Świat

Fundacja bez Steinbach

Erika Steinbach
Fotorzepa, ms Michał Sadowski
Polska – Niemcy. Związek Wypędzonych ugiął się pod presją Polski i zrezygnował z nominowania Eriki Steinbach do rady fundacji zajmującej się wypędzeniami. Na razie
13-osobowa rada fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie będzie realizowała projekt „Widocznego znaku”, czyli centrum informacji o wysiedleniach Niemców z terenów Trzeciej Rzeszy przyznanych po wojnie Polsce i Czechosłowacji. Związek Wypędzonych (BdV), organizacja zrzeszająca wysiedlonych i ich potomków, otrzymał w radzie trzy miejsca.
Jedno z nich miało przypaść znanej z radykalnych poglądów szefowej związku Erice Steinbach, co budziło sprzeciw Polski. Podobne stanowisko zajęła współrządząca SPD. Wsparcie chadeckich partii CDU i CSU okazało się niewystarczające i prezydium związku ogłosiło, że rezygnuje z nominowania Eriki Steinbach. – Dobra i spokojna praca Władysława Bartoszewskiego przyniosła efekty – mówił wczoraj z zadowoleniem premier Donald Tusk. Prezydent Lech Kaczyński był dużo bardziej ostrożny. – Jest lepiej niż było, ale ja w dalszym ciągu do tego przedsięwzięcia mam bardzo sceptyczny stosunek – powiedział.
Do władz fundacji z ramienia związku wejdzie dwóch zastępców pani Steinbach – Christian Knauer i Albrecht Schläger. Trzecie miejsce pozostanie wolne. Ma symbolizować sprze-ciw wobec wywierania presji w sprawie kandydatów. – Decyzja, którą dziś podjęliśmy, została na nas wymuszona przez polski rząd oraz przez niemieckich socjaldemokratów. Naszym głównym celem jest powstanie muzeum przeciwko wypędzeniom. Jeśli to oznacza poświęcenie naszej przewodniczącej, to trudno. Nie jesteśmy jednak z tej sytuacji zadowoleni – mówił „Rz” rzecznik BdV Walter Stratmann. „Prezydium BdV nie chce dawać łatwego pretekstu do zaniechania wdrożenia ustawy o powołaniu fundacji i tym samym przeszkadzać w jej powstaniu na ostatniej prostej. Tylko z tego powodu prezydium BdV przyjęło propozycję swojej przewodniczącej, by na razie nie nominować jej do rady fundacji” – poinformował w oświadczeniu związek. Zawarte w nim sformułowanie „na razie” wzbudziło zaniepokojenie. – Obawiam się, że to taktyczna zagrywka. Związek chce przeczekać burzę i za jakiś czas spróbuje wprowadzić Steinbach do fundacji bocznymi drzwiami. Polska musi jasno dać do zrozumienia, że się na to nie zgodzi – mówi „Rz” Wojciech Roszkowski, eurodeputowany PiS. – Nie wykluczam, że w przyszłości związek może wyjść z taką inicjatywą. Na razie jednak skupmy się na tym, co udało się osiągnąć. Polska nie chciała, żeby Erika Steinbach weszła do fundacji, i tak się stało. To sukces. Na pewno zyska na tym atmosfera wokół tego projektu, oraz stosunki polsko-niemieckie – uwa- ża prof. Irena Lipowicz, dyrektor Fundacji Współpracy Polsko- Niemieckiej. Rzecznik kanclerz Angeli Merkel oświadczył wczoraj, że „z szacunkiem i uznaniem” przyjęła ona do wiadomości decyzję związku. Podobne stanowisko zajął szef niemieckiego MSZ Frank- Walter Steinmeier. – Upamiętnienie wysiedleń musi być zrealizowane w duchu pojednania i porozumienia z naszym ważnym partnerem, Polską. Krok BdV otwiera ku temu drogę – mówił rzecznik MSZ. Tylko rządząca w Bawarii CSU wyraziła ubolewanie. – To smutny skutek nagonki lewicy i polskich nacjonalistów – powiedział szef kancelarii bawarskiego premiera Siegfried Schneider. – Fundacja bez Eriki Steinbach będzie znacznie gorsza. [ramka]Sylwetki [b]Christian Knauer, wiceprzewodniczący BdV, polityk CSU[/b] 57-letni Christian Knauer jest członkiem bawarskiej CSU od 1973 roku. W 1987 roku został wybrany do parlamentu Bawarii. Od 2002 roku jest przewodniczącym rady okręgu Aichach-Friedberg na południu tego landu. Do Związku Wypędzonych (BdV) wstąpił pod koniec lat 90. Trzy lata temu został wiceprzewodniczącym tej organizacji. Knauer uważa się za przyjaciela Polski. – Mam duży sentyment do Śląska. Moi rodzice zostali stamtąd wysiedleni – mówi w rozmowie z „Rz”. Jego zdaniem przyjaźń z Polską i upamiętnienie losu wypędzonych można pogodzić. Wbrew tym zapewnieniom Knauer wielokrotnie publicznie potępiał Polskę za ataki na Steinbach i za – jego zdaniem – „wrogą postawę wobec Niemiec”. W 2007 roku Knauer skarżył się na posiedzeniu BdV, że w polskich podręcznikach szkolnych celowo pomijany jest temat wysiedlenia Niemców po II wojnie światowej. – Nacjonalistyczny polski rząd chce przemilczeć czystki etniczne dokonane na niemieckiej ludności – mówił polityk CSU. [i]—ryb[/i] [b]Albrecht Schläger, wiceprzewodniczący BdV, polityk SPD[/b] Albrecht Schläger urodził się w 1942 roku w bawarskim Marktredwitz przy granicy z Czechami. Polityk SPD, z zawodu leśniczy, od dziesięciu lat jest członkiem Ziomkostwa Niemców Sudeckich. Od maja 2006 roku piastuje także stanowisko sekretarza generalnego rady sudeckoniemieckiej. Przez wiele lat był rzecznikiem ds. wysiedleń frakcji SPD w bawarskim parlamencie. Jest znany z rewanżystowskich poglądów. Od lat walczy o unieważnienie dekretów Benesza, na podstawie których odebrano majątki Niemcom sudeckim i wypędzono ich z Czechosłowacji. Żądał od Brukseli, by zablokowała przystąpienie Czech do Unii Europejskiej, jeśli ten kraj wcześniej nie unieważni dekretów Benesza. Wtórowali mu czołowi socjaldemokratyczni politycy. Za rewizją układu poczdamskiego opowiedział się wówczas także minister spraw wewnętrznych z SPD Otto Schily. Albrecht Schläger jest pierwszym od 30 lat politykiem SPD, który został wybrany do władz Związku Wypędzonych.[/ramka] [ramka][srodtytul]Powiedzieli „Rz” [/srodtytul] [srodtytul]Arnulf Baring, niemiecki historyk[/srodtytul] Jestem głęboko zasmucony decyzją Związku Wypędzonych. To wielka klęska, wręcz tragedia. Żałuję, że niemiecki rząd ugiął się pod presją Polski. Polacy niesłusznie oskarżyli Erikę Steinbach o rewanżyzm. Wręcz skandaliczne były wypowiedzi Władysława Bartoszewskiego i szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Sikorski powiedział o pani Steinbach, że „przyszła z Hitlerem i odeszła z Hitlerem”. To skandaliczne! To celowe i ohydne obrażanie przyzwoitej osoby, na dodatek przychylnej Polsce. Niemiecka SPD przyczyniła się do powstania tej sytuacji, jednak odpowiedzialna za to, że szefowa Związku Wypędzonych została wykluczona z władz fundacji „Widocznego znaku” jest Polska! Czuję się, jakbym się cofnął do czasów międzywojennych, kiedy głównym celem Polski była konfrontacja z Rosją i Niemcami. Tak nie powinno być. W końcu to Niemcy zabiegały o wejście Polski do UE i NATO. Tyle osiągnęliśmy w dziedzinie porozumienia, także historycznego, a teraz się cofamy. Erika Steinbach jest symbolem krzywdy, która spotkała wypędzonych. Musimy mieć prawo do opłakiwania naszych ofiar tak samo jak Polacy. Ja się osobiście pogodziłem z utratą naszych wschodnich terenów. Z tym, co się teraz stało, nigdy się nie pogodzę. [i]not. ryb[/i] [srodtytul]Wolfgang Thierse, wiceprzewodniczący Bundestagu, polityk SPD[/srodtytul] Miałem nadzieję, że Związek Wypędzonych podejmie taką decyzję. Przyjmuję wycofanie kandydatury Eriki Steinbach do władz fundacji poświęconej wysiedleniom z ulgą i szacunkiem. Konflikt z Polską został szczęśliwie zażegnany. Teraz będzie można zabrać się do realizacji projektu Centrum przeciwko Wypędzeniom w Berlinie. Moim zdaniem to ważny projekt, który zasługuje na realizację. W atmosferze zrozumienia i pojednania, a nie kłótni. Teraz, kiedy kandydatura pani Steinbach została usunięta, mam nadzieję, że Polska nie będzie już miała zastrzeżeń do tego projektu. Polscy historycy powinni w nim uczestniczyć. Serdecznie zapraszam stronę polską do udziału w „Widocznym znaku”. To muzeum nie powinno być powodem do sporów. Mam nadzieję, że w przyszłości nie będzie już zgrzytów z tego powodu. Wielokrotnie pytałem kanclerz Niemiec Angelę Merkel: „Na czym ci bardziej zależy, na dobrych stosunkach ze Związkiem Wypędzonych czy na dobrych stosunkach z Polską?”. Jestem niezmiernie szczęśliwy, że w końcu zrozumiała, że stosunki z Polską są ważniejsze. To, że BdV nie wskazał kandydata na miejsce pani Steinbach, mnie nie dziwi. Pozwala im to zachować twarz w obliczu klęski. Nie przywiązywałbym do tego wagi. [i]not. ryb[/i] [srodtytul]Krzysztof Lisek (PO), szef Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych[/srodtytul] Kwestia obecności pani Steinbach w radzie fundacji jest definitywnie zakończona. Nie należy tego absolutnie traktować w kategoriach sukcesu, chociaż bez wątpienia dobrze się stało dla relacji polsko-niemieckich, a także dla samej pani Steinbach. Nie zamierzam jej oceniać, nie znam jej osobiście i nie wiem, czy miała dobre czy złe intencje. Jednak niezależnie od intencji po jej niefortunnych wypowiedziach stała się symbolem złych relacji między Polską a Niemcami. Jej nominacja na pewno nie służyłaby pojednaniu. Należą się słowa podziękowania pani kanclerz Angeli Merkel, która postawiła dobro naszych wzajemnych stosunków ponad ambicjami Związku Wypędzonych i samej pani Steinbach. Akcja w jej obronie, którą mogliśmy obserwować w Niemczech, wyglądała na histerię niezbyt dla nas, Polaków, zrozumiałą. Wydawałoby się, że kwestia odpowiedzialności i pamięci historycznej jest jasna, czytelna i rozwiązana raz na zawsze. To, co się stało, wyglądało trochę jak zachowanie kibiców na stadionie, którzy na hasło „biją naszych” rzucają się na ratunek. Historia powinna być przedstawiona tak, jak wyglądała, ale – niestety – mam wrażenie, że niektórym kołom politycznym w Niemczech trzeba o tym przypominać. [i]not. lor[/i] [srodtytul]Prof. Anna Wolff-Powęska, ekspert ds. polsko-niemieckich, Uniwersytet im. A. Mickiewicza w Poznaniu[/srodtytul] W ostatnim sporze o Erikę Steinbach nie mogę wskazać zwycięzców ani przegranych. Trudno mi też mówić o choć małym polskim sukcesie. Spór znów wzniecił bowiem w Niemczech antypolskie nastroje. W ferworze emocji trudno się zorientować, o co naprawdę sprzeczają się obie strony. Przeciętny Niemiec, jak wynika z forum internetowego, postrzega Polaków jako przewrażliwionych na punkcie swojej przeszłości ludzi, którzy niepotrzebnie wtrącają się do wewnętrznych spraw jego kraju i szantażują władze w Berlinie. Pojawiły się też znów głosy na temat polskiego antysemityzmu, bo dla obrony własnej pozycji szuka się nawet irracjonalnych środków ataku. Trudno także przewidzieć, jak to ustępstwo odreaguje Związek Wypędzonych. Ton dyskusji w prawicowych gremiach w Niemczech nie sprzyja w tym momencie przyjaznemu sąsiedztwu. Nie wykluczam również, że problem pani Eriki Steinbach wróci po wrześniowych wyborach w Niemczech. Dlatego sądzę, że w dobrze pojętym polskim i niemieckim interesie jest jak najszybsze zaprzestanie dyskusji, której bohaterką jest pani S. [i]not. jap[/i][/ramka] Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/haszczynski/2009/02/25/erika-steinbach-maly-przewodnik/]blog.rp.pl/haszczynski[/link]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL