fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Floty w postoju

Powitanie w Kilonii niemieckiej floty wracającej z manewrów w 1909 r.
Archiwum „Mówią Wieki
">Krzysztof Kubiak
Pierwsza wojna światowa wybuchła w dobrym momencie dla niemieckiej marynarki wojennej.
Hochseeflotte miała wówczas realną szansę stawić czoło liczniejszej, ale mniej nowoczesnej Royal Navy. Ale dowództwo nie zdołało wykorzystać tego atutu. Pierwsze starcie pod Helgolandem 28 sierpnia 1914 roku zakończyło się porażką Niemców, którzy utracili trzy krążowniki i niszczyciela.
Alianci powoli i kosztem znacznych strat, ale skutecznie, zaczęli też eliminować zagrożenie ze strony okrętów przeciwnika operujących na wodach pozaeuropejskich. Nadspodziewanie dobre rezultaty osiągały tymczasem niemieckie okręty podwodne.
Tirpitz, który był administratorem i budowniczym floty, ale nie posiadał wpływu na jej operacyjne użycie, dał wyraz swoim poglądom na marnowanie szansy pobicia Brytyjczyków w memorandum datowanym na 16 września 1914 roku. Żądał doprowadzenia do rozstrzygającego starcia morskiego, argumentując, że będzie to wielki krok do ostatecznego triumfu, gdyż wyeliminowanie Wielkiej Brytanii zmusi Rosję do wycofania się z wojny, co z kolei umożliwi zwycięstwo we Francji.
Wilhelm II, wspierany przez dowództwo floty, zbyt jednak obawiał się o swe wielkie okręty, by narażać je na zniszczenie. W rezultacie przez pierwsze 18 miesięcy wojny oprócz wspomnianego starcia pod Helgolandem doszło do zaledwie jednej potyczki ciężkich sił nawodnych – 24 stycznia 1915 roku na Dogger Bank. Brytyjczycy znowu byli górą.
Podstawowym celem alianckiej wojny na morzu było zapewnienie ciągłości i stabilności komunikacji morskiej, zwłaszcza na Atlantyku. Zwalczano więc niemieckie okręty podwodne, które coraz mocniej zagrażały żegludze (w 1915 roku U-booty zatopiły statki o łącznym tonażu 1 227 800 ton), miny (stawiały je zarówno okręty podwodne, jak i nawodne), poszukiwano i niszczono niemieckie krążowniki pomocnicze operujące na wodach pozaeuropejskich oraz tzw. łamaczy blokady, czyli okręty usiłujące się przedrzeć na Atlantyk lub powrócić do macierzystych portów.
Ciężar tych działań spoczywał na siłach lekkich – eskadry liniowe były tu nieprzydatne. Tym samym floty przeciwników szachowały się wzajemnie, będąc klasycznymi „fleet in beeing” (flotami w postoju), oddziałującymi na sytuację operacyjną i strategiczną nie aktywnymi działaniami, lecz samym swoim istnieniem.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA