fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Teatr

Jedną nogą na West Endzie

Rzeczpospolita
Z Wojciechem Kępczyńskim, dyrektorem Teatru Muzycznego Roma, rozmawia Karolina Kowalska
[b]W czasach, kiedy teatry borykają się z problemami finansowymi, a na niektóre seanse nie sprzedaje się nawet połowa biletów, Roma kwitnie. Nie tylko się rozwija, ale także jest w stanie na siebie zarobić. Jak to się dzieje?[/b]
Dajemy z siebie 100%. Nasze musicale muszą być idealne pod każdym względem, żeby mogły konkurować z filmem czy telewizją. Często powtarzam, że jedną nogą jesteśmy na West Endzie, a drugą na Nowogrodzkiej. Doskonale zrobiony musical potrafi przyciągnąć ogromną widownię. Gdybyśmy na każdym przedstawieniu nie mieli kompletu na widowni, trudno byłoby się nam utrzymać. Dotacja od miasta to 10 mln zł rocznie, z czego ok. 2,5 mln idzie na czynsz, jaki płacimy właścicielowi budynku. Pozostałe 7,5 mln pochłaniają koszty eksploatacji budynku i pensje dla pracowników. To dzięki zyskom ze sprzedaży biletów możemy sobie pozwolić na wystawianie kolejnych przedstawień. „Upiora w operze” wystawiliśmy częściowo z pieniędzy zaoszczędzonych na dochodzie z „Kotów” i „Akademii Pana Kleksa”, a częściowo dzięki wsparciu sponsorów.
[b]„Upiór...” to ogromny sukces Romy. [/b]
Dość powiedzieć, że od marcowej premiery na 170 przedstawieniach mieliśmy przeciętnie ponad 100% sprzedanych miejsc. Ponad 100%, bo na każdy seans oprócz kompletu biletów sprzedawaliśmy też wejściówki na miejsca stojące. Bilety mamy sprzedane do końca stycznia i już wiemy, że „Upiora...” będziemy grać co najmniej do końca 2009 r.
[b]15 listopada br. wydali Państwo płytę z piosenkami z „Upiora…”, którą można kupić w większości sklepów płytowych. Ze strony internetowej teatru można też ściągnąć dźwięki do telefonów z utworami z musicalu. Czy liczy Pan, że musical zdobędzie w Polsce tak wielką popularność, jak np. we Francji, w której piosenki z musicali wchodzą na listy przebojów?[/b]
Bardzo bym sobie tego życzył. Mam nadzieję, że piosenki z „Upiora…” będą grane przez stacje radiowe, a teledyski puszczane przez telewizje muzyczne. Żałuję jedynie, że płyta wyszła dopiero teraz, a nie dwa miesiące przed premierą, jak jest praktykowane np. we Francji czy Kanadzie. Nigdy nie zapomnę premiery „Notre Dame de Paris” z Garou, którą miałem okazję obejrzeć w Montrealu. Publiczność śpiewała razem z aktorami, co trochę przeszkadzało mi w odbiorze, ale też rozumiałem, że tam jest taki zwyczaj. Płyta z piosenkami trafiła na sklepowe półki kilka miesięcy wcześniej i nie tylko zdobyła wielką popularność, ale także stanowiła świetną reklamę samego przedstawienia. Na jej okładce można było wyczytać, kiedy i gdzie odbędzie się premiera i jak kupić bilety. Chciałbym, żeby tak działo się też w Polsce.
[b]To niejedyna nowość. W tym roku po raz pierwszy Roma organizuje przedstawienie w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia i w sylwestra. [/b]
Chcemy, żeby tak jak np. w Wielkiej Brytanii drugi dzień świąt gromadził na widowni całe rodziny. To ciekawa propozycja dla Polaków. Sylwester z „Upiorem…” będzie wyjątkowy. Bilety na niego są dużo droższe, ale też przewidzieliśmy wiele niespodzianek.
[b]Kolejnym Pana projektem są „Nędznicy” – „Les Misérables”. Choć premiera dopiero w marcu 2010 r., przygotowania już trwają.[/b]
Jesteśmy po pierwszych rozmowach z właścicielem praw do „Les Misérables”, brytyjskim producentem teatralnym Cameronem Mackintoshem. W marcu rozpoczniemy castingi. I po raz pierwszy planujemy wydanie płyty z piosenkami z musicalu jeszcze przed premierą.
[b]Być może do Polski wejdzie kultura musicalu, a goście pubów będą śpiewać musicalowe szlagiery do wtóru fortepianu, jak to się odbywa np. w Nowym Jorku.[/b]
Taki lokal z fortepianem przy teatrze Roma to jedno z moich marzeń. Chciałbym, aby artyści spotykali się w nim z publicznością, by odbywały się takie jam session. To zresztą jeden z licznych pomysłów, których realizacja niestety musi poczekać. Na razie pracuję nad kolejnym projektem – musicalem na kanwie „Złego” Leopolda Tyrmanda, który przedstawiałby Polskę lat 50. Piszemy go wspólnie z Danielem Wyszogrodzkim, z którym świetnie nam się pracowało przy tworzeniu „Akademii Pana Kleksa”. Premiera będzie musiała jednak zaczekać do 2011, może nawet 2012 r.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA