fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Śmigłowiec uderzył w ogrodzenie i drzewa

Helikopter Lotniczego pogotowia ratunkowego po wypadku
Fotorzepa, BS Bartek Sadowski
Specjaliści oceniają, że śmigłowiec ratunkowy, który spadł lecąc z pomocą do wypadku drogowego, leciał nisko z powodu mgły.
Helikopter Lotniczego pogotowia ratunkowego w Jarostowie na Dolnym Śląsku uderzył w metalowe ogrodzenie, potem wpadł na drzewa ponieważ - tak brzmi wstępny raport Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych w sprawie katastrofy - pilot leciał nisko z powodu gęstej mgły. Doszło do załamania pogody, a widoczność spadła poniżej 10 metrów.
Według raportu w śmigłowcu nie był włączony radiowysokościomierz, pilot nie posługiwał się tym urządzeniem. Komisja stwierdza, że "załoga miała zapięte pasy", stan techniczny śmigłowca "nie budził zastrzeżeń", "był on obsługiwany i użytkowany zgodnie z obowiązującymi przepisami". Prokuratura Okręgowa w Legnicy wszczęła postępowanie w sprawie katastrofy. Ma ono wyjaśnić, jak do niej doszło i kto ponosi za to odpowiedzialność. Lilianna Łukaszewicz, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Legnicy powiedziała, że raport komisji będzie bardzo pomocny w toczącym się śledztwie. - Raport jest bardzo pomocny ale o niczym nie przesądza. Komisja ustaliła przebieg lotu i wypadku - mówiła rzeczniczka.
Śmigłowiec leciał rano 17 lutego z Wrocławia w okolice Budziszowa. Załoga miała pomóc rannym w karambolu na autostradzie A4, gdzie zderzyło się około 20 samochodów. Maszyna LPR rozbiła się w okolicach Jarostowa, kilkaset metrów od miejsca karambolu i w pobliżu wiejskich zabudowań. Zginął pilot i sanitariusz. Katastrofę jako jedyny przeżył lekarz Andrzej Nabzyk. Dzisiaj, po 28 dniach w szpitalu wrócił do domu. Nabzdyk podczas krótkiego spotkania z dziennikarzami nie ukrywał swojej radości z powrotu do domu. "Spędziłem tu bardzo intensywny, zwłaszcza na początku, trudny miesiąc i czas do domu. Chcę znowu poczuć się jak ojciec i mąż" - mówił. Ranny w katastrofie lekarz przyznał, że chciałby jak najszybciej wrócić do pracy, najpierw biurowej, a potem z czasem może nawet do latania śmigłowcem. Wychodząc nie ukrywał, że w pracy najważniejszy jest dla niego kontakt z ludźmi. - Czeka mnie długa i bardzo żmudna rehabilitacja. Mam bardzo wiele do zrobienia ale proteza, którą mam szansę dostać pozwoli mi w miarę normalne poruszanie się - mówił Nabzdyk. Lekarz nie ukrywał swojej radości z powrotu do domu. - Spędziłem tu bardzo intensywny, zwłaszcza na początku, trudny miesiąc i czas do domu. Chcę znowu poczuć się jak ojciec i mąż - mówił. Minister zdrowia Ewa Kopacz zapowiedziała, że w porozumieniu z NFZ chce ufundować lekarzowi LPR najlepszą z dostępnych protez. Do Nabzdyka już zgłosiła się firma, która zaoferowała doktorowi bardzo dobrą protezę. Podobną protezę - opowiadał doktor - ma jego kolega i dzięki niej porusza się niemal bez żadnych ograniczeń. Nie ukrywał, że posiadanie takiej protezy pozwoliłoby mu nie tylko na powrót do normalnego życia, ale przede wszystkim na powrót do pracy.
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA