fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Polacy żyjący w Strefie Gazy boją się o życie

W Strefie Gazy mieszka dziesięć mieszanych polsko--palestyńskich rodzin. Ich sytuacja jest tragiczna.
Barbara Adamek-Abu Saeid mieszka w centrum miasta Gazy, na dziewiątym piętrze wysokiego bloku. – W sobotę, gdy zaczęły się naloty, myślałam, że nasz budynek się zawali. Wszystko się trzęsło. Przez okna widziałam eksplozje i unoszące się nad miastem kłęby dymu – opowiada pochodząca z Żywca Polka.
Od soboty w jej mieszkaniu nie ma prądu. Żyje w ciągłym strachu, że kolejny izraelski pocisk może zabić ją, męża lub któreś z trójki ich dzieci. – Nie wypuszczam ich na ulicę. Żyjąc w Gazie, wiele przeżyliśmy, ale czegoś takiego nigdy nie widziałam – mówi.
Joanna al Nakhal rozmawia przez telefon z samochodu, którym wraz z rodziną ucieka z domu. – Nasz dom znajduje się blisko granicy. Izraelczycy ogłosili, że jest to strefa wojenna i wszyscy mieszkańcy muszą ją opuścić – relacjonuje.
Gdy rozmawiamy, nagle w słuchawce słychać potężne wybuchy. – Słyszy pan, co tu się dzieje? Wszyscy jesteśmy przerażeni. Nie ma miejsca, gdzie można się schronić, nie ma gdzie uciekać – mówi pani Joanna. Podkreśla, że w Strefie Gazy brakuje już podstawowych produktów, nawet chleba i wody pitnej.
– Widziałam serię potężnych wybuchów, które, jeden po drugim, druzgotały miasto. Wyglądało to jak film lub początek drugiej wojny światowej, gdy Niemcy bombardowali Polskę – opowiada. Pochodzi ze Świdnicy, ma dwójkę dzieci. Mąż Joanny al Nakhal jest farmaceutą. Poznali się, gdy studiował w Warszawie.
Również pozostałe Polki swych palestyńskich mężów poznały podczas studiów w PRL. W sumie polskie rodziny mają około 25 dzieci. Większość doskonale mówi po polsku.
– Jesteśmy w stałym kontakcie z Polkami. Chcemy, żeby czuły, że ktoś o nich pamięta – mówi Piotr Puchta, przedstawiciel RP przy Palestyńskiej Władzy Narodowej w Ramalli.
Możliwości pomocy są jednak niewielkie. Strefa Gazy została całkowicie zamknięta przez izraelską armię. Nikt nie może się dostać ani wydostać z tego terytorium. Na razie wsparcie dyplomatów jest więc tylko moralne. Są oni jednak gotowi na podjęcie bardziej zdecydowanych działań. – Jeżeli Polacy z Gazy zwrócą się do nas o pomoc w ewakuacji, na pewno pomożemy – zapewnia Puchta.
MSZ pomagało obywatelom Polski podczas poprzedniej wojny na Bliskim Wschodzie, gdy w 2006 roku Izrael zaatakował Liban. Wtedy dyplomaci zorganizowali specjalne konwoje dla kilkuset Polaków mieszkających w tym kraju, a następnie za pomocą samolotów specjalnych przewieźli ich do Polski. Tym razem chodzi o znacznie mniejszą grupę – około 35 osób – ale ze względów logistycznych operacja może być znacznie trudniejsza. Pytanie tylko, czy Polacy będą chcieli wyjechać. – Nie mogę mówić za całą społeczność, ale ja jestem gotowa na wyjazd – mówi Joanna al Nakhal. Podobnie uważa Barbara Adamek-Abu Saeid: – Najważniejsze są nasze dzieci. Musimy je chronić. Tu grozi im niebezpieczeństwo.
Sytuację Polaków ze Strefy Gazy inaczej niż oni sami oceniają władze w Warszawie. – Z informacji, jakie do nas dotarły, wynika, że wszyscy są bezpieczni i nikt z nich nie jest zainteresowany wyjazdem do Polski – powiedział wczoraj szef dyplomacji Radosław Sikorski.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA