] Dla wymiaru sprawiedliwości są to sprawy nowe. Do tej pory nie było wielu procesów dotyczących patologii na rynku sztuki. Nie ukształtowało się orzecznictwo w tym zakresie. [b]W ramach podsumowań warto się zastanowić, dlaczego obce firmy nie weszły na polski rynek antykwaryczny?[/b] Nie ma się nad czym dłużej zastanawiać, to po prostu się nie opłaca! To jest zbyt płytki rynek, za mało jest kupujących i za niska podaż poloników. Obca firma mogłaby wejść przede wszystkim z obcą sztuką, a u nas największy popyt jest na polonika. Obca sztuka nie ma w Polsce zbyt wielu nabywców. Moim zdaniem w perspektywie dziesięciu lat obca firma nie wejdzie dla zarobku, bo większe zyski nie są tu możliwe. Jesteśmy biednym krajem na dorobku. Jak kraj się wzbogaci, to obcym antykwariatom lub domom aukcyjnym będzie się opłacało rozpocząć pracę w Polsce. [b]Jak powiększyć grupę klientów?[/b] Miłośnictwo sztuki, kolekcjonerstwo to pewien styl życia. Edukację trzeba zacząć od dzieci, żeby dziecko zaczęło zbierać np. znaczki, pocztówki, monety. Może w ramach zajęć plastycznych powinno być coś takiego jak propagowanie kolekcjonerstwa? Nadal dość powszechnie lekceważymy to, że dobry obraz powieszony w domu lub służbowym gabinecie pracuje na nas, np. buduje nasz wizerunek. [b]W jaką sztukę lokować nadwyżki finansowe? Światowe doświadczenia pokazują, że w okresie najcięższego nawet kryzysu handel sztuką się rozwija.[/b] W ciągu ostatnich dziesięciu lat najbardziej drożało dobre pod względem artystycznym polskie malarstwo. Przed laty odkryto dorobek np. Kazimierza Podsadeckiego, ale moim zdaniem jego dobre obrazy nadal są niedoszacowane jak na wysoką jakość jego sztuki. Tak samo niedoszacowany jest dorobek Wacława Taranczewskiego. Jego muzealnej klasy obrazy można kupić za 18 – 45 tys. To są niskie ceny jak za tej klasy malarstwo! Od kilku lat nie wzrastają ceny mebli. Mówię o bardzo dobrych meblach, a nie o gratach. Dobre meble biedermeierowskie zwykle można dostać tanio. Względnie tania jest rzeźba. [b]W jakiej kondycji jest rynek?[/b] Prześledziłam wysokość obrotów naszej firmy od 1999 roku, załamanie było w 2005, od tego momentu następował systematyczny wzrost obrotów. Mam szerokie kontakty w ramach Stowarzyszenia Antykwariuszy Polskich, podobne trendy były w innych firmach. Ta tendencja wzrostowa zatrzymała się w grudniu 2008 r. Coraz częściej zdarza się, że obrazy są licytowane, ale nie wykupione. To zaczęło się w grudniu, być może chęć zakupu wyprzedziła finansowe możliwości. [b]W kraju wyraźnie ubywa galerii, w ich miejsce wchodzą inne branże.[/b] Nasze społeczeństwo nie kupuje sztuki i antyków na tyle często, żeby galerie były konkurencyjne wobec innych branż. Poza tym Internet spowodował, że zmienił się sposób sprzedawania i kupowania. Jeszcze dziesięć lat temu klienci kupowanie obrazów znacznie częściej traktowali jako przyjemność i relaks. Odbywali wycieczki po antykwariatach. Teraz nierzadko zdarza się, że nocą zaglądają do Internetu, bo wtedy przysyłają do galerii listy z zapytaniami. W tej chwili nie mają czasu na wycieczki, ale warto pamiętać, że przy kupowaniu dzieł sztuki lub antyków żadne zdjęcie nie zastąpi osobistego kontaktu z przedmiotem. [b]Na koniec wróćmy do bilansu plusów i minusów.[/b] Wielkim plusem jest wyższa konkurencja. Dzięki temu klient ma większe możliwości wyboru towaru i firm, do których ma zaufanie. Za minus uważam obowiązującą opinię, że handel dziełami sztuki to łatwy kawałek chleba i szybko przynosi nie wiadomo jakie zyski. To nieprawda! Nie ma tu fajerwerków finansowych. Jeśli się uczciwie do tego podchodzi, jest to żmudna praca, obliczona na dziesięciolecia. Minusem jest na pewno brak liberalnej ustawy dotyczącej wywozu dóbr kultury. W odniesieniu do pewnej kategorii przedmiotów antykwariusze sami, biorąc na siebie odpowiedzialność, powinni kwalifikować obiekty sztuki, które klient może wywieźć bez uszczerbku dla naszej kultury. To system od lat sprawdzony w innych krajach. rozmawiał Janusz Miliszkiewicz
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA